Według relacji kolegów ze szkoły dziewczyna od lat przejawiała problemy „tożsamościowe”. Najpierw identyfikowała się jako chłopak, później – jako pies. Poruszała się po szkole na czworaka, nosiła ogon, uszy i rękawiczki przypominające psie łapy. Sąsiedzi opowiadają, że widywali ją biegającą nocami, ukrywającą się w krzakach czy wspinającą się na dachy budynków. Pomimo przejawów tak głębokich zaburzeń psychicznych nikt nie zareagował. Bo przecież mamy je „afirmować” a nie leczyć.
Akceptacja zamiast terapii – recepta na tragedię
To nie pojedynczy przykład nastolatki, która stała się ofiarą tęczowej ideologii. To symptom systemowego szaleństwa, który odrzucił rzeczywistość (prawdę) biologiczną czy medyczną opartą na zdrowym rozsądku. Zamiast pomóc dziecku w uleczeniu zaburzenia psychicznego poprzez szukanie genezy powstania tego problemu (psycholog, psychiatra, grupa wsparcia psychologicznego, farmakoterapia), rodzice, szkoła czy rówieśnicy poprzez brak reakcji dali zielone światło dla tych, jak się później okazało, morderczych urojeń.
„Afirmacja” stała się nowym dogmatem. Skoro Pan Bóg został usunięty z przestrzeni publicznej, światowa agenda stworzyła sobie nowego, którego nie wolno krytykować – o którym mówi się tylko dobrze oraz któremu każdy i wszędzie ma bić pokłony i nie kwestionować. Skoro 15-latka chce być psem – zapewnijmy jej potrzebne narzędzia wyrazu siebie. W żadnym wypadku nie oferować terapii! Bo to „konwersja”, nowy grzech śmiertelny nowej religii. W efekcie „wyprodukowano” zagubione dziecko, które zamiast otrzymać możliwość leczenia pogłębiało się w urojeniach aż do zamordowania rodziców.
Elon Musk miał rację, komentując, że podawanie hormonów wzbudzających agresję osobom z głębokimi zaburzeniami psychicznymi dramatycznie zwiększa ryzyko dokonywania przez nich morderstw czy samobójstw. Holenderski protokół „opieki afirmującej”, który stał się wzorem dla całego świata ponosi pełną odpowiedzialność za to, co się wydarzyło. Za ten okrutny eksperyment medyczno-społeczny na dzieciach, a prowadzony li tylko w imię tęczowej ideologii.
Co dalej?
Zaburzenia „tożsamości płciowej” u młodzieży w zdecydowanej większości samoistnie mijają w lub po okresie dojrzewania. Zamiast tego coraz bardziej zaniża się wiek dzieci, kiedy będzie można zatruć ich ciała blokerami dojrzewania, hormonami krzyżowymi czy pokiereszować ciała nieodwracalnymi operacjami. Efekt? Eksplozja samobójstw, depresji aktów skrajnej przemocy.
Czas na radykalne zmiany. Drodzy rodzice, politycy, wszelkiej maści aktywiszcza – dziecko nie jest waszym polem eksperymentalnym. Nie jest zwierzęciem tylko dlatego, że tak akurat się poczuło. Zaburzenia psychiczne wymagają leczenia, a nie wzmacniania i celebracji.
Młodzi ludzie zasługują na konfrontowanie ich z prawdą. Na prawdziwą pomoc psychologiczną czy terapeutyczną, na wsparciu w radzeniu sobie z bólem czy zagubieniem spowodowanym chaosem dzisiejszego szalonego świata. Na mądrość ludzi dojrzalszych, którzy przeszli przez to, co ich młode ciała i umysły toczy dziś. Nie traktujmy ich jak głupców, którym można wręczyć broń masowego rażenia opakowaną w tęczowy papier.
Życie każdego z nas już nigdy się nie powtórzy. Jest jedyne w swoim rodzaju. Jest wartością najwyższą. A afirmacja urojeń to prosta droga do piekła. Piekła całych mas niewinnych ludzi. Czas wrócić do rozumu, nauki i człowieczeństwa.
Wspomóż nasze działania. Stań do walki z tęczową bestią. Bo nie każdy bohater nosi pelerynę.