Przyczyną legalizacji aborcji kilkadziesiąt lat temu był nacisk środowisk aborcyjnych, które naciskały opinię publiczną, by przesunąć zainteresowanie z dziecka na matkę. Cierpienie, tortury i morderstwo dziecka miało zostać niezauważone. Miała się liczyć tylko sytuacja matki – finansowa, społeczna, psychiczna czy zdrowotna. Indoktrynacja doszła już do tego stopnia, że społeczeństwo nie reaguje dziś, gdy matka zabija, bo dziecko naruszyłoby jej plany.
Obecna sytuacja matek mordujących swoje narodzone już dzieci, jest zaledwie przedłużeniem myślenia wpajanego nam już od kilku pokoleń. Znów mamy skupić się na tym co matka czuła, a nie zajmować się horrorem, przez który przeszły dzieci. Podobnie jak w przypadku aborcji one nie pokażą się w mediach, nie krzykną, nie będą opowiadać o cierpieniu lub wołać o pomoc. Co gorsza, znieczulone sumienia ludzi już nie reagują. Jeśli nawet ktoś zabiera głos podkreślający krzywdę dzieci, to odnosi się również to potencjalnego cierpienia morderczyni.
Jak wielką jest to niesprawiedliwością! Najgorsza zbrodnia, największe wynaturzenie największej miłości jaka jest na tym świecie nie znajduje definitywnego potępienia! Matka Teresa z Kalkuty już dziesiątki lat temu ostrzegała nas: „Jeżeli matka może zabić swoje własne dziecko, co może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali”. Dziś tolerancja dla takich morderstw doszła już do tego poziomu, że wzajemne morderstwa będziemy nazywać tylko „psychotycznym epizodem”. Kodeks karny straci rację bytu, bo najgorsze zbrodnie nie będą karane, tylko traktowane jako efekt zaburzeń psychicznych. Świat zamieni się w jedną wielką cywilizację śmierci. Ten świat czeka już u naszych drzwi. Zgniećmy go, póki jeszcze mamy czas.