Kto był pomysłodawcą wycieczki do teatru i jak wyglądała jej organizacja?
Samuel: Pomysłodawcą i organizatorem wycieczki był wychowawca. Oprócz niego drugim opiekunem był Pan z Wf-u. Do Warszawy i z powrotem przyjechaliśmy pociągiem. Zwiedzaliśmy Zamek Królewski, Łazienki Królewskie, Muzeum Powstania Warszawskiego i poszliśmy do teatru, spacerowaliśmy też po centrum miasta. Wycieczka była 2-dniowa z noclegiem w hostelu.
Do jakiego teatru jechaliście? Jaki tytuł nosił ten spektakl?
Samuel: Byliśmy w Teatrze Potem-o-tem w Warszawie, na ul. Nowolipki. Spektakl nosił tytuł „Trzecia Wojna”.
Czy wiedzieliście, na jaki spektakl jedziecie?
Samuel: Znaliśmy tytuł, wychowawca wyświetlił nam scenariusz na lekcji wychowawczej, więc klasa się z nim zapoznała, ale nie było tam żadnej informacji o występie trans.
Co dokładnie wydarzyło się podczas występu?
Samuel: Przed występem w szatni przywitał nas mężczyzna przebrany za kobietę – przedstawił się jako „Trans Polonia”. Spektakl zaczął się od tańca tego transwestyty, w trakcie którego wyszedłem z przedstawienia. Reszty nie widziałem.
Na grupie klasowej pojawił się krótki film z przedstawienia, podczas którego dwie koleżanki z klasy zdejmowały transowi czerwony but na obcasie. Ostatnio wszedłem na stronę tego teatru na Facebooku i zobaczyłem, że tam już, w przeciwieństwie do scenariusza, nie kryją się z występem trans, ale podejrzewam, że większość ich klientów nie ogląda strony teatru na Facebooku.
Czy byłeś jedyną osobą, która wyszła?
Samuel: Tak, tylko ja wyszedłem ze spektaklu, reszta klasy została. Ze mną wyszedł też wychowawca, który powiedział mi, że ze względu na mnie będzie musiał zrezygnować z przedstawienia, ponieważ nie może zostawić mnie samego bez opieki.

Po moim wyjściu ze spektaklu podeszła do mnie pani menager, która przedstawiła się i spytała się mnie, dlaczego opuściłem przedstawienie. Odpowiedziałem jej, że ze względu na występ drag queen i spytałem, dlaczego teatr promuje treści związane z ideologią LGBT. Pani Menager odpowiedziała mi, że „nie ma czegoś takiego, jak ideologia, LGBT, że to ludzie, a spektakl odnosi się z poszanowaniem do wszystkich społeczności”. Odpowiedziałem jej, że nawet nie każda osoba homo utożsamia się i popiera ideologię LGBT i część z nich ją krytykuje, a co dopiero większość społeczeństwa. Spytałem ją też, dlaczego w scenariuszu filmu nie było wzmianki o takich treściach i czy mogliby chociaż wpisać to w scenariusz, żeby na przyszłość osoby sprzeciwiające się ideologii LGBT wiedziały o tym przed kupnem biletu i nie były zmuszone tego oglądać, dowiadując się dopiero podczas występu. Odpowiedziała mi, że mają finansowanie ze środków publicznych (nie wiem, czy miejskich, czy państwowych), i weźmie moją opinię pod uwagę. Jednak nie obiecała, że wpisze to w scenariusz, więc kolejne osoby mogą być indoktrynowane w przyszłości.
Następnie wychowawca odbył rozmowę z panią menager, która oddała mi całą kwotę, jaką zapłaciłem za bilet na przedstawienie. Jednak mimo zwróconej kwoty problem nadal pozostaje, bo kolejne osoby nieświadomie mogą trafić na te przedstawienie.
Jak zareagowali inni uczniowie?
Samuel: Spytałem trzy osoby z klasy, jak wyglądało przedstawienie, ponieważ wyszedłem na początku, więc większości nie widziałem. Mieli na ten temat różne opinie, jednym się podobało, inni stwierdzili, że przedstawienie na początku było „trochę kontrowersyjne”, ale nikt z nich nie dostrzegał w nim żadnego problemu, podobało im się.
Jedna z nich poinformowała, że drag queen był „tylko na początku przedstawienia”, co było „nawiązaniem do przyszłości, do roku 2100”. Druga osoba powiedziała mi, że trans w trakcie występu sporadycznie używał wulgaryzmów i że rozumie, że mam inne poglądy, ale według niej „powinienem zostać do końca spektaklu ze względu na szacunek do sztuki i twórców”. Dopytywałem ich o szczegóły, co konkretnie robił trans, ale nie chcieli mi ich podać.
Czy w Waszej szkole występowały już przejawy demoralizacji – szczególnie tej tęczowej? Jakie podejmowałeś działania?
Samuel: Tak. Obecnie jestem w klasie 4-maturalnej. Jak byłem w 1 klasie, ta sama nauczycielka uczyła nas wtedy trzech przedmiotów: historii, WOS-U i HiT-u. Planowo mięliśmy wówczas 2 godziny historii, 2 godziny HiT-u i 1 godzinę WOS-u tygodniowo, ale po niecałych dwóch miesiącach pani podjęła decyzję, że ze względu na to, iż jesteśmy klasą z rozszerzonym WOS-em, wbrew podstawie programowej będziemy do końca roku mieli 2 godziny WOS-u, kosztem 1 godziny HiT-u. Spytałem więc nauczycielkę, czy możemy wrócić do 2 godzin HiT-u, tak jak jest w planie lekcji. Pani była nieugięta, odesłała mnie do wicedyrektor, z którą rozmawiałem 40 minut I próbowała mnie przekonać, że HiT i WOS, to to samo. Również była nieugięta. Spytałem się wychowawcy, co mam w tej sytuacji zrobić, bo pozostaje mi tylko napisać pismo do ministra Czarnka. Wychowawca porozmawiał z dyrekcją, która ostatecznie zgodziła się na przywrócenie drugiej godziny HiT-u. Pani, która uczyła nas wówczas historii, WOS-u i HiT-u, już u nas w szkole nie pracuje.
W trzeciej klasie dwóch uczniów, rok ode mnie starszych, pokazało nauczycielce chemii moje wpisy na Twitterze. Pani z chemii zawołała mnie na korytarzu mówiąc mi, że widziała mojego Twittera i zadawała mi pytania polityczne oraz ideologiczne na temat LGBT i zielonego Ładu. Zapytała się mnie, „Czy Tobie to nie przeszkadza, że ja, jako kobieta, jestem nad Tobą?”. Odpowiedziałem, że „czemu miałoby mi to przeszkadzać?” Nauczycielka wspomniała też o pedofilii w Kościele. Pod koniec przerwy zwróciła się do mnie, abym na następnej przerwie przyszedł do niej dokończyć rozmowę. Więc przyszedłem pod jej salę, myśląc, że będę rozmawiał w cztery oczy, natomiast pani z chemii zrobiła „debatę” na korytarzu, na której znalazło się kilkadziesiąt uczniów oraz dwie osoby oprócz niej, które zadawały mi pytania.
„Debata” wydarzyła się w dniu wyborów do samorządu uczniowskiego, w których brałem udział, więc było to złamanie ciszy wyborczej i ingerencja w wynik wyborów. Podczas gdy padło do mnie pytanie o mój pogląd na temat ubioru w szkole. Odpowiedziałem, że nie rozumiem, dlaczego pewien uczeń chodzi po szkole z obrożą na szyi, co może kojarzyć się ze zwierzęceniem oraz paradami, gdzie ludzie przebierają się za psy, a ten ubiór widzą dzieci, także te z podstawówki, bo podstawówka znajduje się też w budynku naszej szkoły i mamy wspólne wyjście. W odpowiedzi nauczycielka chemii, przy kilkudziesięciu uczniach podeszła do mnie na środek z uczniem mającym obrożę na szyi i spytała się mnie, co mi się nie podoba w jego ubiorze, na co odpowiedziałem, że obroża. Pani z chemii powiedziała, że nie ma nic przeciwko takiemu ubiorowi i nawet jeśli uczeń przyszedłby w całości przebrany za psa do szkoły, to nie przeszkadzałoby jej to.
Na najbliższej chemii pani, ewidentnie nawiązując do zdarzenia z tej tzw. „debaty”, zwróciła się do tego ucznia z obrożą na szyi, że ma piękny naszyjnik i kpiła, że ona chciała sobie ubrać taki do szkoły, ale nie wie, czy to też nie jest zezwierzęcenie. Jakiś czas później na tej samej lekcji dwóch chłopców zapytało się pani, czy mogą iść do toalety, na co ona im odpowiedziała, że tak, ale pojedynczo, bo jeśliby puściła ich razem, to nie byłoby to po bożemu. Gdy na to pewna uczennica zakpiła, że trzeba spytać eksperta, czy pani może ich puścić razem do toalety, Pani w ogóle nie zareagowała.
Poza tym nauczycielka zdjęła także krzyż w sali chemicznej, powołując się na to, że szkoła jest świecka, a nie katolicka, mimo, że w urzędach krzyże na ścianach są. W odpowiedzi, jako członek Samorządu Uczniowskiego, zdecydowałem się przejść po klasach, aby zebrać podpisy za przywróceniem krzyża w sali chemicznej. Przeszedłem ok. połowy klas, po czym dostałem zakaz dalszego chodzenia po klasach od nauczycielki geografii, która była opiekunem Samorządu, ponieważ „przeszkadzam w prowadzeniu lekcji w klasach”. Z tej połowy udało mi się zebrać nieco ponad 30 podpisów, listę zaniosłem dyrekcji, która pozwoliła na przywrócenie krzyża w sali chemicznej pod koniec grudnia.
W lutym w klasie chemicznej na szafce z przodu klasy pojawiła się naklejka w barwy LGBT. Po lekcji na przerwie spytałem się pani z chemii, skąd się ona tu wzięła. Nauczycielka odpowiedziała mi, że pewnie jakiś uczeń przykleił, ale nie pozwoliła mi jej zerwać, więc poszedłem zgłosić sprawę do tej samej pani wicedyrektor, z którą rozmawiałem na temat HiT-u. Pani Wicedyrektor mnie wyśmiała i spytała, czy tęcza na niebie mi też przeszkadza. Odpowiedziałem, że to nie to samo, bo tęcza na niebie ma 7 kolorów, a barwy LGBT mają 6 kolorów (bez indygo).

W wyniku braku porozumienia poinformowałem ją, że w takim razie będę musiał się zwrócić do fundacji. W ten sposób poznałem Panią Kasię Urodę z centrum prawnego Fundacji Pro – Prawo do życia, która napisała argumentację do dyrekcji, którą zaniosłem. W odpowiedzi na to pismo nauczycielka chemii zaczęła nosić do szkoły siatkę w barwy LGBT, więc dostałem koszulkę z fundacji z logo fundacji i napisem „RATUJ MNIE STRONAZYCIA.PL”,w której poszedłem do szkoły w odpowiedzi na zaistniałą sytuację. Już na drugiej lekcji, na geografii, nauczycielka zamiast realizować materiał, poświęciła lekcję na dyskusję na temat mojej koszulki. Dwie lekcje później wicedyrektor, gdy mnie zobaczyła, zaprowadziła mnie do głównej pani dyrektor, która przez dwa miesiące nie miała dla mnie czasu i odsyłała mnie do wicedyrektor, ale gdy zobaczyła mnie w fundacyjnej koszulce, od razu znalazła czas. Spytała się mnie, czy mógłbym ubrać jakiś sweter, bo wtedy była wiosna i w czymś pewnie przyszedłem do szkoły, na co odpowiedziałem, że w budynku będzie mi za ciepło, więc wicedyrektor zaproponowała mi, abym ubrał bluzkę na lewą stronę, na co odpowiedziałem, że nie będę chodził z metką na wierzchu. Do końca dnia chodziłem po szkole w tej koszulce, ale mam zakaz chodzenia w niej po szkole w przyszłości.
W odpowiedzi na moje przyjście w koszulce fundacji do szkoły, w szkole pojawił się pomysł, aby zdjąć krzyże we wszystkich klasach, oprócz jednej, gdzie odbywałyby się wszystkie religie. Wypowiedziałem się do moich rówieśników na ten temat, że jeśli to wejdzie w życie, będę zabiegał o zorganizowanie pikiety pod szkołą. Tę informację usłyszała pani z geografii i dowiedziała się o tym dyrekcja. Odnośnie całej sytuacji miałem zespół wychowawczy, na który zaproszono mnie i moich rodziców. W razie sytuacji, gdyby chcieli mnie ukarać, pani Kasia Uroda załatwiła mi darmową pomoc prawną z Ordo Iuris, ale nie ukarali mnie, więc na szczęście nie było potrzeby korzystać z prawnika, natomiast po zespole, w sali chemicznej, pojawiła się druga naklejka w barwy LGBT. Naklejki te są tam do dziś, mimo, że pani z chemii jest już inna, bo tamta już nie pracuje. Natomiast w zamian za to, że nie noszę koszulki z fundacji w szkole udało mi się chociaż wywalczyć zakaz noszenia siatki w barwy LGBT w szkole przez nauczycieli.
Co sądzisz o występie w teatrze w kontekście edukacji „zdrowotnej”, w programie której są przecież wspomniane podobne treści?
Samuel: Występ drag queen wpisuje się w podstawę programową edukacji „zdrowotnej”. O ile przedmiot „Edukacja zdrowotna” na razie nie jest obowiązkowy i świadomi zagrożenia rodzice mogą, przynajmniej na razie, wypisać dziecko z tego przedmiotu o tyle, w scenariuszu przedstawienia nie ma mowy o występie transa, więc rodzice nie wiedzieli, na co puścili swoje dzieci, a możliwe, że część z nich nie wie do dzisiaj, na czym ich dziecko było i co widziało.
Przykre jest to, że współcześni naukowcy, lekarze, politycy i psycholodzy zamiast mówić prawdę, że osoby, które czują się kimś innym niż są, są zaburzone psychicznie, utwierdzają ich i społeczeństwo w błędnym przekonaniu, że urodzili się w „nie swoim ciele”. Przecież ciało, w tym chromosomy, miednica i układ rozrodczy są zdrowe. To, że mężczyzna czuje się kobietą, kurczakiem, kotem czy samolotem, nie oznacza, że nim jest. Biologia w tym aspekcie jest niezmienna. Tak, jak mężczyzna choćby nie wiem, jak chciał być kurczakiem, to nim nie będzie, tak samo nie będzie nigdy kobietą.
Dziękuję za rozmowę!