Jawni bądź zakamuflowani zwolennicy aborcji szukają różnych sposobów, aby uniemożliwić pokazywanie, jak wygląda aborcja i dziecko po “zabiegu”, który de facto jest zabójstwem dokonanym na niewinnym, bezbronnym człowieku, a który to zabieg jest dziś powszechnie akceptowany.
Przeciwnicy skutecznej walki z mordowaniem dzieci poczętych często jak mantrę przywołują to, że “dzieci na to patrzą i mają traumę”. Pytają „jak wytłumaczyć dziecku widok rozszarpanych, krwawych płodów?” Deklarowana troska o komfort psychiczny narodzonych dzieci stanowi zasłonę dymną dla chęci wyrugowania z przestrzenni publicznej prawdy o tragicznym losie niechcianych dzieci nienarodzonych.
A tymczasem wieloletnie obserwacje poczynione przez organizatorów i uczestników pikiet oraz innych akcji antyaborcyjnych jednoznacznie dowodzą, że obecność zdjęć ofiar aborcji w przestrzeni publicznej jest solą w oku przede wszystkim dorosłych. Dodajmy, że tych konkretnych dorosłych, którzy w mniejszym lub większym stopniu godzą się na wykonywanie aborcji.
Niejedna osoba oburzona pokazywaniem zdjęć zabitych dzieci poczętych twierdzi „jestem przeciwna/y aborcji, ale pokazywanie tych zdjęć jest niedopuszczalne…”. Jednak po dłuższej lub krótszej rozmowie okazuje się, że ten człowiek nie jest całkowitym, bezkompromisowym przeciwnikiem aborcji i bezkarności tego procederu. Niemal zawsze pojawia się, ale… “no ale w przypadku wady letalnej, czy gwałtu lub gdy (jakakolwiek rozumiane) zdrowie czy życie matki jest zagrożone kobieta powinna mieć wybór”.
Niekiedy (choć naprawdę rzadko) zdarzają się osoby całkowicie i bezkompromisowo przeciwne aborcji i jej bezkarności, które zgłaszają wątpliwości co do pokazywania zdjęć jej ofiar na ulicach. Z reguły wystarczy chwila rozmowy, aby osoba taka zrozumiała sens i potrzebę takiej metody walki z aborcją. A nawet jeśli (naprawdę sporadycznie) któraś z tych osób nie przekona się do zasadności pokazywania zdjęć, to nie przyszłoby jej do głowy, aby używać aparatu państwowego dla szykanowania tych, którzy te zdjęcia pokazują lub te zdjęcia niszczyć.
Jak reagują dzieci?
Małe dzieci z reguły nie zwracają uwagi na obrazy, które są poza zasięgiem ich wzroku. Dzieci starsze czasem wykazują zainteresowanie zdjęciami i przyglądają się im z zaciekawieniem. Wówczas pada oczywiste pytanie „co to jest?”. I to właśnie pytanie jest źródłem wielkiego zakłopotania dla rodzica lub opiekuna, który popiera wykonywanie tego, co owo zdjęcie ukazuje. No bo jak wytłumaczyć dziecku co jest na zdjęciu, gdy samemu popiera się zabijanie dzieci poczętych? Bezkompromisowy przeciwnik aborcji bez większego trudu może znaleźć prosty sposób, aby wyjaśnić dziecku to, co widzi. Można powiedzieć np. na zdjęciu jest malutkie dziecko, któremu stała się krzywda, a ci państwo stoją tu po to, aby nikt nie robił malutkim dzieciom krzywdy. Tobie to nie grozi, bo cię kochamy i jesteś już wystarczająco duży, aby nikt nie zrobił ci takiej krzywdy. I to w zupełności by wystarczyło, nie chodzi o to, by opisywać dziecku szczegóły procedury aborcyjnej.
Dzieci starsze i te bardziej spostrzegawcze bez trudu orientują się, że na banerze jest przedstawiony człowiek, dziecko, któremu coś złego się stało. Naturalną reakcją dziecka na krzywdę innej osoby jest chęć niesienia jej pomocy i okazania solidarności, dopóki dorośli nie zniechęcą dziecka do tego.
Kilka lat temu w Krakowie podczas pikiety antyaborcyjnej dzieci postanowiły podjąć duchową adopcję dzieci poczętych w reakcji na widok zdjęć ofiar aborcji. Zdarza się też, że dzieci pytają czy mogą jakoś pomóc. Niejednokrotnie podczas pikiet obecne są dzieci organizatorów, które dobrze wiedzą, dlaczego ich rodzice lub opiekunowie tam przyszli – np. po to by pomodlić się i chronić inne dzieci przed krzywdą. Są to dzieci w różnym wieku, żadne z nich nie wykazuje oznak traumy lub innego urazu psychicznego świadczącego o tym, że prawda o aborcji mogła im zaszkodzić. Są wśród nich również dzieci z niepełnosprawnościami.
Problem mają dorośli…
Każdy wolontariusz organizujący lub uczestniczący w pikietach antyaborcyjnych bez trudu może przytoczyć przykłady reakcji i zachowań dzieci świadczących o tym, że to nie maluchy mają problem z banerami, lecz ich proaborcyjni opiekunowie.
Dorosły, który neguje człowieczeństwo dzieci nienarodzonych i ich prawo do życia, nie zgodzi się na to, aby jego dziecko (lub inne dzieci) dostrzegły na “krwawych banerach” skrzywdzonych ludzi i sprzeciwiły się aborcji. I taki właśnie dorosły zrobi, co w jego mocy, aby uniemożliwić dziecku poznanie prawdy. Własną złość, lęk i niechęć w stosunku do przeciwników aborcji przeniesie na towarzyszące mu dziecko poprzez nerwową i często agresywną reakcję w stosunku do działaczy antyaborcyjnych. Niekiedy u źródeł tej złości, frustracji, lęku, a nawet nieskrywanej nienawiści, leżą własne trudne przeżycia np. nieuświadomiony syndrom proaborcyjny lub syndrom ocaleńca.
Zwolennicy aborcji chętnie wysługują się dziećmi (również własnymi), aby dyskredytować walkę z aborcją i ludzi w tę walkę zaangażowanych.
W Krakowie np. pewien starszy mężczyzna przechodził obok pikiety z dziewczynką (mogła mieć 7-9 lat), której nałożył czapkę na twarz i niezwykle agresywnie wykrzykiwał wulgarne wyzwiska w kierunku wolontariuszy, nazywając ich faszystami. Dziewczynka płakała, ale widać było, że wystraszyło ją zachowanie jej opiekuna (prawdopodobnie dziadka). Dlaczego treści antyaborcyjne aż tak ubodły tego człowieka, można się domyślać…
Inny z kolei mężczyzna idący z wózkiem, w którym było niemowlę – między rzucanymi wulgaryzmami zapytał ostro: „jak mam to wytłumaczyć półrocznemu dziecku…?!”.
Kiedyś do pikietujących podeszła kobieta i zażądała, aby wytłumaczyć jej synowi co jest na banerze. Słysząc konkretną rzeczową argumentację i widząc swoje dziecko słuchające wyjaśnień ze spokojem i zaciekawieniem, krzyknęła „to są płody”, odciągnęła syna i odeszła. Innym natomiast razem kobieta domagająca się, aby wytłumaczyć dziecku, co jest na zdjęciu, zmieniała zdanie, gdy usłyszała logiczną i spójną wypowiedź wolontariuszki skierowaną do dziecka.
Znane nam są również przykłady osób, które będąc jeszcze dziećmi zobaczyły zdjęcia ofiar aborcji i już wtedy podjęły decyzję o tym, że nigdy nie zabiją własnego dziecka, a niektórzy z nich postanowili zaangażować się w walkę z aborcją. A tego miłośnicy aborcji boją się najbardziej.
Wrażliwość bywa bardzo wybiórcza…
Owszem, widok ofiar aborcji wywołuje negatywne uczucia i trudne emocje. Wszak jest to obraz skutków zbrodni popełnionej na najbardziej niewinnych i najbardziej bezbronnych.
Nawet jeśli trudne emocje będą udziałem dziecka patrzącego na baner, nie oznacza to, że należy zakazać pokazywania zdjęć ofiar aborcji. Zadaniem dorosłego jest pomóc dziecku poradzić sobie z trudnymi emocjami, a nie zakłamywać rzeczywistość. Dyskomfort czy nawet szok doznany na widok zdjęcia może zapobiec popełnieniu takiej zbrodni w przyszłości oraz prowadzić do zaangażowania się w czynną walkę z aborcją. Są tego liczne przykłady. Świadomość, jak wygląda tzw. aborcja uratowała niejednemu dziecku życie i u wielu ludzi zmieniła tok myślenia.
Ponadto nie sposób wychować kogokolwiek pod kloszem w całkowitej izolacji od trudnych uczuć czy emocji. Zresztą coraz liczniejsze środowiska przekonują się, że tzw. bezstresowe wychowanie to mit i de facto jest ono dla dzieci szkodliwe. Dziecko prędzej czy później zetknie się z różnymi trudnymi zagadnieniami i odczuciami. Ba, nawet zwolennicy aborcji nie negują potrzeby rozmawiania z dziećmi o trudnych sprawach – np. wojnach, kataklizmach itp. W skrajnie proaborcyjnej Gazecie Wyborczej, niedługo po wybuchu wojny na Ukrainie ukazał się wywiad z psychologiem poruszający temat rozmowy z dzieckiem o wojnie. Konstatacja była jasna – trzeba z dziećmi o tym rozmawiać, oczywiście w sposób dostosowany do ich wieku i poziomu percepcji, ale bez udawania, że problemu nie ma.
Po śmierci prezydenta Gdańska Adamowicza w również skrajnie proaborcyjnym medium – magazynie TVN 24 ukazał się wywiad z psychologiem traktujący o tym jak rozmawiać z dziećmi o śmierci. Nikt tam nie negował potrzeby rozmowy z dzieckiem na trudne tematy i nazywania rzeczy po imieniu. Była również mowa o tym, jak pomóc dziecku poradzić sobie z trudnymi emocjami, które mogą się pojawić. Psycholog Aleksandra Piotrowska słusznie zauważyła „Dzieci na podstawie obserwowania naszych reakcji uczą się, jak oceniać to, co się wydarzyło.” („Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci Adamowicza” – TVN-24, 19.01.2019). Otóż to. Reakcja rodziców determinuje sposób myślenia i reagowania u dziecka, zwłaszcza tego młodszego…
Zatem, osią zagadnienia nie jest to, że w środowiskach proaborcyjnych obowiązuje całkowity zakaz uświadamiania dzieci co do istnienia zła i niesprawiedliwość na tym świecie, lecz przysłowiowy pies pogrzebany jest w tym, kto jest godzien współczucia ze strony dzieci, a kto nie. W percepcji zwolenników aborcji dzieci nienarodzone są płodami, z którymi można zrobić co się zechce i absolutnie nie można absorbować percepcji urodzonych już dzieci losem owych płodów. W sporze o obecność zdjęć ofiar aborcji w przestrzeni publicznej tak naprawdę nie chodzi o to, że są one drastyczne, lecz o ich tematykę i przesłanie. Logicznym jest, że jeśli ktoś uważa aborcję za coś dopuszczalnego czy wręcz dobrego, będzie dążył do wyeliminowania treści, które ten proceder dyskredytują i ukazują jego straszliwie wyglądające skutki.
Co znamienne, zazwyczaj osoby wyrażające swój ostry sprzeciw wobec publicznego wystawiania fotografii ofiar aborcji nie manifestują swoich obaw przed wystąpieniem reakcji lękowych np. u dzieci biorących udział w publicznych imprezach halloweenowych, podczas których maluchy często oglądają upiorne przebrania i inscenizacje.
Drastyczne obrazy na ulicach to nic nowego
Warto zauważyć, że istnieje wiele kampanii społecznych, w których wykorzystuje się drastyczne obrazy – np. zdjęcia na paczkach papierosów, spoty w telewizji i innych mediach dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego, realizowane w ogólnodostępnej przestrzeni publicznej kampanie przeciw przemocy wobec kobiet, akcje przeciw okrucieństwu wobec zwierząt, kampanie antywojenne itp.
W Polce bywa obecna wystawa Body Worlds, podczas której pokazywane są autentyczne, spreparowane zwłoki ludzkie (poddane procesowi plastynacji). Ogłoszenia o tej wystawie, zawierające zdjęcia ciał, są rozklejane w miejscach publicznych, np. na słupach ogłoszeniowych. Wystawa ta była obecna w wielu polskich miastach. Ostatnio po raz kolejny gościła we Wrocławiu i jej reklamy zostały umieszczone na autobusach wrocławskiej komunikacji miejskiej – widoczne dla każdego. Nie jest tajemnicą, że wystawę tę odwiedzają również dzieci.
W przestrzeni publicznej nierzadko są również obecne wystawy o tematyce antywojennej, czego przykładem była chociażby prezentowana u ubiegłych latach wystawa w Kielcach, której tematyką były zbrodnie popełniane przez Niemców podczas II wojny światowej oraz przez Sowietów w Katyniu. Wystawa zawierała m. in. drastyczne fotografie przedstawiające zwłoki osób pomordowanych w obozach koncentracyjnych i ofiar zbrodni katyńskiej. Kolejnym takim przykładem była uliczna wystawa prezentowana w Katowicach poświęcona ofiarom aktualnej wojny na Ukrainie. Duża kolorowa fotografia zakrwawionej twarzy rannej kobiety również jest drastyczna i budzi przerażenie, jednak nikt nie kwestionował potrzeby prezentowania tych fotografii, pomimo iż były widziane również przez dzieci, wśród których zapewne byli również Ukraińcy.
W Krakowie nieopodal ówczesnego konsulatu rosyjskiego przez wiele dni w zasięgu wzroku małych dzieci leżała bardzo realistycznie wyglądająca grafika, przedstawiająca odciętą głowę Władimira Putina we krwi. Przechodziło tamtędy wiele dzieci i nie było słychać głosów oburzenia.
Kolejną drastyczną i wstrząsającą w swej wymowie była manifestacja zorganizowana w ramach protestu przeciwko gwałtom dokonywanym przez Rosjan w czasie działań wojennych na Ukrainie. Kobiety w zakrwawionej bieliźnie zwracały uwagę na okrucieństwo przemocy seksualnej. Wyglądało to bardzo realistycznie i wręcz obscenicznie. Relacja fotograficzna z tego wydarzenia została zamieszczona na łamach Gazety Wyborczej dnia 22 kwietnia 2022. Protest ten odbył się pod siedzibą ambasady Rosji w Warszawie, a zatem w ogólnodostępnym miejscu publicznym, w którym w każdej chwili mogą znaleźć się również dzieci, w tym uchodźcy wojenni, oraz kobiety, które padły ofiarą przemocy seksualnej. Dziennikarze Wyborczej nie wyrażali obaw o ich kondycję psychiczną po zobaczeniu tej demonstracji. Jak widać wrażliwość bywa bardzo wybiórcza.
W dniach od 9 lutego do 2 marca 2025 w ogólnodostępnej hali dworca kolejowego Warszawa Centralna znajdowała się wystawa fotografii prezentowanych w ramach Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Reporterskiej Grand Press Photo, wśród których były również drastyczne fotografie przedstawiające zwłoki ludzkie oraz osoby ranne z widocznymi obrażeniami. Głównym patronem medialnym był TVN24. Nikt spośród wielu osób obecnych w pobliżu ww. wystawy, również tych z dziećmi, nie manifestował swojego sprzeciwu wobec prezentowania powyższych zdjęć.
We wrześniu 2025 w Salzburgu zorganizowano uliczną kampanię informacyjną poświęconą tragicznej sytuacji dzieci w Strefie Gazy pn. Saarbrücken 2025 – dzieci Gazy. Reakcje przechodniów jednoznacznie świadczą o trudnych emocjach, jakie wywołały w nich obrazy ukazujące sytuację głodujących i zabijanych dzieci w Strefie Gazy. Nikt z obecnych nie kierował zarzutów przeciwko organizatorom wydarzenia, lecz widać było, że przechodnie solidaryzowali się z ofiarami, których wstrząsająca sytuacja została pokazana.
Po drastyczne środki wyrazu sięgają również reklamodawcy komercyjni, czego przykładem była kampania reklamowa firmy Adrian Fabryka Rajstop – „Wszyscy słyszeli, ale nikt nie wysłuchał”. Prezentowane na billboardach zdjęcia przedstawiały młodą kobietę leżącą w kałuży krwi. Celem tej kampanii było zwrócenie uwagi na problem samobójstw wśród młodych ludzi.
Drastyczne obrazy są niejednokrotnie stosowane również w kampaniach reklamujących wydarzenia artystyczne, kulturalne – spektakle teatralne, pokazy filmowe. Za przykład niech posłuży plakat naklejony na słupach ogłoszeniowych w Toruniu – reklamujący spektakl pt. „Na ostrzu noża” wystawiany przez Teatr im. Wiliama Horzycy. Na zdjęciu jest widoczny mężczyzna z zakrwawioną ręką. Z kolei w Sopocie na wiatach przystankowych była umieszczona reklama filmu „Egzorcysta”, przedstawiająca dziewczynę w zakrwawionej sukience.
Przykładów drastycznych kampanii społecznych i reklamowych jest o wiele więcej i przytoczenie ich wszystkich zajęłoby wiele czasu i wiele stron. Organizatorzy i uczestnicy tych kampanii nie spotykają się z zarzutami karnymi i nie zakazuje się im organizowania ich akcji, nie zarzuca się im prezentowania treści nieprzyzwoitych, ani działania na szkodę dzieci i młodzieży. Przeciwnicy prezentowania banerów antyaborcyjnych nie protestują również przeciwko głośno wykrzykiwanym wulgaryzmom i treściom erotycznym obecnym w przestrzeni publicznej.
Banery i bilbordy prezentujące ofiary aborcji jako jedyne spotykają się z ostrym sprzeciwem środowisk uważających się za wrażliwe na krzywdę, tolerancyjne i inkluzywne.
Zdjęcia ofiar zmieniają myślenie
Już w 2016 roku we wspomnianej już Gazecie Wyborczej (słusznie nazywanej Gazetą Aborczą) zauważono, że zdjęcia ofiar aborcji utrudniają walkę o legalność aborcji – Michał Bilewicz całkiem przytomnie skonkludował – „Ci, którzy chcieliby liberalizacji obowiązującego prawa, powinni (…) walczyć z drastycznymi plakatami, które wywołują obrzydzenie i mają moc przesuwania poglądów”. (wywiad z 14.11.2016 „Co Polacy mają w głowach na temat aborcji i skąd im się to bierze? Drastyczne wystawy zmieniają przekonania”). Nie jest tajemnicą, że owe plakaty odbierają spokój tym, którzy dzieci zabijają i tym, którzy ten proceder aprobują, co zresztą często sami przyznają.
Nieskuteczne plakaty lub te piętnujące zjawisko powszechnie potępiane nie byłyby zwalczane. Skuteczne plakaty zwalczające zjawisko powszechnie akceptowane i wręcz gloryfikowane są zajadle atakowane. Świadczą o tym liczne wnioski o ukaranie kierowane do sądów – z inicjatywy lokalnych władz, policji, straży miejskiej oraz na wniosek osób oburzonych pokazywaniem prawdy o aborcji. Większość sędziów nie dopatruje się jednak w prezentowaniu zdjęć ofiar aborcji znamion czynu zabronionego.
Niektórzy próbują wyeliminować prawdę o aborcji z przestrzeni publicznej, wnosząc pozwy cywilne i domagając się ogromnych pieniędzy tytułem zadośćuczynienia za rzekomo doznane szkody natury psychicznej lub zdrowotnej. Gotowi nawet w tym celu wysługiwać się własnymi dziećmi, również tymi z niepełnosprawnością. Ot, taki paradoks – dziecko z niepełnosprawnością jest wykorzystywane do dyskredytowania walki z aborcją, która to aborcja stanowi śmiertelne zagrożenie właśnie dla wielu dzieci z niepełnosprawnością.
Swoją drogą – można by zapytać – jak to niewinne dziecko, wykorzystywane do cynicznej walki z prawdą o aborcji mogłoby się poczuć wiedząc, że inne chore dziecko zostało rozszarpane na kawałki, albo zabite śmiertelnym zastrzykiem w serce przy całkowitej aprobacie i obojętności wielu dorosłych, w tym jego najbliższych?
Jako ciekawostkę warto przypomnieć, że nie tylko drastyczne banery antyaborcyjne są w nienawiści u tych, którzy afirmują mordowanie dzieci poczętych. W latach 2020-2021 szaleńcy spod znaku pioruna zniszczyli wiele estetycznych plakatów, przedstawiających dziecko poczęte w serduszku, co dowodzi, że nie o estetykę banerów chodzi, lecz o ich treść i przesłanie.
Wśród zwolenników aborcji są i tacy, którzy gotowi są pokazywać drastyczne zdjęcia dzieci z wadami wrodzonymi w celu zanegowania ich prawa do życia.
I co dalej?
Reasumując – prawda o aborcji przeszkadza przede wszystkim dorosłym mniej lub bardziej radykalnym zwolennikom aborcji i są gotowi oni posłużyć się dziećmi, byle tylko uniemożliwić demaskowanie procederu na literę a.
Nie wolno dać się zastraszyć, zwieść, ani wmówić sobie, że wskutek pokazywania zdjęć ofiar aborcji wyrządzana jest komukolwiek krzywda. Jedynym „poszkodowanym” jest przemysł aborcyjny, który nie może działać w atmosferze spokoju.
Należy robić swoje, czyli pokazywać prawdę na temat największego ludobójstwa w historii, które dzieje się na naszych oczach.
Niezależnie od wieloletnich obserwacji wolontariuszy Fundacji „Pro – Prawo do życia” za dopuszczalnością prezentowania zdjęć ofiar aborcji przemawiają również opinie specjalistów z dziedziny psychologii, psychiatrii, prawa i etyki. Pod poniższym tekstem zamieszczamy linki do przykładowych opracowań, w których jasno wynika, że obcowanie z prawdą nikomu nie szkodzi, również tym małoletnim odbiorcom.
Źródła:
https://stronazycia.pl/opinia…
https://stronazycia.pl/wp…
https://stronazycia.pl/rozmowa-z-dziecmi/
https://stronazycia.pl/refleksji…
https://stronazycia.pl/wyborcza…
https://stronazycia.pl/nie…