W ziemi, na działce należącej niegdyś do Magdaleny H., znajdowało się szkło, fragmenty zwłok oraz bloczki parafinowe, czyli fragmenty tkanek człowieka, zatopione w parafinie. Nie jest wiadomo, skąd się wzięły, gdyż lekarka pracowała w kilku szpitalach oraz prowadziła prywatną praktykę. Prokuratura postawiła jej dwa zarzuty: zbezczeszczenia zwłok oraz nielegalnego składowania odpadów medycznych. Grozi jej nawet 12 lat pozbawienia wolności oraz dożywotnie wydalenie z zawodu lekarza.
Najwięcej pytań budzi jednak sama skala sprawy. Trudno uznać za zwykły incydent odkrycie kilkudziesięciu szczątków dzieci na jednej prywatnej posesji. Nawet jeśli śledczy na razie koncentrują się na zarzutach związanych ze zbezczeszczeniem zwłok i nielegalnym składowaniem odpadów medycznych, nie mamy odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób tak duża liczba szczątków dzieci trafiła do Lutoryża i dlaczego przez tak długi czas pozostawało to poza zainteresowaniem odpowiednich instytucji.
Za każdą z odnalezionych „próbek” kryje się historia małego człowieka, którego życie zakończyło się przed narodzinami. Dlaczego się zakończyło? Czy w sposób naturalny? Tego nie wiemy, jednak skala zjawiska daje wiele do myślenia, nawet jeśli na aborcje póki co konkretnych dowodów nie ma.
Dlatego nie chcemy, by sprawa została sprowadzona wyłącznie do kwestii proceduralnych i działa się „za plecami”. Nie chcemy również, by było o niej cicho, tak jak cicho robi się teraz. Będziemy nadal monitorować jej przebieg i śledzić konkretne ustalenia. To odkrycie jest zbyt wstrząsające, żeby nie żądać, by okoliczności zostały rzetelnie wyjaśnione.