Uścisk dłoni, serdeczny uśmiech, chęć wzięcia broszur „dla rodziny”. Jedna serdeczna interakcja potrafi wynagrodzić dziesiątki bezskutecznych prób dyskredytacji naszych działań. Ale pikieta to było dopiero preludium przed tym, co miało wydarzyć się wieczorem, 22 października, na Rzeszowskim Rynku. Ta data to niechlubna i barbarzyńska rocznica „spontanicznego” wyjścia kobiet na ulice w całej Polsce, by żądać legalizacji aborcji, czyli usankcjonowania mordów na niewinnych dzieciach.
Te „całkiem spontanicznie ruchy” fundowane są z bezkresnej kieszeni indywiduów mianujących się architektami Nowego Świata. Soros, Schwab czy Fundacja Rotschildów dysponują takimi zasobami mamony, że bez trudu znajdują tych, którzy inicjują „oddolne ruchy społeczne” mające na celu wywarcie presji na rządzących by zalegalizować masowe wybijanie ludzi na każdym etapie rozwoju. Na pomniku, który stanął w 1980 roku w Georgii, zwanym Georgia Guidestones, pierwsza z inskrypcji stanowiła „Utrzymać ludzkość na poziomie 500 mln by nie zaburzyć równowagi z przyrodą”. Czy wciąż wierzycie w przypadki?
Wieczorny Rzeszów był skąpany w deszczu. Około 17:00 rozpoczęliśmy rozkładanie naszej pikiety. Umiejscowiona była vis a vis miejsca spędu „wojujących feministek”. Trzy banery o okrutnej prawdzie, jak wygląda aborcja, skierowane były w stronę młodych ludzi. Powoli zaczęli pojawiać się aktywiści, którzy nieudolnie inicjowali rozmowy z nami. Najczęściej padającym pytaniem było: „Dlaczego nie pomagacie żywym”? Jakby nie umieli czytać plakatu, który stał niewzruszony na płycie rynku kawałek od nich i informował o ocalone.org. Napisy krzyczały do mijających: „Jesteś w ciąży? Pomożemy Ci!”.
Tym, co zamykało usta tym bardzo młodym ludziom, było kontrzapytanie „Przecież to wy chcecie zabijać żywe dzieci? To jak to jest? Pomagacie czy żądacie zabijania?”. Padały argumenty o tym, że dzieci nienarodzone to nie ludzie, ale wtedy udzielaliśmy nieodpłatnych korepetycji z biologii dla pytających. Usłyszeliśmy również, że płód (pytający sam się poddał, gdy ciągiem logiczno-zdarzeniowym musiał przyznać, że to płód człowieka, więc i mały człowiek) nie żyje, dopóki się nie urodzi. Że nie oddycha w łonie matki. Że nie ma świadomości i dlatego można za niego decydować. „Czy mogę zabić człowieka w śpiączce? Przecież medycyna mówi o tym, że nie ma on wtedy świadomości. Jaka jest różnica między dzieckiem nienarodzonym a człowiekiem z utratą świadomości?” „Bo ten jeden żyje, a drugi jeszcze nie!”. Z wielką cierpliwością drążyliśmy ten beton braku wiedzy FAKTAMI, którym nie można było zaprzeczyć.
Niestety, gdy młodzi ludzie usłyszeli coś, z czym trudno było dyskutować, a nie mieściło się w ich ramach światopoglądowych, najczęściej, rzucając inwektywami, oddalali się w stronę „swoich”. Z megafonu płynął przeszywający krzyk niemowlaka, przerywany krótkimi wzmiankami o tym, czym jest aborcja, co powoduje, jak tabletki poronne zabijają dzieci. I znów ten dramatyczny krzyk dziecka, który odbijał się echem od płyty rynku…
O 18:00 spod pomnika rozległy się przeraźliwe dźwięki heavymetalowej muzyki. Uczestnicy podnieśli własnoręcznie wykonane hasła, a częścią wspólną były czerwone błyskawice i żądanie nielimitowanego dostępu do aborcji. Z nastoletnich gardeł wykrzykiwano „Solidarność i ochrona życia!” (!) „Dość opresji kobiet!”. Były i „świadectwa” odczytywane do mikrofonu. „Nie jestem bogata i nie mam pieniędzy. Musiałam mieć aborcję, bo mnie nie stać na dziecko. To wina rządzących, że tak jest!”. „Aborcja to moje prawo! Jak chcę ją mieć to i tak ją będę miała!” „Aborcje były, są i będą! Dlaczego więc nie zalegalizować?” W odpowiedzi usłyszeli między innymi: „Ataki nożowników były, są i będą! Dlaczego ich nie zalegalizować? Gwałty tak samo! Dlaczego i tych nie uczynić legalnymi?”
Przypomnieliśmy uczestnikom, że błyskawica, którą prezentują na plakatach to ta sama, którą LaVey, założyciel kościoła szatana, zamieszczał na swojej oficjalnej korespondencji. Tam wpisana była w pentagram, tutaj w diabelski napis „czarny protest”. Strona przeciwnika skąpana była w barwach czarno-czerwonych. Takie same barwy mieli Ci, którzy mordowali naszych przodków na Wołyniu. Dziś epatują nimi ludzie chcący masowych mordów na wszystkich Polakach, tych nienarodzonych. To nie przypadek. Wiec zwolenników mordowania wyglądał jak sam przedsionek piekła. Agresywna muzyka, żądanie mordowania ludzi, kuriozalne hasła powtarzane przez klakierów czy w końcu najbardziej kuriozalne twierdzenie „żądamy aborcji, bo zależy nam na żywych”!
Z drugiej strony różaniec po łacinie i wołanie Michała Archanioła z prośbą o wsparcie. Porywisty wiatr łamał nasze kije, szarpał wolontariuszami, zimny deszcz przeszywał do kości. Ale nikt z prawdziwie broniących życia nie opuścił swojego stanowiska. Przecież jesteśmy głosem tych mordowanych pacholąt. Nie mają innego… Przy śpiewaniu Salve Regina grupki powoli zaczęły się rozchodzić w różnych kierunkach. Przy egzorcyzmujących chorałach gregoriańskich protestujący zniknęli.
Walka o życie nienarodzonych nie jest starciem potężnych armii, ale konsekwentną misją garstki odważnych wojowników, którzy stają niezłomnie naprzeciw ciemności. I ratują w każdym bezbronnym dziecku przyszłość świata.
Dołącz do tej armii. Potrzebujemy właśnie Ciebie!