8 kwietnia w Warszawie rozpoczął się proces Justyny W. oskarżonej o pomocnictwo w aborcji. Oskarżona zajmuje się dostarczaniem środków poronnych od dawna, a od kilku lat robi to pod szyldem Aborcyjnego Dream Teamu. Mimo że uprawia swój proceder publicznie i na masową skalę, pozostaje bezkarna, wykorzystując stworzone w 1997 roku luki w kodeksie karnym.

Choć zgodnie z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego z lat 1997 i 2020 Rzeczpospolita Polska powinna zapewnić dzieciom poczętym prawną ochronę życia, konstrukcja artykułu 152 kk powoduje, że skazanie handlarzy pigułek śmierci za pomocnictwo w aborcji jest praktycznie niemożliwe. Czasami wpadają płotki handlujące pigułami śmierci na drobna skalę. Rekiny biznesu przyznające się publicznie do pomocy w tysiącach aborcji pozostają bezkarne.

Do tej właśnie kategorii należy Justyna W., która publicznie przyznawała się do pomocy w tysiącach aborcji. Wcześniej bezkarność zapewniali jej potężni protektorzy, którzy przy każdej próbie zakłócenia biznesu śmierci wywoływali wrzawę w mediach i międzynarodowych środowiskach aborcyjnych. Tym razem W. została postawiona przed sądem ponieważ nie zachowała standardów pracy handlarza i osobiście przekazała pigułki mające zabić dziecko.

Uwolnić Barabasza – uwolnić aborterkę z killing teamu

Proces sądowy stał się okazją dla propagandy aborcyjnej. Zebrany przed sądem tłumek domagał się uwolnienia aborterki, choć nikt jej nie uwięził. Handlarka śmierci była przedstawiana jako bohaterka. Zgromadzeni przed sadem wznosili okrzyki „Cześć i chwała aborterkom”, deklarowali pomoc w aborcjach legalnych i nielegalnych, wznosili wulgarne okrzyki. Zachowanie rozwrzeszczanej tłuszczy przywodziło na myśl tłum, który domagał się uwolnienia Barabasza. Wprawdzie pod sądem nikt nie wołał ukrzyżuj, ale symptomy nienawiści ze strony aborcjonistów były wyraźne. Część przyjaciół Barabasza używała szatańskiej symboliki, a nienawiść do dzieci mordowanych przez aborcję wyrażali słownie.

Od scen przed pretorium Piłata wydarzenia współczesne różniła obecność grupy obrońców mordowanych dzieci. Odmawialiśmy różaniec i opisywaliśmy tortury, jakim poddawane są ofiary aborcji. Wywoływało to wściekłość aborcjonistów, którzy obrzucali nas wyzwiskami i rwali się do rękoczynów.

Jeden z nich wyzywał i odgrażał się wolontariuszom oraz zapowiadał spalenie furgonetki. Policjanci zachowywali się wobec agresorów niezwykle delikatnie, choć ci zachowywali agresywnie również wobec policjantów. Żaden z agresorów nie został zatrzymany. Dzisiejsi „przyjaciele Barabasza” mają bowiem potężnych protektorów. Media masowe przestawiają aborcjonistów jako ludzi szlachetnych, którzy starają się pomóc innym. Instytucje międzynarodowe wspierają mordy prenatalne. Polscy politycy, teoretyczne przeciwni aborcji, boją się narazić potężnej mafii. Policjanci to wiedzą, w związku z tym nie chcą narażać swojej kariery. Przyjaciele Barabasza są pod ochroną.

Dzieci poczęte są mordowane na masową skalę.

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN