Były premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w programie „Rymanowski Live” ujawnił, że w 2020 roku wręcz odradzał partii zajmowanie się zmianą prawa na lepiej chroniącą życie nienarodzonych dzieci. „Ja jako przeciwnik aborcji byłem wtedy zdania, że ta zmiana doprowadzi do katastrofy w tym sensie, że nastąpi tąpniecie sondażowe. I niestety miałem rację, bo trzeba było się trzymać tego kompromisu”. – wyjawił Morawiecki. Jak widać, można być przeciwnikiem aborcji w sposób całkowicie bezobjawowy.
Mimo że zmiany prawne sprawiły, że przez kilka lat, zanim szpitale masowo zaczęły wykorzystywać przesłankę psychiatryczną, zabijano w nich legalnie dużo mniej dzieci, Morawiecki chciałby wrócić do krwawego „kompromisu”, w myśl którego można poświęcać dzieci z podejrzeniem o niepełnosprawność. „Jeżeli byłaby taka możliwość, to ja się opowiadam za tym, ponieważ w naszej partii jest wolność sumienia.” – stwierdził, pokazując tym samym, że jego sumienie już dawno skorzystało z wolności i podążyło za również uciekającym rozumem.
Potwierdził to zresztą kolejnym tekstem: „Byłbym za powrotem do kompromisu, dlatego że Polska dzisiaj, w tak bardzo trudnej sytuacji politycznej i geopolitycznej, (…) nie potrzebuje zacietrzewienia wokół sporów ideologicznych”.
Czy zdanie Morawieckiego jest dla nas zaskoczeniem? Przypomnijmy, że to właśnie premier Morawiecki opóźniał, jak tylko się dało, publikację wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Za te działania został nawet „nagrodzony” tytułem Heroda Roku. Również trzy lata temu, w wywiadzie dla portalu interia.pl powiedział: „A w sprawie aborcji odpowiem panom wprost: zawsze byłem zwolennikiem kompromisu aborcyjnego sprzed 30 lat„.
Kompromisy możemy zawierać w wielu sprawach: podatkowych, gospodarczych i wszędzie tam, gdzie trzeba pogodzić różne interesy i trudno to zrobić, nie naruszając praw innych. Gdy jednak w grę wchodzi życie niewinnego człowieka, o kompromisie nie może być mowy! Aborcja eugeniczna to nie kompromis, lecz odebranie człowiekowi podstawowych praw – do życia.
Morawieckiemu niestety trudno to pojąć – czy więc rzeczywiście powinien wracać do Sejmu z nową partią? A może lepiej wziąć się za pracę, w której nikomu już nie zaszkodzi?