Tworzenie linii zarodkowych, a następnie korzystanie z nich, staje się we współczesnej medycynie codziennością. Idziemy dosłownie do celu po trupach. Czy tak musi być? Rozmawiamy na ten temat z dr n. med. Łucją Jarczewską.

Aleksandra Musiał: Czy szczepionki na koronawirusa są testowane z użyciem komórek abortowanych dzieci?

Dr n. med. Dorota Łucja Jarczewska: Zacznijmy od tego, że problem moralny używania linii płodowych do produkcji szczepionek jest czynnikiem zapalnym, który może obudzić nasze społeczeństwo. Jest to zło narastające od lat i dotyczy nie tylko szczepionek na COVID, ale dzięki nim otwierają nam się oczy i możemy dramat aborcji widzieć jakby pod lupą i zaczynamy się tym interesować, wiele sumień się budzi i jest to nasz krok w kierunku cywilizacji życia. Zastanówmy się nad problemem linii płodowych – co to jest, jak to jest pozyskiwane, o co tu chodzi.

A.M. A więc czym są linie płodowe?

Dr D.Ł.J.: Są to komórki pobrane od płodu, namnażane w pożywce hodowlanej na szkle, które uzyskały ogromne możliwości podziału – są one pasażowane przez lata, namnażane laboratoryjnie. Materia, która tworzy obecne komórki w tych liniach w sensie kolejnych pierwiastków, cząsteczek – pochodzi już z poszczególnych pożywek. Niemniej genetycznie są to komórki pochodzenia płodowego.

Jeżeli byśmy pobrali od dorosłego człowieka komórkę, nawet macierzystą, to wszystkie te komórki mają ograniczoną zdolność dzielenia się. Komórki płodowe mają większą zdolność adaptacji, większą zdolność namnażania, a po wprowadzeniu do nich adenowirusa dodatkowo przedłuża się tę zdolność – jak myślano do niedawna – w nieskończoność. Teraz po tych kilkudziesięciu latach widać jednak, że te linie się starzeją, komórki nie namnażają się tak szybko i jest potrzeba podmieniania, a więc potrzeba wykorzystania nowych abortowanych dzieci.

Najważniejszą ich zaletą jest to, że są to komórki ludzkie, nie ma tam żadnych obcych białek, jak w komórkach zwierzęcych – i dlatego firmy z tego tak chętnie korzystają.

Wracając do pierwszego pytania – mamy obecnie w Polsce dostępne 4 szczepionki na Covid. Wszystkie w jakimś stopniu były powiązane na jakimś etapie z liniami płodowymi.

AstraZeneca korzysta z linii płodowej HEK-293 zarówno w testowaniu jak i w namnażaniu szczepionki, a więc nie tylko się je testuje na liniach płodowych, ale do wyprodukowania każdej nowej porcji szczepionek potrzebne są komórki zarodkowe1. Preparat Johnson & Johnson produkuje szczepionkę na linii PER.C6 – czyli do wyprodukowania potrzebna jest kolejna linia płodowa, by namnażać fragmenty wirusa.

Pfizer wprost przyznaje się do stosowania linii płodowej HEK-293 na etapie badań laboratoryjnych – testowania, podobnie jak Moderna.

To co, chciałabym, aby wyraźnie wybrzmiało to fakt, że zastosowanie linii płodowych w szczepionkach na koronawirusa jest różne. O ile J & J i Astra są całkowicie zależne w każdej swojej dawce szczepionki od linii płodowych, o tyle Pfizer i Moderna nie mają takiej zależności, nie potrzebują ich do kolejnych dawek.

Warto dodać, że nie są to pierwsze na świecie szczepionki wykorzystujące linie płodowe. Zarejestrowana, obowiązkowa od lat w Polsce szczepionka na odrę, świnkę, różyczkę (MMR/Priorix) również powstaje z wykorzystaniem linii płodowej, i to na etapie produkcji podobnie jak wszystkie szczepionki przeciwko ospie wietrznej, półpaścowi oraz szczepionka przeciwko WZW typu A (preparat Havrix). Co więcej, kolejne szczepionki, takie jak niedawno opracowana na Ebolę, również potrzebują do produkcji linii płodowych.

Mamy więc o wiele szerszy problem niż tylko problem szczepionek na Covid.

A.M. Jak wygląda pobranie takich komórek od dziecka?

Dr D. Ł. J.: W przypadku linii HEK-293 była to nerka 12-tygodniowego dziecka, w przypadku PER.C6 siatkówka 18-tygodniowego dziecka). Wiele poszlak wskazuje na to, że musiało się to dziać na żywym człowieku. Oczywiście śmierć jest procesem zdysocjowanym, ale właśnie kiedy serce jeszcze bije, wycina się organy.

Wiadomo, że aby wyhodować komórki żywe, trzeba komórki żywe pobrać i temu nikt nie może zaprzeczyć, przecież tylko żywe komórki mogą się namnażać i dać początek hodowli czy linii komórkowej. Słabe głosy, że te ciała są z poronień naturalnych nawet nie są słyszane w opinii publicznej, bo w poronieniach naturalnych dochodzi do obumarcia płodu jeszcze o wiele wcześniej, niż samo poronienie. Tak więc do pobrań tkanek, narządów muszą być aborcje. Niestety, to nie koniec. Dostępne opisy pobrań tkanek czy organów z abortowanych płodów mówią o „maksymalnej świeżości” preparatu. Co się za tym kryje? Wedle wszelkiej mojej obecnej wiedzy, w momencie pobrania te dzieci muszą być żywe.

Ponadto aborcja musi być wykonana w sposób specjalny. Nie można podawać substancji, które wpływałyby na jakość komórek dziecka. Może to być cesarskie cięcie (mini c-section) czy histerektomia (dawniej) albo podanie preparatów wywołujących akcję porodową, przy jednoczesnym zassaniu dziecka z kanału rodnego. Podczas pobrania organów dziecko musi żyć, serce musi bić, nie podaje się znieczulenia, bo to mogłoby wpływać na jakość komórek. Według Kischera, żeby przeżyło 95% pobieranych komórek, badacze mają 5 minut od aborcji na pobranie tkanki.

Warto dodać, że np. w przypadku linii HEK-293 liczba 293 to numer eksperymentu Oznacza to, że przedtem był 292 eksperymenty, podczas których usiłowano pobrać komórki od danego dziecka, a do każdego eksperymentu potrzebnych było kilkoro dzieci. Podsumowując – zanim pobrano linię HEK-293 od jednego dziecka – w męczarniach zginęły setki dzieci.

W latach 60 zostały przygotowane specjalne wytyczne dotyczące pobrania tkanek płodowych w celu założenia diploidalnej linii komórkowej. Są one do dziś stosowane, na przykład przez Chińczyków, którzy założyli nową linię komórkową Walvax-2 w 2015 roku (do pobrania której przygotowano 9 płodów). Jeszcze w 2018, pobierając te tkanki od abortowanych dzieci, stosowano te procedury, ale opracowywano również nowe i też wszystkie te procedury zakładają, że serce bije, że dziecko jeszcze żyje. Jest to rozdzierający serce fakt, który nie wiedzieć dlaczego mocno nie wybrzmiewa w opinii publicznej.

A.M. Czy aborcje w wyniku których pobierano linie komórkowe od nienarodzonych dzieci odbywały się tylko w latach 60 i 70? Zaprzestano tego procederu?

Dr D. Ł. J: Nie. Najnowsza dobra linia zarodkowa pochodzi z 2015, nazywa się Walvax-2 i pochodzi z Chin. Stosujemy nawet przy szczepionkach na COVID (chodzi o preparat J&J) linię z roku 1985, a więc nie lata 60-te. W międzyczasie były próby pozyskania innych linii, części z nich jednak nie udało się „unieśmiertelnić”. Obecnie przemysł wzbiera na sile, jest coraz większe zapotrzebowanie na linie płodowe, bo stosuje się je nie tylko do produkcji szczepionek.

A.M. Skoro obecnie w Internecie można sobie kupić linię płodową, to znaczy, że zapotrzebowanie jest, tak jak Pani Doktor mówi, ogromne. Po co ktoś chciałby kupić linię zarodkową?

Dr D. Ł. J.: Z rozdartym sercem stwierdzam, że tworzenie linii zarodkowych jest potrzebne współczesnej medycynie. Zależymy w ogromnym stopniu od linii zarodkowych. Oczywiście, nie musiałoby tak być, bo mamy linie zwierzęce, mamy linie z różnych innych tkanek, komórek macierzystych, ale linie zarodkowe są w medycynie taką drogą na skróty.

Ponadto oprócz medycyny, stosuje się je w przemyśle spożywczym, kosmetycznym i tak dalej.

Możemy używać ich na różnym etapie powstawania substancji. Jjedna rzecz to jest testowanie – na przykład wyprodukowaliśmy jakiś lek, barwnik, wzmacniacz smaku czy zagęstnik i chcemy sprawdzić, jak działa na ludzkie komórki. W ten sposób linie zarodkowe wykorzystali też Pfizer czy Moderna. Druga rzecz to jest produkcja – na liniach zarodkowych produkujemy (namnażamy) jakieś cząsteczki, leki, wirusy i potrzebujemy tych linii, by produkcja się w ogóle odbywała. Ta sytuacja dotyczy szczepionek AZ czy J&J, ale także szczepionek uprzednio stosowanych, tj. MMR, Priorix, Havrix, Varilrix itd. Produkcja wielu innych substancji też jest uzależniona od linii płodowych np. przeciwciała monoklonalne czy leki stosowane w terapii genowej. Warto dodać, że pewna część z nich posiada zamienniki, które nie budzą moralnych zastrzeżeń.

Gdy teraz zrodziła się dyskusja na temat kwestii moralnych związanych ze szczepieniami na COVID, część lekarzy podnosiła tę kwestię, że przecież wszystkie leki typu paracetamol, ibuprofen, leki na alergię, na nadciśnienie były testowane na liniach zarodkowych. Jest jednak pewna różnica. Chciałabym pokazać ją na przykładzie paracetamolu. Otóż cząsteczka paracetamolu została wynaleziona pod koniec XIX wieku, od lat 50-tych była dostępna bez recepty w aptekach. Lek ten stał się popularny, a badacze chcieli się dowiedzieć o nim czegoś więcej, a ponieważ były już wtedy dostępne linie zarodkowe, wykorzystali je do dalszego badania jego działania. I tak w 1979 badano na liniach zarodkowych potencjalną toksyczność paracetamolu na komórki wątroby. Potem tych badań było coraz więcej i więcej, a niedużo czasu poświęcając, znalazłam na przykład badania paracetamolu na liniach płodowych z 2018 roku.

Podsumowując – paracetamol wynaleziono bez użycia linii płodowych, ta cząsteczka była znana już wcześniej, a dopiero kolejne aspekty jego działania były sprawdzane na liniach zarodkowych. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku mnóstwa leków.

A.M.: A czy jak pójdę do apteki, to mogę poprosić o leki, które nie były testowane na liniach zarodkowych?

Dr D.Ł.J.: Nie, farmaceuta nie ma takiej wiedzy. To w ogóle nie jest nigdzie skatalogowane.

A.M.: Przejdźmy w takim razie do innych gałęzi przemysłu. Jak wygląda testowanie produktów na liniach zarodkowych w przemyśle spożywczym?

Dr D. Ł. J.: Podam taki przykład. Załóżmy, że mam firmę produkującą ketchup i właśnie się dowiedziałam, że na rynku jest nowy zagęstnik, poprawiający gęstość ketchupu i zamawiam go – w tonach oczywiście, a na przykład jeden z jego składników był testowany na liniach zarodkowych. Ja nie mam wiedzy, że producent tamtego składnika coś testował na liniach płodowych. Nawet producent całego zagęstnika też nie musi mieć tej wiedzy.

Po co się testuje dodatki do żywności czy inne produkty przemysłowe? Żeby, ogólnie i najprościej rzecz ujmując, sprawdzić ich oddziaływanie na komórki człowieka. W USA duża firma biotechnologiczna Senomyx na przykład metodą, jak oni to nazwali, „odwróconej inżynierii”, testowała wrażenia smakowe na smak słodki na liniach płodowych i wyprodukowała takie wzmacniacze smaku słodkiego, które pozwalają na dodawanie mniej cukru do napojów słodzonych. Sprzedała je wielu firmom, w tym Pepsi Co., co spowodowało szeroką reakcję osób przeciwnych aborcji, w związku z czym oficjalnie Pepsi się z tego wycofała.

A.M.: A czy wiemy jaka jest skala tego zjawiska?

Dr D.Ł.J.: Myślę że ogromna. Wiem, że w 2018 roku w USA National Institiute of Health (czyli odpowiednik polskiego Ministerstwa Zdrowia) przeznaczył 115 milionów dolarów na projekty związane z eksperymentami na płodach. Po prostu cały czas idą na to zło pieniądze. Nie potrafię podać liczb związanych z tym, jak bardzo popyt na tkanki płodowe wpływa na ilość aborcji, ale wydaje mi się to jedynym słusznym wnioskiem.

W czerwcu 1991 roku w magazynie Time opublikowano badania według których 18% respondentów uważa, że jest moralnie akceptowalne poczęcie i celowa aborcja, aby przeznaczyć tkanki dziecka od ratowania życia innego człowieka.

A.M.: Jeśli mogę pokusić się o jakieś podsumowanie, to widzę, że z jednej strony nie ma żadnego prawodawstwa, które by kwestię linii zarodkowych regulowało, z drugiej jest pewien stopień świadomego ukrywania używania czy testowania linii zarodkowych, bo bardzo trudno jest przebić się przez język medyczny, a wielki biznes nie ma interesu w tym, by jego produkty były co najmniej kontrowersyjne. Nie ma żadnego lobby, które miałoby interes w tym, by stanąć po stronie tych dzieci. Jedynym sensownym stoperem, jaki widzę, byłby powszechny zakaz aborcji.

Dr D. Ł. J.: Oczywiście. Myślę że na tym polega właśnie dramat naszej cywilizacji. Pozwoliliśmy, by takie zło się tak strasznie rozrosło. Zabrakło nawet próby nazywania tych zbrodni po imieniu.

Płód nie ma pesela. To jest furtka, która umożliwia wszystko. Zabija się go, bo niby nie jest człowiekiem, a korzysta się z jego tkanek, bo właśnie są to tkanki człowieka. Czy nie jest to paradoks?

A.M.: Dziękuję za rozmowę.

Dr D. Ł. J.: Dziękuję.

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować: