W końcu dostaję łóżko, oddzielone parawanem. Jednak ani przez moment nie czuję się komfortowo. Każdy mój jęk słyszą wszystkie osoby wokół. Na znieczulenie zewnątrzoponowe nie ma tu szans. Gdy niedopilnowany przez nikogo pacjent pod wpływem alkoholu odchyla parawan i próbuje mnie dotykać, krzyczę. Skurcze ustają. W oczach badającej mnie położnej widzę niepokój…„
Ta fikcyjna dziś opowieść ma niestety szansę się ziścić – i to już od 1 stycznia 2026 roku. Projekt Ministerstwa Zdrowia „MZ 1846” zakłada, że jeśli w promieniu 25 kilometrów od miejsca zamieszkania nie ma żadnego oddziału ginekologiczno-położniczego, położna będzie mogła przyjąć poród w szpitalu bez oddziału, czyli de facto na SOR-ze lub izbie przyjęć.
Powodem takiej decyzji jest drastycznie zmniejszająca się liczba urodzeń dzieci w Polsce: w 2024 roku tylko 252 tysiące, w 2025 roku do września 151 tysięcy. Daje nam to 21 tysięcy urodzonych dzieci miesięcznie w roku 2024 i niecałe 17 tysięcy w 2025 r. Nawet biorąc pod uwagę, że kolejne miesiące mogą jeszcze podnieść statystykę, widać, że mamy do czynienia z tendencją spadkową.
Możemy gdybać nad przyczynami, jednak niedopuszczalne jest, by kryterium liczebności było jedynym, które decyduje o zamykaniu porodówek. Plus potrzebne są inne rozwiązania, w których uwzględni się dobro kobiety i dziecka. Miejscami na poród z pewnością nie są SOR-y, gdzie oboje mogą zetknąć się z osobami z chorobami zakaźnymi, być może pacjentami pobudzonymi, pod wpływem substancji psychoaktywnych oraz po prostu wieloma innymi przypadkami, mogącymi źle wpłynąć na dobrostan.
Dlaczego? Powód jest prosty!
Trzeba tu nadmienić, że w takich miejscach poród przyjmować będzie położna – szpitale bez „porodówek” nie muszą mieć dyżurującego ginekologa, neonatologa. Nie ma tam też możliwości wykonania cesarskiego cięcia, gdy zaistnieje taka konieczność.
Powstaje więc pytanie: dlaczego? Dlaczego Ministerstwo chce wprowadzić tak krzywdzący zapis? Powód jest prosty: kobiety mają się bać. Mają się bać traumatycznego porodu. Tak samo jak mają się bać być matką.
W mediach trwa korowód obrzydzających macierzyństwo artykułów, filmów, wpisów oraz wypowiedzi. Po wyroku TK, uchylającym aborcję eugeniczną, lewicowi politycy protestowali, rysując przed kobietami przerażającą wizję macierzyństwa i strasząc nim kobiety. Dziś te same osoby zasiadają w Ministerstwie Zdrowia, sprawiając, że aborcja eugeniczna znów jest możliwa.
Kobiety mają się bać. Mają nie zachodzić w ciążę. Mają przerażone biec do psychiatry po zaświadczenie do aborcji – mogą ją w końcu wykonać tam, gdzie warunki są komfortowe. Nie muszą bać się, że za parawanem właśnie lekarze ratują człowieka z gruźlicą. W odróżnieniu od tych, które chcą urodzić.
Tylko tak dalej, a porodówki staną się praktycznie niepotrzebne.
Źródło: https://www.gov.pl/…