Według informacji ujawnionych publicznie przez proaborcyjną aktywistkę Justynę Wydrzyńską, powodem okazał się fakt, że rodzice spodziewali się bliźniąt, choć planowali tylko jedno dziecko. Ciąża była chciana i planowana. Nie zgadzała się wyłącznie… liczba dzieci.
Sprawa wywołała oburzenie nie tylko wśród osób opowiadających się za życiem. W praktyce bowiem chodziło o to, które z poczętych dzieci ma żyć, a które ma zostać zabite jeszcze przed narodzinami. „Czasem jest mi wstyd, że jestem za aborcją…” – napisała piosenkarka Dorota „Doda” Rabczewska. Po raz kolejny, po sprawie „Felka” słychać było wśród mainstreamu, że granice zostały przekroczone.
Tyle że one zostały przekroczone już dawno. Już wtedy, gdy pozwoliliśmy na to, by choć jedno dziecko legalnie zostało zabite w polskim szpitalu i gdy pozwoliliśmy na to, by przestępcy aborcyjni z killing teamu pozostali bezkarni, mimo swojej okrutnej działalności. Dziś po prostu aborcyjny walec toczy się dalej, pochłaniając kolejne ofiary. Na nienarodzonych się nie skończy. Zabijanie będzie kontynuowane, dopóki jasno nie powiemy, że zabicie każdego człowieka jest złem i powinno być traktowane jako przestępstwo.
Źródło: https://www.niedziela.pl/…