Nowe wytyczne dla szkół i collegów w Anglii (w ramach programu Keeping Children Safe in Education) wywarzyło drzwi dla kolejnego szaleństwa – społecznej tranzycji dla dzieci od czwartego roku życia w szkołach podstawowych. Zmiana imienia, zaimków, ubioru czy „całego jestestwa” dziecka – wszystko to ma być umożliwione i wspierane przez placówki edukacyjne. Nawet jeśli, w założeniu, ma się zdarzać „bardzo rzadko”. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach – w „wyjątkowych przypadkach obawy o zdrowie i bezpieczeństwo dziecka” szkoła nie może i nie będzie informować rodziców o tym, że dziecko poddawane jest temu okrutnemu procederowi. O wytycznych, jakie są to właściwie przypadki już zapomniano napisać. Skupiono się za to na tym, że decyzja o „zmianie płci” już czterolatków (!) ma zapaść bez wiedzy rodziców. Co ma do tego „najbardziej homoseksualny parlament”? Ano to, że poprzez nowe wytyczne, ustawy czy rekomendacje tworzą środowisko do powstania tzw. „nowego człowieka” – oderwanego od prawdy o swoim ciele, podatnego na manipulacje i na dalsze okaleczanie w przyszłości. Tworzą jednostki słabe, bezwolne, pogubione i zależne od tych, którzy będą pociągać za sznurki. A poprzez okaleczanie ich ciał – do niemożności prokreacji.
Dzieci od czwartego roku życia są wystawione jak „mięso armatnie” na ideologię, która wtłacza im do nieukształtowanej psychiki, że ich ciało to błąd, a tzw. „tożsamość płciowa” to kwestia kaprysu i samopoczucia na daną chwilę. Z tym wiąże się lawina zaburzeń psychicznych, autodestrukcji, depresji, a w ostatecznym rozrachunku sterylizacja i okaleczone bezpowrotnie ciała. I totalny rozpad rodziny. Przytaczany w wielu naszych publikacja Raport Cass jasno pokazał, że „afirmacja” na każdym kroku życia społecznego to nie leczenie, a eksperyment na dzieciach. A mimo to lewica wciąż popycha tego zabójczego potwora dalej i dalej. Już teraz rodzic, który powie dziecku „synu, jesteś chłopcem” trafia pod lupę opieki społecznej, a wizja odebrania dziecka i trafienie pod sąd za te kilka słów obiektywnej prawdy jest bardzo realna. Wyspy to już totalitarny twór, który pokazuje, że „dziecko należy do nas”.
Jest to kierunek, w którym zmierza cały „nowoczesny” świat – traktowanie dzieci jako surowca do inżynierii społecznej i tworzenia „nowych istot”. Zdezorientowanych, oderwanych od biologii i prawa naturalnego, podatnych na patologię i deprawację. Bez korzeni, bez historii, bez prawdy i bez rodziny.
Rodzice!
To już się dzieje w Polsce. Pomimo Waszych protestów MEN wprowadza edukację zdrowotną do szkół już od września. Komponent edukacji seksualnej będzie mówił o tym, że wasze ukochane dziecko może czuć się kim/czym chce, że rodzina to już nie ojciec i matka, a wszelkie inne konfiguracje, że płeć to tylko widzimisię starych, głupich ludzi. Odpowiedzcie sobie na pytanie dlaczego ludziom odpowiedzialnym za kształcenie naszych dzieci tak zależy na popychaniu tego przedmiotu.
Waszym prawem, ale i obowiązkiem jest chronić wasze dzieci. Szkoła ma uczyć czytania, pisania i liczenia – a nie uzurpować sobie prawo do mówienia niewinnym, że urodzili się w „złym ciele”. Państwo nie jest właścicielem waszych dzieci. Czas powiedzieć NIE!
Źródła: lifesitenews.com/(…), theguardian.com/(…)