Jesse swój morderczy rajd rozpoczął od zabicia dwóch osób, zanim ostatecznie dotarł do swojego celu, liceum w Tumbler Ridge, do którego uczęszcza około 200 uczniów. Służby prowadzące śledztwo na początku nazywały sprawcę „gun person” (osobą z bronią), aby uniknąć posądzenia o używanie języka nacechowanego płciowo i by nie urazić uczuć 18-letniego mężczyzny, który właśnie bezprawnie odebrał życie wielu ludziom i zostawił ich rodziny w rozpaczy.
Zamiast domagać się sprawiedliwości, nacisk położono na używanie „poprawnego” języka. Wujek sprawcy, Russell G. Strang, potwierdził, że jego siostrzeniec był transwestytą i używał żeńskich zaimków. Kanadyjska policja poinformowała, że Jesse rozpoczął proces okaleczania ciała już 6 lat wcześniej, czyli gdy miał 12 lat. Pojawiły się również informacje, że Jesse zamordował własną matkę.
Jesse Strang (znany też jako Jesse Van Rootselaar) stał się nie tylko sprawcą tej masakry, ale przede wszystkim kolejną ofiarą systemu. Który zamiast realnej pomocy psychiatrycznej i psychologicznej eksperymentował na zagubionym, 12-letnim dziecku przepisując mu blokery płci i hormony. To matka – która sama była wielką orędowniczką i zwolenniczką ideologii transpłciowości – pozwoliła na odebranie niewinności własnemu dziecku poprzez wydanie zgody na rozpoczęcie „tranzycji” jej syna w tak młodym wieku.
Potem cały system (lekarze, terapeuci, aktywiści, politycy) aktywnie w tym partycypował, blokując jakąkolwiek inną formę pomocy, gdy zaburzenie psychiczne przejęło kontrolę nad życiem tego młodzieńca. W Kanadzie (podobnie jak w wielu innych krajach Zachodu) krytyczne spojrzenie na „tranzycję” u nieletnich i próba rozmowy o potrzebie pogodzenia się z własną płcią biologiczną jest już traktowane jako „terapia konwersyjna” i podlega karze ( w Kanadzie do 5-ciu lat więzienia).
Efekt tej manipulacji młodymi ludźmi jest tragiczny i przewidywalny: głębokie, często nieodwracalne spustoszenie psychiczne, eskalacja zaburzeń, poczucie beznadziei, a w skrajnych przypadkach – agresja skierowana na zewnątrz. Politycy, którzy forsują „afirmację płciową” za wszelką cenę, „poprawni politycznie” psychiatrzy i endokrynolodzy, którzy przepisują hormony dzieciom bez gruntownej diagnostyki różnicowej, oraz ideolodzy, którzy uciszają wszelkie wątpliwości – mają krew niewinnych dzieci z Tumbler Ridge na rękach. To nie „transwestyta” sam z siebie stał się mordercą. To system, który okaleczył jego umysł i ciało, a potem zostawił go samego sobie z konsekwencjami, ponosi współodpowiedzialność za tę masakrę.
Mamy tu do czynienia z kolejnym przypadkiem, w którym ludzi mordują osoby zmagające się z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. A media milczą. Dlaczego? Bo sprawca nie wpisuje się w ich szablonowy obraz mordercy: białego, heteroseksualnego mężczyzny o konserwatywno-chrześcijańskich poglądach.
Mordercą jest osoba, która sama stała się ofiarą systemu imputującego, że możemy się czuć tym kim (lub czym) na daną chwilę chcemy, a otaczający nas świat ma w milczeniu i z pełną aprobatą przyjąć te fanaberie. Bo zamiast pomocy psychiatrycznej czy psychologicznej na tacy podawane są blokery płci. Bo system zamiast pomagać, to okalecza. A ci, którzy zostali skrzywdzeni bardzo często będą krzywdzić innych. Osoby poddane eksperymentom, bo takimi niewątpliwie są tzw. terapie hormonalne dla chcących zaprzeczyć prawdzie o swojej płci, faszerowane są medykamentami, które nie tylko powodują zaburzenia w biologii ich organizmów, ale prowadzą do bardzo głębokich (a często nieodwracalnych) zaburzeń psychicznych.
Zagubieni w matni „inkluzywności” i „otwartości” dzisiejszego świata na wszelkie dewiacje potrzebują prawdziwej, profesjonalnej pomocy, która pomoże im się uporać z wszelkimi bolączkami. W przeciwnym razie cierpią nie tylko oni, ale i ludzie wokół nich. Jeśli nie możemy im fizycznie pomóc, uświadamiajmy społeczeństwo, czym jest demon tranzycji. I módlmy się o ich nawrócenie. Tylko z Bożą pomocą mogą wrócić na właściwą drogę.
Źródło: https://www.lifesitenews.com/…