W jednym przypadku 67-letni mężczyzna obudził się po tym jak MacLean ogłosił go zmarłym. Okazało się, że lekarz nie mógł znaleźć właściwego składnika do koktajlu śmierci, w związku z czym zaaplikował mu coś innego. Po jego przebudzeniu musiał wrócić do jego domu, zaaplikować właściwą truciznę i ogłosić go zmarłym po raz drugi.
W innym przypadku Mac Lean umawiał się z innym mężczyzną na zabicie przy kawiarni. Po drugim takim spotkaniu odwiózł go do obiektu przemysłowego, z którego odbierane są ciała do domów pogrzebowych i tam zaaplikował śmiercionośny specyfik. Człowiek zmarł.
Pomimo dwóch skarg James MacLean nie jest obiektem zainteresowania prokuratury. Jedynie Kolegium Lekarzy i Chirurgów Ontario stwierdziło, że jego sposób postępowania „zwiększa ryzyko odczuwania przymusu”. Ponadto uznali, że MacLean „naraził lub mógł narazić na szkodę lub uraz w 5 z 20 przeanalizowanych przypadków”, którymi się zajmował. Jedyną „karą” jaką otrzymał jest 6-miesięczny nadzór nad sprawowaną praktyką i niezapowiedziane kontrole.
Nawet według morderczego prawa Kanady, które pozwala zabijać ludzi poprzez eutanazję, celowe spowodowanie śmierci wbrew przepisom jest wciąż morderstwem. Tyle że nikt się tym nie przejmuje. Jeśli prawo pozwala na zabijanie niewinnych, przymknie oko na zabicie tych, którzy znajdują się w orbicie przeznaczonych do zabicia. Podobną sytuację mamy w przypadku dzieci żywo urodzonych po aborcji. Nikt nie przejmuje się dobijaniem ich, czy niezapewnieniem im opieki po urodzeniu.
Dopóki nie uznamy że mordowanie niewinnych to zbrodnia, eugeniczne praktyki będą poszerzać swoje kręgi osób przeznaczonych do zabicia. Jedynym obszarem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości będzie natomiast dopełnianie formalności.
Źródło: https://www.lifenews.com/…

