Wiele osób pewnie zadałoby mi pytanie, po co to robię?

Wiele osób pewnie zadałoby mi pytanie, po co to robię?

Odkąd należę do Fundacji Pro - prawo do życia, nie stanąłem przed tak dużym skokiem do głębokiej wody jak dziś. Pierwszy raz miałem być pasażerem w furgonetce, która informowała, czym jest aborcja farmakologiczna. Nie ukrywam, że miałem w swoim sercu i głowie sporo wątpliwości, czy jestem gotowy na wyruszenie w trasę naprzeciw złu, które w ostatnich tygodniach bardzo mocno się obudziło.

Kiedy przyjechał po mnie Karol, wiedziałem co może się dziać, byłem przyzwyczajony do reakcji ludzi na widok naszych billboardów oraz eskalację wulgarnej nienawiści w gestach czy słowach.

Gdy zrobiliśmy sobie przerwę na stacji benzynowej miałem okazję chwilę porozmawiać z pracownikiem tej stacji. Pytał, jak dajemy sobie radę z nienawiścią kobiet i chwilę porozmawialiśmy o sytuacji w Polsce. Większe problemy miały dopiero się przed nami pojawiać. Pierwsza przeszkoda spotkała nas na ulicy św. Gertrudy. Młody mężczyzna na rowerze nagle zatrzymał się na przejściu dla pieszych i utrudniał nam kontynuowanie zaplanowanej trasy.

Zablokowany był ruch tramwajowy, gdy czekaliśmy na przyjazd patrolu policji doszło do dość nietypowej sytuacji, pewien mężczyzna nie wytrzymał tego, co wyprawiał rowerzysta i dosłownie pobił go przy wszystkich. Kontynuowaliśmy jazdę, gdyż ludzie zaczęli narzekać na utrudnianie ruchu. Najcięższy etap dopiero miał nadejść.

Policja nie zawsze działa tak jak powinna

Kiedy zamierzaliśmy już zakończyć nasze działania na ten dzień, w drodze powrotnej, kiedy Karol miał mnie podrzucić pod dom, natrafiliśmy na kolejną blokadę, tym razem w okolicy Teatru Bagatela. Młoda dziewczyna wraz ze swoimi koleżankami zablokowały nas, stojąc na przejściu dla pieszych lub się kładąc na nim, tym samym spowodowały zatrzymanie ruchu tramwajowego. Oczywiście blokujący nasz samochód nic sobie nie robili z tego, że ludzie mówili im, że przez nich nie mogą dojechać do pracy czy do domu.

Czekaliśmy na patrol policji, w międzyczasie motorniczy pomógł nam wycofać samochód, by udrożnić ruch tramwajowy, kilka głosów wsparcia też się pojawiło. Gdy ruszyły tramwaje, w końcu pojawił się patrol policji, niestety, nieprzychylny nam, kazali nam jechać za sobą i zaparkowaliśmy pod kancelariami adwokackimi na ulicy Piłsudskiego.

Oczywiście policjantka zarzuciła nam, że to my blokujemy ruch i że jeździliśmy niezgodnie z prawem po strefie, gdzie są ograniczenia. Sprawdzili, czy mamy trójkąt i gaśnicę, a Karolowi kazali dmuchać w alkomat. Gdy Karol chciał sprawdzić jak wygląda stan samochodu, policjantka zagroziła mu mandantem, twierdząc że nie wykonuje jej poleceń. Natomiast ludzi, którzy wstrzymywali ruch, nawet nie wylegitymowała. Prowadzili z nią dyskusję, a my musieliśmy siedzieć w samochodzie ponad 30 minut, czekając na dokumenty Karola.

Pani z ochrony budynku pogratulowała nam odwagi i była bardzo niezadowolona z zachowania młodych ludzi. Gdy policja dała jedynie upomnienie Karolowi, sprawdziłem samochód, czy nie ma jakiś uszkodzeń dokonanych przez zwolenników aborcji. Do zderzaka była przyklejona jedynie naklejka z namiarem na nielegalną aborcję, ale szybko się jej pozbyłem.

Dlaczego to robię?

Ruszyliśmy dalej w trasę, ale udało się nam przejechać zaledwie 50 metrów i znowu zostaliśmy zatrzymani, ponownie na przejściu dla pieszych. Znowu był telefon do policji, tym razem pojawili się dość szybko. O dziwo zaczęli spisywać osobę z błyskawicą, dołączali kolejni policjanci i z jednym miałem okazję porozmawiać o tym, co się wydarzyło. Pewna kobieta, jadąc samochodem, otworzyła drzwi i zaczęła krzyczeć do policjantów że są sługami PiSu i że ta furgonetka obraża jej uczucia religijne. W końcu udało się nam wydostać i Karol odwiózł mnie do domu.

Podsumowując, od początku mojej działalności w fundacji był to chyba najcięższy dzień od czasów pikiety antyaborcyjnej podczas feministycznej Manify z 8 marca, która była moją pierwszą okazją do bronienia nienarodzonych.

Wiele osób pewnie zadałoby mi pytanie, po co to robię? Jaki jest cel mojego działania? Ja Wam odpowiem. Nie robię tego dla punktów do nieba, nie robię tego by mówili „wow, on ma nierówno w głowie, że idzie na takie akcje”, nie robię tego, by mieć z tego korzyści.

Uważam, że jest to moim obowiązkiem jako katolika bronić tych, co nie mogą bronić siebie samych. Chcę iść z tą prawdą mimo tego, co się dzieje. Wiem, że bliskie osoby martwią się o mnie, gdy idę na walkę ze złem współczesnego świata, ale ja wiem, że jest to słuszna decyzja. Bo jeśli my nie będziemy walczyć o prawdę, to któż za nas to zrobi?

Popierasz to co robimy?

Wesprzyj nasze akcje

Także mogą Cię zainteresować: