Zbiórkę wspominam... bardzo dobrze. Od samego początku czuć było, że szykuje się wielkie dzieło. Przygotowywaliśmy się do całej akcji na kilka miesięcy przed rozpoczęciem zbierania podpisów. Chciałam, żeby sam czas trzech miesięcy zbiórki był wykorzystany jak najlepiej od samego początku. Tak też odczuwali to liderzy komórek lokalnych Fundacji Pro - prawo do życia. Właściwie to widać było, że już nie możemy się doczekać, by ruszyć ze zbiórką kolejny raz, tym razem z jeszcze większą nadzieją, że uda się faktycznie powstrzymać legalne w Polsce mordowanie niewinnych dzieci w łonach matek.

Jak wspominasz tegoroczną zbiórkę podpisów?

Zbiórkę wspominam… bardzo dobrze. Od samego początku czuć było, że szykuje się wielkie dzieło. Przygotowywaliśmy się do całej akcji na kilka miesięcy przed rozpoczęciem zbierania podpisów. Chciałam, żeby sam czas trzech miesięcy zbiórki był wykorzystany jak najlepiej od samego początku. Tak też odczuwali to liderzy komórek lokalnych Fundacji Pro – prawo do życia. Właściwie to widać było, że już nie możemy się doczekać, by ruszyć ze zbiórką kolejny raz, tym razem z jeszcze większą nadzieją, że uda się faktycznie powstrzymać legalne w Polsce mordowanie niewinnych dzieci w łonach matek.

Co Ci najbardziej zapadło w pamięć podczas zbiórek?

Wbrew pozorom, w pamięć wcale nie zapadły mi najbardziej ataki na wolontariuszy. Najpiękniejszym aspektem tegorocznej akcji byli nowi, aktywni obrońcy życia. To niesamowite, ale często było tak, że gdy przychodziłam na pikietę, poznawałam młodych, pełnych zapału nowych wolontariuszy, którzy zgłaszali się do pomocy i z nami działali. Po prostu dołączali do nas, zakładali żółte koszulki i zachęcali przechodniów na ulicy do składania podpisu w obronie życia.
Jeden z naszych wolontariuszy w Krakowie zgłosił w jednym miesiącu 30 pikiet ze zbiórką. To był szok, ale ten dzielny człowiek zrobił to, bo wiedział, że musimy wykorzystać daną nam szansę na zmianę prawa.

Co różniło tę zbiórkę od poprzednich?

To, że podczas tegorocznej akcji jestem w ciąży, więc nie przyjmuję takiego myślenia, że ktoś mógłby zabijać takie maleństwa, jak moje.
A tak pod względem samej zbiórki… Może zabrzmi to górnolotnie, ale w tym roku było widać bardzo zdeterminowanie wolontariuszy, mimo wielu przeciwności. Wydaje się, że tych przeciwności w tym roku było znacznie więcej niż w poprzednich latach. Były wzmożone ataki bezsilnych aborcjonistów, którzy widząc, jak śmiało zmierzamy ku zwycięstwu, wpadali w panikę. Były trudności w zbiórkach pod kościołami i we wspólnotach. Takich rzeczy nie da się przewidzieć i bardzo mocno we wszystkich uderzały. W poprzednich latach nie było takich problemów. Pomimo to, gdy spotykaliśmy się, by planować kolejne działania, była pełna gotowość i zaangażowanie wszystkich. Przeciwności sprawiały, że się jednoczyliśmy. Śmiało szukaliśmy miejsc, w których skutecznie będziemy mogli prowadzić zbiórkę. Wszyscy wiedzieli, że robią to dla tych bezbronnych dzieci i że nie mogą się poddać i trzeba działać.

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować: