List do przyjaciół: Nie boimy się konfrontacji. „Lekarz potrzebny jest chorym”

Spotkania w gronie myślących tak samo, są bezpieczne, ale nikogo nie przekonują i nie ratują życia. Dlatego wychodzimy na ulice. Nagranie z brutalnego napadu "ochroniarzy" WOŚP na Martę, które opublikowaliśmy w poniedziałek, wywołało oburzenie tysięcy internautów. Ten bandycki atak nie był jednak odosobnionym incydentem lub wynikiem nerwowości kilku nadgorliwych osiłków. Był to fragment systemowej walki z prawdą o aborcji, którą zwolennicy zabijania dzieci toczą z naszą Fundacją od lat.

Aby zrozumieć przyczyny tej nienawiści cofnijmy się w czasie – do lat 2009 i 2012. Środowiska związane z lewicą, WOŚP i Jerzym Owsiakiem wielokrotnie udowadniały, że nie mają argumentów, więc sięgały po pięści, przemoc fizyczną i terror. Udawali silnych, ale w rzeczywistości byli słabi i bali się. Wiedzieli, że jeden baner pokazujący prawdę o aborcji potrafi zniszczyć lata ich kłamliwej propagandy o „wyborze”, „prawach kobiet” i „zlepku komórek”. Dlatego od lat reagują furią na działania naszej Fundacji. Proszę przeczytać historię tej wściekłości i wesprzeć nasze działania prawne w celu doprowadzenia do skazania sprawców napaści na Martę.

Atak na Martę, podczas finału WOŚP w Rzeszowie, to kolejna odsłona długiej wojny cywilizacyjnej, której stawką jest życie dzieci i sumienia Polaków. Aby zrozumieć przyczyny tej nienawiści i strachu przed prawdą, cofnijmy się w czasie.

W 2009 roku podczas organizowanego przez WOŚP festiwalu Woodstock doszło do wydarzeń, o których głośno było we wszystkich mediach całym kraju. To właśnie wtedy wielu Polaków po raz pierwszy usłyszało o naszej Fundacji. Nasi wolontariusze zorganizowali wystawę antyaborcyjną na Woodstocku, aby za jej pomocą dotrzeć do młodzieży. Po kilku godzinach, nocą, grupa aktywistów, z twarzami szczelnie zasłoniętymi kominiarkami, uzbrojona w noże i pałki, sterroryzowała obecnych i zniszczyła wystawę, a następnie wróciła na teren festiwalu.

Agresja nie była spontaniczna. Napad był zaplanowany i zorganizowany. Napastnicy doszczętnie pocięli i zniszczyli naszą wystawę, bo prawda o aborcji była dla nich nie do zniesienia. Widok dzieci-ofiar aborcji burzył ich „święty spokój”, „dobry nastrój” i „fajną zabawę” na Woodstocku. Kiedy następnego dnia liczne media zgromadziły się, aby opisać i pokazać zniszczenia wystawy, dzieła dewastacji dokończył „Pokojowy Patrol” WOŚP.

Do kolejnych represji doszło na Woodstocku w 2012 roku. Wtedy to nie zamaskowani bandyci, ale umundurowani policjanci, działając „na polecenie z góry”, rozbili naszą legalną, pokojową akcję informacyjną na temat aborcji podczas festiwalu.

Dlaczego wracam do tych historii? Dlaczego przypominam rok 2009 i 2012 w kontekście tego, co stało się w niedzielę w Rzeszowie?

Ponieważ te wydarzenia są kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się dzisiaj. Kolejne napady, ataki, prześladowania, niszczenie naszych wystaw, agresja wobec Marty i innych wolontariuszy – to wszystko nie dzieje się bez przyczyny. Przemoc to reakcja na naszą skuteczność.

Zło nie atakuje tam, gdzie nie ponosi strat. Zwolennicy aborcji nie wściekaliby się tak bardzo, gdyby nasze akcje były nieskuteczne. Agresja, z którą się spotykamy, jest dowodem na to, że prawda o aborcji dociera tam, gdzie boli najbardziej – do uśpionych sumień.

Pamiętam gdy z grupą naszych wolontariuszy jechaliśmy na Woodstock w 2012 roku. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, zobaczyliśmy tłumy półnagich, naćpanych i pijanych ludzi leżących na ziemi. Panował chaos. Baliśmy się. Myśleliśmy, że zostaniemy zmasakrowani przez tłum. Wydawało się, że całe to miejsce jest całkowicie opanowane przez ciemność i nie będzie tu miejsca na żadną refleksję.

Tymczasem, po rozpoczęciu naszej akcji i rozstawieniu plakatów z prawdą o aborcji w samym centrum Woodstocku, doświadczyliśmy czegoś zupełnie innego. Owszem, była agresja, ale mnóstwo reakcji uczestników Woodstocku było pozytywnych. Pojawiły się liczne pytania, komentarze i dyskusje. Widać było, że młodzi, pogubieni i zindoktrynowani ludzie, często odurzeni alkoholem i narkotykami, w głębi serca szukają prawdy.

Z drugiej strony negatywne komentarze na temat naszej akcji, podparte wyzwiskami i agresją, świadczyły o skuteczności naszej taktyki. Widzieliśmy to szczególnie wyraźnie wtedy, gdy ktoś głośno i wulgarnie dawał do zrozumienia, iż nie chce patrzeć na prawdę o aborcji. Tłumaczenia, że widok ofiar aborcji jest bulwersujący i „psuje zabawę” na festiwalu, były jedynie rozpaczliwymi próbami zagłuszania własnego sumienia. Przecież ci sami młodzi ludzie o wiele gorsze, brutalniejsze widoki oglądają na co dzień w filmach czy grach komputerowych. Tam krew ich nie razi. Razi ich tylko krew niewinnych dzieci zabijanych w aborcji, bo ta krew jest wyrzutem ich sumienia. 

Zawsze w takiej chwili w człowieku trwa wewnętrzna walka, która może zaowocować radykalną przemianą. I to jest właśnie sedno działalności naszej Fundacji.

Medialni celebryci wspierający aborcję, pro-aborcyjni politycy, aktywiści radykalnej lewicy i aborterzy doskonale wiedzą, że nasze akcje są skuteczne. Wiedzą, że jeden baner pokazujący dziecko-ofiarę aborcji potrafi zniszczyć lata ich kłamliwej propagandy o „wyborze”, „prawach kobiet” i „zlepku komórek”. Wiedzą, że prawda ma siłę kruszenia najtwardszych serc. Dlatego reagują furią, nasyłają na nas bojówki w kominiarkach, straszą nas policją i organizują „ochronę” swoich imprez.

Oni się boją. Boją się prawdy, którą niesiemy Polakom.

My z kolei kierujemy się słowami Pana Jezusa: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17).

Nie zamykamy się w salkach parafialnych i nie organizujemy zamkniętych spotkań „pro-life”, na których przekonujemy ludzi już przekonanych, gdzie wszyscy kiwają głowami i zgadzają się z nami. Takie działania są wygodne i bezpieczne, ale to nie jest misja naszej Fundacji.

My idziemy tam, gdzie jest „choroba”, czyli sumienia zainfekowane aborcyjną propagandą. Organizujemy nasze kampanie społeczne w przestrzeni publicznej – na ulicach miast, pod szpitalami, a także na takich imprezach jak Woodstock czy wydarzenia WOŚP. Jesteśmy tam, gdzie gromadzą się duże grupy ludzi będących pod silnym wpływem medialnej i pro-aborcyjnej propagandy. Ludzi oszukanych przez media, polityków i aktywistów. Ludzi, którzy myślą, że aborcja to nic takiego.

To ich serca chcemy przemienić. To o ich dusze toczy się walka!

I właśnie dlatego nas prześladują i usiłują nas wypchnąć z przestrzeni publicznej – ponieważ wchodzimy na teren wroga i „wyrywamy” sumienia kolejnych Polaków ze szponów aborcjonistów.

Niedzielny napad na Martę w Rzeszowie był kolejną odsłoną tej nienawiści. Od lat wiemy, że każdy taki atak, pozostawiony bez odpowiedzi, rozzuchwala agresorów. Dlatego podejmujemy już kroki prawne, aby pociągnąć do odpowiedzialności sprawców napadu. Jednak walka na drodze sądowej jest kosztowna.

Miesięczne koszty samej tylko ochrony prawnej naszych działaczy to obecnie ponad 10 000 zł. Do tego dochodzą koszty postępowań, logistyki, dojazdów na rozprawy itp. To duże obciążenie finansowe, ale jest ono konieczne, jeśli chcemy zapewnić bezpieczeństwo naszym wolontariuszom i skutecznie walczyć o sprawiedliwość.

Dlatego proszę Państwa o wsparcie finansowe, które nie tylko umożliwi nam dalsze działanie, ale będzie również wyrazem solidarności z naszymi wolontariuszami, którzy codziennie stają twarzą w twarz z agresywnymi napastnikami i głoszą prawdę, która ratuje życie. Wsparcie to sygnał dla Marty i innych naszych działaczy: Nie jesteście sami. Jesteśmy z wami!

Proszę, aby przekazali Państwo 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaka jest obecnie dla Państwa możliwa, i umożliwili nam w ten sposób podjęcie niezbędnych działań prawnych oraz organizację kolejnych akcji w przestrzeni publicznej.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunku

Uważasz, że to ważne? Udostępnij znajomym:

Więcej interesujących treści

Napad na uczestników różańca w Elblągu!

Babcia w kajdankach za napis „Przymus jest przestępstwem”, czyli jak wygląda wolność słowa we współczesnej Europie

Karin Struck – kobieta, która odważyła się powiedzieć prawdę

Zamiast pomocy – śmierć na receptę. Tragiczna historia Wendy Duffy

Homozagłada w akcji – bestialstwo, które lewica nazywa „rodziną”

Dlaczego wasza wrażliwość jest wybiórcza?

Wesprzyj działania Fundacji!

Możemy dalej działac tylko dzięki pomocy ludzi dobrej woli. Liczymy na Ciebie. Każda złotówka, która trafia do naszej Fundacji jest wykorzystywana na walkę z cywilizacją śmierci. Jeśli uważasz, że to co robimy jest potrzebne – wspomóż nas chociaż drobnym datkiem!

. PLN
. PLN

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667

Fundacja Pro – Prawo do życia,
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22,
05-800 Pruszków

Dla przelewów zagranicznych:
IBAN PL79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Kod BIC Swift: INGBPLPW

Prosimy o podanie w tytule wpłaty także adresu e-mail.

Wesprzyj nasze akcje: