Planned Parenthood odzyskuje całkowicie dostęp do setek milionów dolarów z programu Medicaid – formalnie środki przeznaczane są na „inne cele”, zaś w praktyce uwalniane są na zabijanie nienarodzonych dzieci. To całkowita kapitulacja na rzecz morderczego systemu wybijającego małych obywateli za przyzwoleniem i akceptacją rządzących tym społeczeństwem.
Trump przez lata kreował się na „prezydenta będącego najbardziej pro-life w historii”. W obietnicach wyborczych zapewniał, że ograniczy aborcję, odetnie publiczne fundusze od organizacji, które uczyniły zabijanie dzieci nienarodzonych swoim głównym dochodem.
Dobbs USA (decyzja sądu najwyższego z 2022 unieważniająca sprawy Roe vs Wade oraz Planned Parenthood vs. Casey) dał obrońcom życia nadzieję, że rząd federalny przestanie być sponsorem i wspólnikiem zabójców dzieci. Jednak po roku (częściowego) odcięcia od funduszy, pieniądze wracają wartkim nurtem do pierwotnego koryta. Radość z masowego zamykania morderczych klinik przemienia się w obawę, że te znów mogą otwierać szeroko swe drzwi, a pacjenci Medicaid mogą korzystać z usług Planned Parenthood w sposób nieograniczony. Rzeźnie znów dostają solidne zastrzyki z zasobów federalnych by po chwilowym przestoju wznowić proceder przeprowadzania setek tysięcy zabójstw rocznie.
Amerykanie padli ofiarami kolejnej gry politycznej, która miała za zadanie uśpić czujność wyborców. Najpierw administracja Trumpa zamrażała fundusze Title X, potem cicho je przywracała. Prezydent publicznie twierdził, że nie ma żadnej wiedzy w tym temacie i na tym był koniec jakiejkolwiek dyskusji. Następnie roczny zakaz Medicaid – i kolejny brak reakcji ze strony Republikanów by utrzymać go w mocy. Nie chcieli? Nie mogli? Nie potrafili?
Amerykańscy aktywiści obrony życia dzieci nienarodzonych pikietują, piszą listy i alarmują o tragicznych skutkach tej decyzji. Ale Biały Dom milczy. I zrzuca odpowiedzialność na Kongres. A efekt jest jeden: największa na świecie mordownia znów u niewyczerpywalnego źródła. Rodzącego morze krwi niewinnych.