Jedna z osób, której przyjaciel został zabity wspomina: „Interesujące było obserwowanie zmian w jego myśleniu, gdy następowały różne wizyty i rozmowy telefoniczne z zespołem VAD (voluntary assisted dying– dobrowolne wspomagane umieranie przyp. A.M.)… Na początku był sceptyczny, potem zaczął chcieć samodzielnie [ją] wykonać i w końcu po swym ostatnim spotkaniu zaakceptował to, że przejęcie tego ostatniego zadania przez Care Navigator (Nawigator Troski – tłum. A.M) i practitioner (specjalista – tłum. A.M.) było właściwym sposobem postępowania”.
Inna osoba zeznała, że barierę przed zabijaniem bliskich stanowi „katolicki sektor”, który prowadzi szpitale i hospicja. Dodała, że gdyby „mój ojciec otrzymywał opiekę paliatywną [od naszego lokalnego, bazującego na wierze hospicjum], zablokowałoby mu to możliwość przygotowujących konsultacji z VAD”.
W zachodniej Australii działają więc grupy, które nakłaniają starszych i chorych ludzi do zabicia. Jeżeli średnia wieku osoby, która poddała się eutanazji wynosiła 77 lat, a najmłodsza osoba miała 23 to możemy tylko sobie wyobrazić jak okrutne jest nastawanie na 80-latków i przekonywanie ich, że ich życie nie jest już nic warte.
Człowiek, który cierpi, potrzebuje wsparcia swoich bliskich i tych, którzy się nim opiekują i utwierdzania go w świadomości, że jest kochany i jest kimś ważnym, nawet jeśli nie jest w stanie zrobić dla nich nic, co uznaje się za pożyteczne. W ten sposób uczy się młodsze pokolenia wdzięczności i wrażliwości na cierpienie. Jeżeli rodzina cieszy się z wizyt „namawiaczy” do zabójstwa, to znaczy, że społeczeństwo jest już w znacznym stopniu zdegenerowane i nierozróżniające dobra od zła.
Pamiętajmy o tym, że każde życie ma sens i każda jego minuta jest nam dana w jakimś celu, nawet jeśli obecnie nie potrafimy go rozpoznać. Nie dajmy się zwieść.
Źródło: https://www.lifesitenews.com/…