WHO stoi na stanowisku, iż wytacza otwartą walkę z dyskryminacją – w rzeczywistości jednak jest to cios wymierzony w biologiczny i naturalny porządek, gdzie dziecko jest owocem relacji między kobietą a mężczyzną. W założeniu WHO staje się ono ogólnodostępnym produktem, który można programować już na etapie rozwoju komórkowego, a rodzicielstwo jest wypadkową zamożności klientów.
Prawa dorosłych vs prawa dziecka
Wprowadzenie dostępu do in vitro dla wymienionych wyżej par to próba zastąpienia naturalnych procesów biologicznych wolą dorosłych – potomstwo się im „należy”, a nie jest naturalnym następstwem relacji. By w tym wypadku powstało nowe życie, konieczne staje się tworzenie embrionów z komórek rozrodczych osób trzecich. Dziecko automatycznie traci możliwość budowania relacji ze swoimi biologicznymi rodzicami na rzecz logistyki medycznej. Staje się „projektem” uwarunkowanym zapleczem finansowym nabywców usługi, przedmiotem „równego dostępu”, a nie cudem i niepowtarzalnym darem Boga dla człowieka.
Produkcja – selekcja – eliminacja
In vitro to przede wszystkim procedura realizująca przesłanki eugeniczne. Aby zapewnić dostęp wszystkim grupom wymienionym w nowych wytycznych, system musi stać się taśmą produkcyjną embrionów, z których przeważająca większość zostanie zamrożona, nigdy nie zostanie wszczepiona, będzie podlegać selekcji, będzie eliminowana jako „niespełniająca kryteriów” lub po prostu niepotrzebna.
Nie zapominajmy, że kochający rodzice mogą przekształcić swoje nienarodzone dziecko w biżuterię, która jest (wedle tego samego zbrodniczego systemu) najwyższą formą miłości do potomstwa. Mogą je nosić blisko swojego serca… tylko, że martwe na ich własne życzenie. Czyż to wszystko nie godzi w nienaruszalną godność człowieka, należną mu od poczęcia?
Czy ideologia zastępuje medycynę?
WHO znów przesuwa Okno Overtona – zamiast położyć akcent na rozwój i dostęp do procedur naturalnego leczenia niepłodności, implementowana jest nowa rewolucja równouprawnienia. Każdy dorosły ma mieć prawo i dostęp do dziecka „na zamówienie”.
Pojawiają się uzasadnione pytania o to, czy medycyna nie zaczyna spełniać roli ideologicznego narzędzia zmian społecznych, gdzie relacja rodzinna zostaje wyrwana z natury, a pojęcie płodności nie ma już nic wspólnego z faktami biologicznymi. To nie jest walka z niepłodnością – to próba stworzenia nowego pojęcia człowieka i rodziny, gdzie egoistyczne pragnienia i żądania dorosłego stawiane są ponad dobro dziecka. I to od momentu jego poczęcia. Embrion staje się produktem, a dziecko – projektem społecznym.
Przyjęcie żądań WHO niesie ze sobą wiele (nieodwracalnych) konsekwencji dla całego świata;
– presja na ustawodawstwa państwowe – finansowanie in vitro dla wszystkich grup społecznych, bez względu na okoliczności;
– postępująca instrumentalizacja dziecka – jest klient, jest towar;
– zmiana definicji rodziny – medycyna ma za zadanie zastąpić naturalną rolę kobiety i mężczyzny;
– całkowita komercjalizacja ludzkiego życia – wynajmowanie macic, popularnie zwane surogacją, handel gametami, mieszanie materiału genetycznego ku stworzeniu „super człowieka”.
Powrót do fundamentów – stawianie czynnego oporu
Nie możemy ustawać w edukacji społeczeństwa, że dziecko nie jest prawem, a osobą, której należy się szacunek i godność. Każdy embrion jest człowiekiem, tylko w innej niż nasza fazie rozwojowej. Rodzina to nie eksperyment laboratoryjny, a jednostka zakorzeniona w prawie naturalnym. Medycyna to nie narzędzie ideologiczne mające modyfikować relacje społeczne, a system leczenia chorób i opieki nad pacjentami.
Żądania WHO to milowy krok ku odczłowieczeniu naturalnego procesu poczęcia i stworzenia nowego systemu społeczno-politycznego, gdzie dorosły człowiek stawia się w roli Pana Boga – może tworzyć, może niszczyć i to bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji.
Zapraszamy do udziału w naszych pikietach, gdzie głos nienarodzonych jest słyszany przez wielu. Gdzie dzieci nienarodzone mają szansę być zobaczone i uczłowieczone.
Źródło: https://www.lifesitenews.com/…