Aborcje w Oleśnicy, czyli Diabeł tak łatwo nie odpuści…

Gizela Jagielska, przy wydatnym wsparciu swojego męża Łukasza Jagielskiego była w oleśnickim szpitalu lokomotywą, która z impetem rozpędziła aborcyjną machinę i ciągnęła ją niestrudzenie w kierunku krainy śmierci niewinnych. Nie sposób uznać, że w jednej chwili śmiercionośny skład wyhamuje do zera i od 1 stycznia 2026 nikt nie zostanie zabity w tym szpitalu.

Jagielscy nie byli bowiem jedynymi w tym szpitalu zwolennikami „pomagania” kobietom poprzez uśmiercanie ich dzieci. Trudno zatem oczekiwać, że z chwilą zaprzestania przez nich świadczenia pracy w oleśnickiej lecznicy dzieci poczęte mogą być bezpieczne. Z tego właśnie powodu konieczne jest kontynuowanie naszej obecności przed szpitalem, aby poprzez pokazywanie prawdy o skutkach aborcji oraz modlitwę walczyć o życie tych bezbronnych. I będzie taka potrzeba tak długo, jak długo będzie przelewana krew niewinnych.

Udając się na 6-ciogodzinną pikietę 15 stycznia nowego roku miałam przeczucie, że tego dnia będzie ostro…, spodziewałam się ataków. Zły bowiem szczególnie atakuje, gdy przegra jakąś bitwę, a tym właśnie było odejście Jagielskich. Pozostali oleśniccy miłośnicy aborcji mogą już nie być tak silni i odporni na krytykę jak Gizela… Gdy nie znajdzie się nowa pancerna lokomotywa wówczas rozpędzona jeszcze machina śmierci prędzej czy później sama wyhamuje do zera albo roztrzaska się na kawałki w zderzeniu z silnym (wspieranym łaską Bożą) oporem przeciwników mordowania dzieci.

Agresywny mężczyzna zabrania pokazywania prawdy

Wkrótce po naszym pojawieniu się, gdy rozkładaliśmy banery podszedł agresywny mężczyzna. Zaczął krzyczeć i szarpać baner. Żądał usunięcia zdjęć z zarzutem, że „dzieci patrzą” i wykrzykiwał: „wyrok sądowy jest, zabraniam wam!”, siłą przewrócił plakat i zaczął fotografować nas. Jedynie do tego ostatniego miał prawo. Krzyczał: „jej już nie ma” [Jagielskiej przyp. red.], a na argument, że dzieci nadal są mordowane i pytanie, czy mu to nie przeszkadza odkrzyknął do mnie: „Kobieto ty się opanuj, nawiedzona, babo głupia z ciemnogrodu”, a Adamowi, organizatorowi naszego zgromadzenia radził „zajmij się robotą”, Adam domagał się, aby agresor się przedstawił… Oczywiście na to liczyć nie mogliśmy, bo to wymaga odwagi…. Po zajściu mężczyzna wszedł do szpitala, a my kontynuowaliśmy rozkładanie banerów.

Po kilku minutach ten sam człowiek ponownie podszedł do nas i z dużą siłą przewrócił baner wraz z kijami na stojący za nim samochód, po czy zaczął się oddalać. Adam podążył za nim i domagał się, aby się przedstawił. Do przechodzącego obok postronnego przechodnia agresor krzyknął: „to jest niemożliwe, oni mają zakaz”. Adam chciał doprowadzić do zatrzymania mężczyzny. Napastnik usiłował zaatakować fizycznie Adama i wyrwać mu kamerę nasobną, żądał, aby go nie filmować. Adam chcąc tego uniknąć odsunął się od mężczyzny i wypadła mu kamera, którą agresor podniósł z ziemi i ukradł twierdząc: „dowód w sprawie będzie”. Adam pobiegł za złodziejem i żądał zwrotu kamery. Użył gazu w samoobronie, w celu zatrzymania napastnika i odzyskania mienia. Mężczyzna był oburzony użyciem gazu. Będąca w pobliżu kobieta stwierdziła, że to Adam „zaatakował tego pana”, „widziałam”. Inna kobieta również wzięła w obronę napastnika. Jedna z broniących bandyty podpowiedziała mu, aby poszedł do znajdującej się obok szpitala siedziby pomocy społecznej.

Weszła z nim razem na ogrodzony teren przyległy do budynku MOPS-u i zamknęli bramkę, blokując nam wejście. Agresor ostrzegł Adama: „Bo ci zrobię krzywdę w obronie własnej”. Wykrzykiwał również: „robicie krzywdę temu szpitalowi, tej kobiety tam już nie ma”. Z bandytą solidaryzowały się również inne kobiety stojące przed wejściem do siedziby MOPS. Staliśmy przez chwilę przed ogrodzeniem licząc, że napastnik wyjdzie. Nie doczekaliśmy się tego. „Dzielny” mężczyzna niepostrzeżenie wyszedł innym wyjściem z budynku MOPS i udał się do samochodu, który na niego czekał i odjechał.

To nie był koniec ataków. Spokój trwał niedługo…

Chwilę po 11:00, tuż przed tym jak rozpoczęliśmy modlitwę różańcową pojawił się inny mężczyzna, który w wulgarnych i obraźliwych słowach wyrażał swoje niezadowolenie z obecności pikiety i modlitwy. Wyrażał rzekomą troskę o dzieci, które patrzą na banery i perorował o krzywdzeniu dzieci przez księży pedofili. Wulgarnie znieważał organizatora i uczestników zgromadzenia, księży oraz Kościół. Krzyczał przez kilka minut, po czym oddalił się. Nie zważając na jego agresję kontynuowaliśmy modlitwę. Po kwadransie ten sam mężczyzna pojawił się ponownie i znów wulgarnie zaczął znieważać osoby obecne na zgromadzeniu oraz księży i Kościół katolicki. Zamachnął się ręką na Adama, tak jakby chciał go uderzyć. Widząc spokojne kontynuowanie modlitwy opluł Adama, Jana oraz starszą panią, która niestrudzenie uczestniczy w naszych zgromadzeniach. Nagrywał zajście i na udostępnionej przez niego transmisji dobrze słychać wulgarne zniewagi adresowane do organizatora i uczestników zgromadzenia zarzucając nam, że nie walczymy z pedofilią w kościele, Zwyzywał Adama od cweli, zboczeńców, pedałów itp., a starszą uczestniczkę od k…. Widać było w jego zachowaniu chorobliwą obsesję na punkcie znieważania księży i Kościoła.

Poinformowany o obecności policji w pobliżu i możliwości jego zatrzymania, zagregował ucieczką. Mężczyznę rozpoznał Adam i okazał się nim niejaki Mariusz R., który został już ukarany w 2024 r. prawomocnym wyrokiem nakazowym za pocięcie nożem naszego banera podczas zgromadzenia publicznego w czerwcu 2024 r. Jest on znany oleśnickiej policji nie tylko z powodu złamania prawa podczas zgromadzenia antyaborcyjnego.

Bandyta zdołał uciec z miejsca pikiety, ale znajomość jego personaliów umożliwi skuteczne ściganie go za znieważanie organizatora i uczestników zgromadzenia oraz naruszenie ich nietykalności cielesnej przez oplucie.

Opluwanie uczestników pikiety i modlitwy przeciwko aborcji stanowi emanację szatańskiej nienawiści wobec dzieci nienarodzonych, wobec samego siebie i innych ludzi. Widać, że ten człowiek boryka się z poważnymi problemami.

Złodziej kamerki powrócił

Kilka minut po ataku Mariusza R. w pobliżu szpitala pojawił się ponownie mężczyzna, który wcześniej przewrócił banery i ukradł Adamowi kamerę nasobną. Gdy spostrzegł, że Adam zaczął iść w jego kierunku, uciekł na ogrodzony teren wokół szkoły. To był kolejny akt „odwagi” ze strony agresora. Najpierw ukrył się w siedzibie MOPS, a teraz szukał schronienia w szkole podstawowej. Na miejscu była obecna policja i dzięki temu mężczyzna nie oddalił się anonimowo. Policjanci wylegitymowali go i poczyniono wstępne ustalenia w sprawie. Złodziej odmówił oddania nam kamery. Podczas dyskusji z Adamem i policją mężczyzna powtórzył, że: „pani Jagielskiej już tu nie ma”, a w odpowiedzi na nasz argument, iż jest zespół, który nadal zabija dzieci skonstatował: „to ich sprawa”. Czyli jak zwykle okazało się, że u podłoża oburzenia agresora leży jego poparcie dla aborcji i sprzeciw wobec walki z nią. Ponadto w rozmowie z policjantami stwierdził, że kamera leżała na ziemi, to ją podniósł i mówił, że nie wiedział, czy ta kamera należy do Adama. Jest to oczywiste kłamstwo. Policjanci zatrzymali kamerę, zostanie ona zwrócona Adamowi dopiero po zakończeniu postępowania w sprawie, zatem nie tak szybko.

Po tych wydarzeniach wróciliśmy do kontynuowania modlitwy różańcowej i pikiety. Zdarzały się jeszcze słowne zaczepki. Pewna starsza kobieta na informację o tym, że każda aborcja to tragedia – z rozbrajającą szczerością zapytała: „lepiej, żeby wrzucić dziecko do śmieci?” Nie potrafiła merytorycznie odnieść się do pytania „czym się różni wrzucenie do śmieci od zastrzyku chlorku potasu w serce”. Otóż różni się wiekiem dziecka (choć nie zawsze) i tym, że wyrzucenie noworodka do śmieci bywa ścigane, choć też nie zawsze, bo gdy dziecko nie jest dostatecznie duże to jest traktowane jak legalnie terminowany płód… A cechą wspólną obu tych sytuacji jest śmierć dziecka w męczarniach…, ale tego ta pani już nie chce widzieć.

Nie składamy broni

Wzmożone ataki w trakcie pikiety po odejściu Jagielskich pokazują, że nie można osiąść na laurach i walka o życie dzieci musi trwać aż do momentu całkowitego wyhamowania machiny śmierci… Zło nie odpuszcza, tym bardziej my nie możemy odpuścić w walce z siłami ciemności. Bóg z nami to któż przeciwko nam… Ora et labora…

Uważasz, że to ważne? Udostępnij znajomym:

Więcej interesujących treści

Napad na uczestników różańca w Elblągu!

Grenlandzkie ludobójstwo – przymusowe sterylizacje, aborcje i kradzieże dzieci Inuitów

Kompas jutra 2026 – ogólnopolskie tournée Nowackiej pod płaszczykiem dbania o zdrowie dzieci 

List do przyjaciół: Ochrona WOŚP napadła Martę! Wykręcony bark i 50 minut na ziemi

Ochrona WOŚP napadła Martę! Wykręcony bark i 50 minut na ziemi

Czego uczy nas nawrócenie świętego Pawła?

Wesprzyj działania Fundacji!

Możemy dalej działac tylko dzięki pomocy ludzi dobrej woli. Liczymy na Ciebie. Każda złotówka, która trafia do naszej Fundacji jest wykorzystywana na walkę z cywilizacją śmierci. Jeśli uważasz, że to co robimy jest potrzebne – wspomóż nas chociaż drobnym datkiem!

. PLN
. PLN

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667

Fundacja Pro – Prawo do życia,
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22,
05-800 Pruszków

Dla przelewów zagranicznych:
IBAN PL79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Kod BIC Swift: INGBPLPW

Prosimy o podanie w tytule wpłaty także adresu e-mail.

Wesprzyj nasze akcje: