Dorośli natomiast czują się niekomfortowo tylko wówczas, gdy zabawa ludzkim życiem dotyka ich bezpośrednio. Tak stało się ostatnio, gdy kobiecie wszczepiono zarodek innej pary.
Prof. Kurzawa komentuje, że takie pomyłki się zdarzają. Nikt nie mówi o tym, że zakwalifikowanie dziecka jako pomyłki kończy się dla niego z reguły fatalnie. Dorośli są zniesmaczeni, że nie dostarczono zamówionego produktu, ale to dziecko płaci najwyższą karę. W tym przypadku Szpital Południowy deklaruje, że dziecku, które zostało już wszczepione do macicy po prostu nie pozwolono przeżyć. Zostało „zredukowane”.
Nikt oczywiście nie mówi o dziecku, ani o jego interesie i prawach. Używa się słów, które mają ukryć jego istnienie. „Zachowano standardowe procedury operacyjne – czytamy. Do ciąży nie doszło, z uwagi na zastosowanie procedur bezpieczeństwa”. Czy śmierć dziecka ma coś wspólnego z jego bezpieczeństwem? Tymczasem Szpital Południowy „objął wsparciem” nie dziecko, ale obie pary, czyli rodziców biologicznych i tych, u których dziecko zostało wszczepione.
Nie jest to jedyny taki przypadek w Polsce. W 2014 roku w klinice ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego urodziło się dziecko niespokrewnione z matką, bo nasienie jej męża połączono z komórką jajową innej kobiety. Dodatkowo dziecko urodziło się z wadami genetycznymi. Nie wiemy co się z nim stało, ale sprawę komentuje się tak, że w tym przypadku niestety nie „zadziałały odpowiednie procedury”. Należy przypuszczać, że chodzi o to, że nie zabito dziecka w fazie prenatalnej, bo zabicie niepożądanego dziecka urodzonego jest już kłopotliwe.
Wszyscy zaangażowani w in vitro z góry zakładają, że życiem ludzkim można i należy szafować. Ich piękne słowa o dawaniu życia czy pomocy nieszczęśliwym parom są podrzędne wobec faktu, że niektórym ludziom życie się nie należy. Jest to szczególnie okrutne w sytuacji, gdy jedno dziecko jest pożądane, podczas gdy bracia i siostry tego jednego lądują w ściekach. Rodzice natomiast zgadzają się traktować swoje dziecko jako zamówiony produkt, którego najwyższą cena nie są wydane dziesiątki tysięcy, ale okup w postaci życia ich innych dzieci.