Obserwujemy obecnie kilka postaw. Pierwszą jest negacja dziecka. Powszechnie świat godzi się na jego śmierć. Często w torturach, jeśli tylko jest dostatecznie mały, chory, ma nie tę płeć, jest bliźniakiem czy trojaczkiem lub począł się w niewłaściwych okolicznościach. Od niedawna jest jeszcze jeden powód – kaprys rodzica. „Dziś nie, może innym razem…”
Druga postawa to uwielbienie dziecka – rodzi się jedyne dziecko, jedyny wnuczek dla obu par dziadków. Wszyscy ścigają się w zarzucaniu go słodyczami (lub „zdrowymi przekąskami”), prezentami, atrakcjami, uwagą. Nowoczesne trendy wychowawcze, na które natykają się rodzice szukający rad w Internecie przyklaskują temu: „Ciągle dbaj o pozytywne uczucia. Nigdy nie dbaj o porządnie wykonaną pracę.” Dziecko staje się więc roszczeniowe i przebodźcowane, brakuje mu kontaktu z rzeczywistością, skupienia oraz również samodzielności, bo z sześciorga ust słyszy „zawiąż but”, „uważaj na to czy tamto” etc. W rezultacie dziecko nie umie funkcjonować jako oddzielna osoba, która sama może wpaść na jakiś pomysł, bo wszystkie jego pragnienia są wyprzedzane. Jako dorosły jest już niezdolny do podjęcia zwykłych wyzwań tego życia.
Trzecia postawa to ideologizacja polityczna. Dziecko uczone jest w szkołach, że ma prawo donieść na rodzica, gdy jego metody wychowawcze mu się nie podobają. Wpychana siłą do szkół edukacja zdrowotna ma ponadto niszczyć wrażliwość i niewinność dziecka. Promowanie in vitro sugeruje z kolei, że to dorosły ma prawo do dziecka, gdy tak naprawdę to dziecko ma prawo do rodziny.
Po co więc mamy dzieci? Jak dobrze wychować dzieci?
Dzieci ma się po to, by wychować je w miłości do Boga i w cnotach, by w życiu dorosłym miały narzędzia, by jednocześnie podążać dalej tą ścieżką i realizować swoje zadania w życiu. Mamy je też dla szczęścia, tego ziemskiego.
Rodzic, który ma taki cel szybko zauważa kilka rzeczy:
- Cele te najlepiej realizują się w dużej rodzinie. Dziecko wyrasta już w małym społeczeństwie ucząc się pomagania, dzielenia, kompromisów. Doświadcza też prawdziwej radości życia jaką daje drugi (i trzeci, i czwarty, i piąty…) człowiek, a nie gadżet.
- Sam rodzic „nadgania” i kształtuje cnoty, których w innych okolicznościach by nie posiadł. Cierpliwość, samozaparcie, kreatywność, dobra organizacja. Ta ostatnia szybko mówi mu na przykład, że na roszczeniowość w dużej rodzinie nie ma miejsca.
- Czerpanie z mądrości pokoleń. Przy tej ilości pracy dorosły człowiek nie może dojść do przekonania że jest służącym dzieci. Rola ojca i matki musi stać się więc jasna. Staje się oczywiste, że to rodzice mają władzę nad dziećmi, bo to oni dbają o ich dobro. W ten sposób, dzięki hierarchii powstaje harmonia w rodzinie. Dzięki harmonii – prawdziwa komunia osób. Ten duch komunii promienieje również na zewnątrz i dla jednych jest źródłem tęsknoty, a dla dużej części świata, ogarniętej duchem autonomii, źródłem sprzeciwu, a często i wyzwisk.
To że świat oferuje tyle możliwości, nie znaczy że tego nam trzeba. Ponieważ ludzie nie wiedzą już co jest dobre dla nich, trudno im zgadnąć co jest dobre dla dziecka. Tymczasem każdy z nas potrzebuje ludzi, którzy nas kochają, ich czasu i uwagi, a wspólnie z nimi potrzebujemy pracować i odpoczywać. Dziecko też jest człowiekiem i też potrzebuje tego co my.