Rozpoczęła się ona 8 lat temu! I trwała nie tylko w Oleśnicy, ale i w Kiełczowie, gdzie swoją klinikę mieli państwo aborterzy. Były to pikiety, podczas których atakowała nas nie tylko Jagielska, twierdząc, że przecież udziela się w hospicjum perinatalnym, a zabija „tylko” na zlecenie rodziców:
„Po rozstawieniu megafonu i ustawieniu plakatu nie trzeba było długo czekać na reakcję. Wybiegła do nas pani Gizela Jagielska. Zaatakowała nas pytając, co my możemy wiedzieć; widzimy tylko jedna stronę, ona nie tylko tym się zajmuje ( w domyśle aborcjami) i przecież współpracuje z Fundacją Evangelium Vitae. Ponadto głośno śmiała się z ustawionej pod drzwiami przychodni trumienki i gestykulowała. Na nic zdała się jej licytacja uczynków, nie ma żadnych usprawiedliwień dla zabijania. Niedługo przyjedziemy znowu.” – tak opisywaliśmy jedną z pierwszych pikiet.
Atakowano nas również z pseudokatolickiej strony. Po pierwszej pikiecie napisała do nas oburzona położna, twierdząc, że działamy na szkodę hospicjum perinatalnego, a odmowa przez lekarza zabicia dziecka jest tożsama z zamknięciem kobiet w piwnicy. Ginekolog Jagielska, według niej, miała robić, co może, by aborcji nie było.
Ataki, rozwiązywanie pikiet przez wiele lat
Przez wiele lat mimo wszystko pikietowaliśmy pod Kiełczowem i Oleśnicą. Nie zawsze widzieliśmy efekt naszych działań. Czasem, w poczuciu bezradności, odmawialiśmy różaniec, wiedząc, że za murami szpitala prawdopodobnie zabijany jest kolejny człowiek, a my możemy zrobić tylko tyle i aż tyle.
Nasze pikiety były rozwiązywane. Byliśmy atakowani przez agresorów, którzy często nie ponosili odpowiedzialności za napaści na nas. Oskarżenie prywatne wysunął przeciw nam dr Łukasz Jagielski – sąd nakazał wypłacenie mu 15 tysięcy złotych odszkodowania. Sama Gizela Jagielska wyzywała nas w mediach społecznościowych od „psychopatów i płodziarzy„.
Tak mijały lata. Cierpliwie ujawnialiśmy coraz straszniejsze aspekty działania lekarki Jagielskiej i szpitala w Oleśnicy. Pisaliśmy, ile dzieci ginie co roku, aż w końcu mit dobrej ginekolog, wspierającej kobiety i dzieci, powoli zaczął się chwiać.
Stopniowo okazywało się, że opinie pacjentek o Gizeli Jagielskiej nie są tak piękne, jak ona sama o nich pisze. Na portalu „Znany Lekarz” zaczęło pojawiać się coraz więcej „negatywów” od źle potraktowanych matek, a nawet od tych, których ginekolog usilnie namawiała do aborcji. „Albo usuwamy, albo Pani umiera” – miała usłyszeć jedna z kobiet. Innym Jagielska wmawiała, że dzieci są chore i powinno się je „usunąć”. Aż strach pomyśleć, ile matek posłuchało Jagielskiej…
Nastroje stały się ciężkie, aż w końcu…
Choć w 2017 roku Gizela Jagielska otoczona była towarzystwem gotowym stanąć w jej obronie i twierdzących, że one są katoliczkami, ale ktoś to przecież musi robić (!), powoli wszystkim spadały klapki z oczu. Atmosfera w szpitalu w Oleśnicy przez lata mocno się popsuła, a personel, szczególnie ten, któremu nie pasowało masowe zabijanie niewinnych, po cichu odszedł z pracy.
W obliczu pikiet pokazujących prawdę o aborcji Gizela Jagielska musiała się opowiedzieć po którejś ze stron – i wybrała stanięcie po stronie zła. Aż media lewicowe wypuściły artykuł o „odważnej lekarce, ratującej matkę, której nikt nie chciał pomóc”. Zdecydowaliśmy się nagłośnić tę historię i pokazać, że w październiku 2023 r. zabito małego Felka w 37 tygodniu ciąży. Uświadomiliśmy też społeczeństwo, że zarówno rodzice Felka, którzy usilnie zabiegali o zabicie swojego dziecka, któremu chciał pomóc dr Sieroszewski, jak i lekarka Jagielska, sprawczyni śmierci Felka, żadnymi bohaterami nie są. Wręcz przeciwnie.
Wtedy machina medialna ruszyła. Z dnia na dzień coraz więcej osób z przerażeniem komentowało śmierć Felka, powoli dochodząc do wniosku, że przegapiono „powstawanie potwora”, jakim była de facto placówka aborcyjna w Oleśnicy. A gdy Grzegorz Braun próbował dokonać zatrzymania obywatelskiego na Gizeli Jagielskiej, o sprawie zaczęła huczeć cała Polska.
Dlaczego zwolniono Jagielskich?
Aktualnie wiadomo, że od nowego roku Jagielscy przestaną pracować w Oleśnicy. Jest to z pewnością dobra wiadomość – nawet jeśli dosłownie na chwilę aborcji będzie mniej. I choć lekarka twierdzi, że powodem była nieuczciwość jej kolegów (dziwne, prawda? Nieuczciwi ludzie w szpitalu, w którym zabija się nienarodzonych – kto by pomyślał), trudno nie zauważyć, że trudna sława powiatowego szpitala w Oleśnicy nie była na rękę władzom. Ciągłe śledztwa prokuratury musiały odbić się na pracy szpitala i oleśnickich władzach. Nie można więc wykluczyć, że lekarka nie pracuje w Oleśnicy, bo nie dało się tolerować jej czynów i atmosfery, którą wokół siebie wytwarzała.
Niestety, nie wszystkie wiadomości są tak dobre. Mimo że Felka zabito w 37 tygodniu ciąży, czyli w momencie, gdy spokojnie można było wykonać cesarskie cięcie, śledztwo zostało umorzone. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego. Okulary jej zaparowały, czy też pomroczność jasna odebrała im znajomość prawa? Tego nie wiemy. Możemy tylko domyślać się, że proaborcyjna władza nie pozwoli ukarać swoich.
Gizela Jagielska nie odpowie więc za wstrzyknięcie gotowemu do porodu Felkowi chlorku potasu w serce. Nie będzie też pracować w Oleśnicy. My jednak zostaniemy tam nadal – dopóki nie dowiemy się, że szpital nie dokonuje już aborcji. A jeśli lekarka rozpocznie swoją działalność gdzieś indziej – będziemy i tam.