Kobieta nazywa dziecko „córką”. W rzeczywistości to jej wnuczka wyprodukowana na zamówienie. Lawina kłamstw, w które wplątane jest to niewinne dziecko od momentu stworzenia w laboratorium tylko się piętrzy, a proceder traktowania kobiet jako płatnych inkubatorów staje się coraz powszechniejszym zjawiskiem dla zamożnych, którzy chcą spełnić swój kolejny kaprys.
Ta historia nie jest ckliwym i wzruszającym obrazem pragnienia posiadania potomstwa. To cmentarz etyki w całej rozciągłości. Martwy syn zostaje zredukowany do dostarczyciela materiału genetycznego, bez jego zgody. Następnie jakaś kobieta zostaje płatnym inkubatorem. Dziecko od pierwszego oddechu płaci cenę za egoizm i patologię dorosłych – zamiast matki, ma babcię, z martwym ojcem na obrazku. Kaprys. Pieniądze. Kontrakt.
Hiszpania zakazuje surogacji właśnie ze względu na fakt, iż uważane jest to za handel ludźmi. Osoba publiczna obchodzi to prawo, podróżuje na inny kontynent, wypisuje czek, bo uważa ma prawo do posiadania innego człowieka. Ot, takie współczesne niewolnictwo. Bo jak inaczej nazwać rzekome prawo do zamawiania i produkcji nowego człowieka jak towaru z platformy sprzedażowej?
To jest esencja szaleństwa. Ten kto ma pieniądze, ma wszystko czego zapragnie. I może traktować życie ludzkie jako akcesorium. Nawet jeśli Anna wciąż pozostaje w żałobie po zmarłym synu, nie usprawiedliwia to faktu instrumentalizacji życia wszystkich zaangażowanych w ten proces. Dziecko nie jest lekarstwem na ból ani sposobem na zabijanie pustki egzystencjalnej. Jest osobą, nie projektem genetycznym.
Źródło: https://www.facebook.com/….