Do tragicznej strzelaniny doszło 14 maja w Buckeye w Arizonie. Według rodziny dziewczyny, chłopak zamordował ją dlatego, że odmówiła aborcji i chciała urodzić swoje dziecko.
Rylee dowiedziała się o ciąży w lutym. Choć ciąża nie była planowana, młoda dziewczyna podjęła odważną decyzję, chciała zostać mamą. Jej chłopak nie podzielał tej radości. Zamiast wesprzeć swoją dziewczynę, wybrał najgorsze rozwiązanie.
„Chciała dać dziecku życie”
Rodzina zamordowanej nastolatki podkreśla, że była gotowa na macierzyństwo. Rodzice wspominają: „Była przerażona, że będziemy na nią źli, ale powiedzieliśmy jej: jesteśmy zawiedzeni Twoim wyborem, jednak kochamy Cię i zrobimy wszystko, żeby Cię wesprzeć”. Przyszła matka bardzo cieszyła się na dziecko i deklarowała, że zajmie się nim najlepiej, jak potrafi.
Niestety ojciec dziecka miał inne plany. Według relacji bliskich, wielokrotnie jej groził, dopuszczał się przemocy fizycznej i groził jej śmiercią. Dziewczyna zgłaszała to na policję. Była nawet w posiadaniu dowodów, że chłopak przykładał jej pistolet do głowy. Funkcjonariusze zignorowali powagę zgłoszeń. Właściwie nie zrobili nic by zapobiec mającej się wydarzyć tragedii. Stwierdzili, że nie ma wystarczających przesłanek by podjąć interwencję w stosunku do agresora, zaś przerażonej dziewczynie zaproponowali… uruchomienie procedury sądowego zakazu zbliżania się do niej.
14 maja Sanchez dopuścił się bestialskiego aktu. Zastrzelił Rylee i ich nienarodzone dziecko. W tej samej strzelaninie ranił też dwie inne kobiety, w tym 17-letnią ciężarną nastolatkę, która była przyjaciółką ofiary.
Aborcja zawsze jest morderstwem
Rylee nie chciała aborcji. Chciała życia dla swojego dziecka. Za to pragnienie zapłaciła najwyższą cenę. Dlatego, że dziecko było przeszkodą dla ojca, który chciał „pozbyć się problemu”. Którego niedojrzałość na przyjęcie naturalnej konsekwencji zainicjowania współżycia doprowadziła do tragedii wielu osób. Bo to nie tylko zabójstwo dwóch istnień, ale cierpienie tych, którzy muszą żyć z tym koszmarem.
Dlaczego główne media o tym milczą? Bo taka historia burzy piękną narrację, że aborcja to „bezpieczna i konieczna opcja”, „prawo kobiet” i „rozwiązanie”. Kiedy matka chce życia dla swojego nienarodzonego dziecka, a ojciec wybiera śmierć – wizja „prawa człowieka do samostanowienia” ukazuje swe szpetne oblicze.
Przez lata ostrzegaliśmy: aborcja nie kończy się na zabijaniu dzieci. Ona niszczy relacje, dehumanizuje ojcostwo i macierzyństwo, a w ostatecznym rozrachunku prowadzi do tragedii. Dziś widzimy tego skutki – matki giną, dzieci są ofiarami zmasowanego ludobójstwa, zaś rodziny zostają same z bólem.
Rylee Montgomery chciała być mamą. Zamiast tego stała się kolejną ofiarą kultury śmierci, w której nienarodzone dziecko jest „przeszkodą”, a jego życie „problemem, którego można się pozbyć” w jakikolwiek sposób, byle skuteczny.
Aborcja zawsze zabija.
Źródło: https://www.lifenews.com/…