Pomimo wtłaczania społeczeństwu narracji, iż aborcja ratuje życie, bo matki nie umierają przy porodach, jest to zwykłe kłamstwo. Jak pokazują twarde i bezwzględne liczby, śmierć zdarza się ekstremalnie rzadko. Ryzyko zgonu u kobiet z powodu ciąży, porodu czy połogu jest w Polsce na tyle niskie, że ewentualność poniesienia śmierci w wypadku helikoptera jest bardziej realna. Obok Norwegii, Islandii czy Australii to właśnie Polska plasuje się w światowej czołówce najniższej umieralności kobiet i daleko wyprzedza większość krajów Europy Zachodniej.
A jednak środowisko „kochające kobiety i ich emancypację” systematycznie rozdmuchują pojedyncze i sporadyczne tragedie, przekształcając je w pajęczą sieć „śmiertelnego zagrożenia, jakim jest macierzyństwo”. Ich cel jest jasny – zasiać strach przed ciążą, obrzydzić piękno macierzyństwa i zalegalizować aborcję jako „prawo człowieka”. Klasyczny przykład polityki strachu.
Zarówno dane GUS, jak i WHO (tak ukochane przez wyznawców nowego kultu spod tęczowej flagi), są spójne od lat. W Polsce liczba ta jest jednocyfrowa. Nie umniejsza to faktu, że śmierć to zawsze dramat dla pozostałych członków rodziny. Nie stanowi to jednak uzasadnienia dla pokazywania naszego kraju jako takiego, gdzie kobiety masowo umierają przy porodzie. Dla porównania: około 260 tys. kobiet rocznie na świecie umiera w związku z porodem.
Strach bywa skutecznym narzędziem kontroli mas. Dlatego lewicowe media z takim namaszczeniem wyolbrzymiają i zakłamują pojedyncze przypadki zgonów, nadają im rangę problemu systemowego. Pomijają przy tym oczywisty fakt – przytłaczająca większość ciąż kończy się bezpiecznym porodem, a polska opieka perinatalna należy do najlepszych w Europie. Tylko że polskie kobiety mają się bać. Mają uwierzyć, że ciąża to zabawa w rosyjską ruletkę dwulufową bronią. Bo wtedy łatwiej sprzedać im aborcję jako prawo do decydowania o samej sobie, jako fundamentalne prawo człowieka i ochronę zdrowia.
A nienarodzone dziecko? Jak to niedawno powiedziała pewna pani doktor podczas jednej z naszych pikiet „To, co pokazujecie, to marmolada [wskazując na rozczłonowane zwłoki dziecka zabitego w 26. tygodniu ciąży]. Dziecko jest dopiero po urodzeniu. Chyba że jakoś magicznie wdmuchnęliście je do brzucha kobiety”. I tak dehumanizuje się tych najmniejszych z ludzi, a macierzyństwo odziera się z natury, piękna, powołania i zamienia w ryzyko, którego należy za wszelką cenę unikać.
Ten ideologiczny potwór nie jest troską o kobiety, tylko otwartą wojną wypowiedzianą rodzinie i życiu. Dzisiaj w Polsce rodzi się bezpieczniej niż kiedykolwiek w przeszłości – i może dlatego na tak szeroko zakrojoną skalę zamyka się porodówki? By to ryzyko świadomie zwiększać i eskalować problem ze względu na świadomy sabotaż posłańców globalistycznego bożka zagłady? Bo gdy współczesna medycyna pozwala na operacje nienarodzonych dzieci w łonach ich matek, standardy opieki okołoporodowej rosną, a system ratownictwa jest w fazie zwyżkowej, zamiast cieszyć się sukcesem, kreuje się środowisko debaty publicznej, gdzie pełnym naręczem sieję się strach i panikę.
Każda rodząca w Polsce ma prawo wiedzieć, że nie jest zakładniczką systemu. Nie jest ofiarą. Nie jest żywą tarczą dla czyhającą na nią śmierć w związku z powołaniem nowego życia na ten świat. Jest kobietą, która w bezpiecznych warunkach może urodzić swoje ukochane dziecko. Kto twierdzi inaczej, albo nie zna danych, albo celowo je zakłamuje.