W trakcie sądowej walki o to, czy dalej będzie można dokonywać tego ludobójstwa, głos zabrała kobieta, która sama cudem przeżyła „spotkanie” z tą pigułką. Jej dramatyczne świadectwo jest najmocniejszym argumentem w tej sprawie.
Historia Shanyce Thomas
25-letnia dziś studentka pielęgniarstwa, Shanyce Thomas, miała zaledwie 19 lat, gdy w 9–10 tygodniu ciąży zażyła pigułkę wczesnoporonną w klinice Planned Parenthood. Powiedziano jej, że to będzie tylko „cięższy okres” i że wszystko pójdzie gładko. Nikt nie informował jej o jakichkolwiek innych skutkach zażycia tego morderczego specyfiku.
Po przyjęciu drugiej dawki misoprostolu zaczęła masywnie krwawić, pojawiły się duże skrzepy. Wróciła do kliniki, gdzie zapewniano ją, że „wszystko co się z nią dzieje jest normalne”. Następnego ranka jej stan się drastycznie pogorszył. Ojciec zawiózł ją na SOR. Lekarze stwierdzili, że w macicy wciąż znajdują się fragmenty jej nienarodzonego dziecka, a ona jest w stanie wstrząsu septycznego.
Została wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną na ponad miesiąc. Lekarze walczyli o jej życie. Została poddana licznym transfuzjom krwi. Po wybudzeniu nie potrafiła sama jeść, myć się ani chodzić. Musiała wszystkiego uczyć się od nowa. Z powodu powikłań będących następstwem przyjęcia morderczej pigułki przeszła częściowe usunięcie macicy – już na zawsze straciła szansę na posiadanie kolejnego dziecka. Do dziś zmaga się z głęboką depresją i traumą.
„Gdy tylko usłyszałam wiadomości, natychmiast przypomniałam sobie, jak leżałam w szpitalu prawie martwa. Aktywiści mi nie pomogli. Pamiętam krew, ból i przerażającą prawdę, że kiedy coś poszło nie tak – byłam kompletnie sama.”
Podkreśla też: „Wysyłanie niebezpiecznych pigułek bez osobistego zbadania kobiety nigdy nie było kwestią zdrowia kobiet. To czysta polityka.” Dodaje, że nawet będąc pod „profesjonalną opieką” kliniki, nie uniknęła tragedii. Dlatego wysyłanie tych specyfików pocztą do kobiet, które są bardzo często pozostawione samym sobie, uważa za skrajnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne.
Co robi administracja Trumpa?
1 maja 2026 roku Sąd Apelacyjny Piątego Okręgu USA opowiedział się po stronie Luizjany i orzekł, że wysyłanie pigułek aborcyjnych pocztą jest niezgodne z prawem pro-life tego stanu. Decyzja przywracała wymóg osobistej wizyty u lekarza.
Niestety. Już 4 maja Sąd Najwyższy USA na wniosek producentów pigułek – firm Danco Laboratories i GenBioPro – wstrzymał to orzeczenie. Początkowo do 11 maja, a następnie przedłużył zawieszenie bez sprecyzowania daty końcowej. W efekcie masowe zabijanie dzieci poprzez wysyłanie tabletek w przesyłkach pocztowych nadal jest legalne.
To kolejny wielki zawód w kwestii oczekiwań wobec administracji prezydenta Donalda Trumpa i wiceprezydenta JD Vance’a. Obietnice ochrony życia i dbania o zdrowie matek znów okazały się pustymi słowami. Najpierw „niech każdy stan sam zdecyduje”, potem budżet 2026 finansujący Planned Parenthood, a teraz utrzymywanie w mocy systemu wysyłki zabójczych pigułek.
Ile jeszcze kobiet musi trafić na OIOM? Ile dzieci musi zginąć? Ile razy ta administracja będzie zawodzić swoich wyborców?
Te pigułki nie tylko mordują nienarodzone dzieci – one realnie zabijają i okaleczają matki. Nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie.
Źródło: https://www.lifesitenews.com/…