Wspominany na kartach „Kainki” prefekt – ksiądz „Stefek” był twardy, zdyscyplinowany jak żołnierz, a serdeczny i kochający, jak najlepszy brat. W jego oczach było wiele spokoju i dobroci, a jego powiedzenia równie dosadne, jak i życiowe. Kiedy Jola była w ósmej klasie, ksiądz przestrzegał dziewczęta przed podejrzanymi miłostkami. Przypominał, że Pan Bóg stworzył nas „na obraz i podobieństwo swoje” i choć wprawdzie jesteśmy podobni do naszych czworonożnych bliźnich, to nie zwalnia nas z ambicji boskich. Świat natury musi być kierowany rozsądkiem i wolą. Eros nie poddany duchowi wynaturza i unieszczęśliwia człowieka.
Po jakiejś awanturze w szkole ksiądz rozmawiał z Jolą długo i serdecznie. W jego mieszkaniu, które przypominało raczej celę zakonną, wisiał krzyż z Panem Jezusem, którego twarz miała przejmujący wyraz, tak, że Jola nie mogła na nią patrzeć. Prefekt podszedł do wizerunku Ukrzyżowanego, ukląkł razem z nią i rzekł: „pomódlmy się oboje, aby cię Pan Jezus strzegł przed złem – abyś pamiętała, że czyniąc źle, sprawiasz Mu niewymowne cierpienie i gubisz samą siebie”.
Jola przejęła się wizytą u księdza prefekta. Uspokoiła się na pewien czas, co wyszło jej na dobre. Dzięki „nawróceniu” przeszła do następnej klasy. Niestety poprawa trwała krótko.
Nie doceniała nauk prefekta. Trafiła w złe towarzystwo, stawała się coraz bardziej pusta i bezmyślna, a wszelki wysiłek umysłowy nużył ją i zniechęcał. Była też „pod całkowitym wpływem” swojej koleżanki Giny, wielokrotnej rozwódki, która często krytykowała Kościół, rodzinę, tradycyjne wartości, a przychylnie wypowiadała się o rewolucjonistach. Kiedy w rozmowie z Giną Jola próbowała bronić Kościoła (nawiązując także do nauk prefekta), przypomniały jej się słowa profesora polonisty o „międzynarodowej mafii, dążącej do zburzenia dotychczasowego porządku świata poprzez zniszczenie chrześcijaństwa”, jednak nie pamiętała, jak się ta mafia nazywa.
My możemy podpowiedzieć, że chodziło zapewne o masonerię. Tego wciąż aktualnego tematu w szkołach nie należy pomijać, bo masoni dziś także mocno walczą z Kościołem, rodziną, popierają aborcję i deprawację. Różne wypowiedzi czy działania Giny mogą sugerować jej związki z ową mafią (popularną skądinąd wśród sanacyjnych „elit”)…
Mając świetną pamięć, Jola przypomniała sobie także inne słowa profesora, którego dziewczęta zawsze uważnie go słuchały i bardzo ceniły. Mówił, że „człowieka mierzy się wyłącznie skalą jego moralnych wartości, ale moralność nie może istnieć bez oparcia o autorytet wyższy od naszego egoizmu czy namiętności. Gdzie nie ma Boga, tam nie ma moralności, bez której pozostaje tylko zwyrodnienie i rozkład”.
W mocnych słowach krytykował materialistów, nazywając ich między innymi „ślepymi bałwochwalcami, którym materia tak dalece przesłania ducha, że nic poza nią nie widzą”. Innym razem profesor mówił o powadze bazylik, wzlotach gotyku, pięknie renesansu i cuchnącej naftą i brudnymi interesami „epoce garażów” – bo tak określał współczesność. Mówił, że „Życie minionych wieków, jakkolwiek miało swoje upadki, opromieniał czar Rafaelowskich Madonn. Dziś zohydza je sztuka Picassa. Dawniej ideałem człowieka było dorastanie do miary Bożej, dzisiaj jego wzorem jest specjalnie złośliwy typ małpy”. Profesor krytykował teorię Darwina i twierdził, że małpy „są nieskończenie moralniejsze od jaskiniowców XX wieku”.
Jola pamiętała, że profesor był miły, trochę oryginał, ale mówił rzeczy, które zmuszały do myślenia. Na pewno miał rację, choć to nie było popularne. Uczennice wiedziały, że mimo wielkiej wiedzy, nieposzlakowanego charakteru i sympatii wśród młodzieży, w żadnej szkole długo nie posiedział. Zarzucano mu, że głosił hasła antypaństwowe i nie był sympatykiem Żydów, jakkolwiek potępiał wybryki antysemickie.
Wróćmy jeszcze do prefekta. Jola pamiętała obraz „Dirce chrześcijańska”, który widziała w „Zachęcie”, kiedy miała 16 lat, niewinne serce i niczym nieskalane życie. Obraz przedstawiał martwe ciało chrześcijanki zamęczonej za wiarę w Chrystusa. Naokoło jej świętych zwłok stał cały ówczesny świat, w tym cesarz. Zbrodniarze znęcali się nad nią, odebrali życie i bezcześcili jej niewinne ciało. Joli zdawało się, że ciało męczennicy okrywa jakaś niewidzialna zasłona, że blask świętości i bohaterstwa czyni je tak anielskim, że budzi w patrzących jedynie cześć i modlitewne uwielbienie.
Wystawę zwiedzały z wychowawczynią i prefektem, który powiedział wtedy: „Z tej męki i zniesławienia pierwszych chrześcijan, których dusze wznosiły się tak wysoko, że żadne zło nie mogło ich dosięgnąć, narodziła się wielka kultura rzymskokatolicka. Wychowuje ona człowieka, budząc w nim poczucie honoru i odpowiedzialności. Strzeże czci kobiecej, bez której świat zamieniłby się w cuchnące gnojowisko”.
O obrazie Jola przypomniała sobie, leżąc przykrępowana do łóżka, w klinice aborcyjnej okrutnego Grabsteina (którą poleciła i zachwalała Gina). Wydawało jej się, że jest w podobnej sytuacji jak na obrazie, tylko że tamta umierała za Chrystusa, a Jola nazwała siebie wtedy „męczennicą szatana”. Wyrzuty sumienia przyszły, gdy już nie mogła stamtąd uciec. Potem długo męczył ją syndrom poaborcyjny – nieunikniony skutek każdej aborcji.
Potrzebujemy takich nauczycieli jak prefekt i polonista!
Takich, którzy przypomną o wierze i pobożności, a nie zepchną prawdziwej wiary i Chrystusa na margines.
Takich, uczących czystości, honoru i odpowiedzialności, a nie rozwiązłości (pod różnymi, także niewinnie brzmiącymi nazwami).
Takich, którzy nazywają rzeczy po imieniu: dobro – dobrem, zło – złem, prawdę – prawdą, a kłamstwo – kłamstwem. Nigdy na odwrót! Nawet jeśli wielkie zło i poważne zagrożenia określą mocno i dosadnie!
Takich, którzy przypomną, że chrześcijaństwo istotnie strzeże czci kobiecej, także poprzez ochronę matek i ich nienarodzonych dzieci przed zabiciem – o zgrozo – w imię fałszywie rozumianej „wolności” i „praw kobiet”! Takich, którzy staną w obronie chrześcijaństwa – wciąż niesłusznie atakowanego, także właśnie za prawdziwą obronę kobiet i dzieci.
Nauczyciele mają dużą odpowiedzialność za przekazywane słowa. Różnie bywa z przyjmowaniem tych nauk, czy realizacją tych wskazówek. Nauczyciel czy wychowawca jednak często nie ma wpływu na to, co uczeń z tym zrobi, czy przyjmie naukę i czy ona przetrwa… Te słowa mogą być jednak pamiętane przez lata i przypomną się w ważnych momentach życiowych.
Na pewno należy próbować, zasiewać ziarna, choć nie wiadomo, co z nich wyrośnie, jak przyniosą plon.
Ale kto celowo zasiałby złe ziarna, kąkol, sam też może zebrać gorzkie owoce, bo poprzez złe wychowanie ucierpieć mogą całe narody i społeczeństwa.
Drodzy nauczyciele, wychowawcy, opiekunowie, a także rodzice, będący pierwszymi przewodnikami swoich dzieci! Oto wzorce, z których należy brać przykład!
Na podstawie:
St. Tworzynowski, „Kainka”, Warszawa 1951, str. 39-48, 93-106
W. Muszyński, Prześladowany za obronę życia Ks. Stanisław Tworkowski (1901-1999), (opoka.org.pl, „Nasz Dziennik”, nr 84 (3710), 10.04.2010).