Prezydencki projekt jest reakcją na nagonkę medialną, jaka rozpętała się w mainstreamowych mediach po zawetowaniu przez prezydenta „ustawy łańcuchowej”. Projekt dystansuje się od najbardziej absurdalnych przepisów owej ustawy, ale generalnie idzie w tym samym kierunku.
W czasie gdy prezydent z troską pochyla się nad dobrostanem psów (i innych zwierzątek), dzieci w Polsce są oficjalnie mordowane w łonach matek w terminie porodu. Przepisy prawne, umożliwiające to okrutne barbarzyństwo, cały czas obowiązują, a zabójcy kontynuują swój proceder.
Mordowanie poczętych dzieci to nie jedyne nieszczęście, niszczące nasz naród. Od lat mamy w Polsce do czynienia ze zjawiskiem tak zwanej tranzycji, czyli okaleczaniem, zarówno chemicznym, jak i chirurgicznym, dzieci i młodzieży, którym rozmaici szarlatani wmawiają, że człowiek może zmienić swoją płeć. Oczywiście nikomu nie udało się przerobić kobiety na mężczyznę ani mężczyzny na kobietę. Chwalił się tym przed wielu laty niejaki John Money, który doprowadził do samobójstwa dwóch braci bliźniaków. Od jego czasów niewiele się zmieniło. Wprawdzie nie wszystkie ofiary tranzycji popełniają samobójstwo, ale współczynnik zaburzeń psychicznych w tej grupie jest wielokrotnie wyższy.
Liczba ofiar tranzycji lawinowo rośnie, co sprawiło, że wiele stanów USA i państw Europy zakazało lub istotnie ograniczyło tranzycję. Nie zwróciło to jednak uwagi prezydenta Polski.
Karol Nawrocki, z którym wielu wiązało nadzieje na ochronę polskich dzieci przed mordami aborcyjnymi, a młodzieży przed demoralizacją i okaleczeniami, nie wydaje się zainteresowany tymi sprawami. Priorytetem dla niego jest dobrostan piesków i kotków.
Wygląda na to, że Nawrocki idzie w ślady swoich „prawicowych” poprzedników, którzy wprawdzie w kampaniach wyborczych zabiegali o głosy katolików i zapowiadali odnowę moralną, ale po wyborach starali się zadowolić publiczność Gazety Wyborczej.
Myślę, że w tej sytuacji można Karola Nawrockiego nazwać prezydentem wszystkich piesków, a może nawet i kotków.