Walczymy o człowieka – nie z człowiekiem. Czyli dlaczego nie odpowiadamy agresją na agresję?

Walczymy o człowieka – nie z człowiekiem. Czyli dlaczego nie odpowiadamy agresją na agresję?

W ciągu ostatnich tygodni widać było wzmożone zainteresowanie aktywnym działaniem po naszej stronie. Dzięki ludziom dobrej woli nastąpiła szybka reakcja w sprawie poznańskich studentek, które groziły pacjentkom pro-life. Również dzięki Wam warszawska restauracja napisała przeprosiny w sprawie małżeństwa, które nie zostało obsłużone za poglądy pro-life.

Można powiedzieć, że „milcząca większość” przemówiła i zaczyna wychodzić z cienia, w który chciał ją usunąć mainstream. Wyraźnie pokazujecie, że nie ma w Was zgody na krzywdzenie osób, które są za życiem i przeciw seksualizacji. Rodzice w szkołach otwarcie sprzeciwiają się seksedukacji. Pikiety w obronie Michała Sz. spotykały się ze spontanicznym sprzeciwem. Coraz częściej też padają pytania o działania w ramach Fundacji.

To, że przestaliście milczeć niezmiernie cieszy. Szczególnie, że ataki z drugiej strony nie ustają. Niejednokrotnie mamy do czynienia z agresją, a ta wywołuje również wśród obrońców dzieci chęć odwetu. W komentarzach czytamy czasem pytania: „Dlaczego mu nie oddaliście?” „Dlaczego go nie pobiliście?” albo wręcz groźby „Ja bym go na Waszym miejscu ***”.

Dlaczego „mu nie oddajemy”?

Zdarza się, na szczęście coraz rzadziej, że ze strony obrońców życia pada komentarz wobec agresora: „Szkoda, że matka go nie usunęła„. Otóż: nie, nie szkoda. Bardzo dobrze, że miał prawo się urodzić. Oczywiście, jeśli złamał prawo, powinien ponieść konsekwencje, ale nie możemy odbierać mu, nawet w niefrasobliwym komentarzu, prawa do życia.

Agresja lewicy szkodzi lewicy. O ile oczywiście nie zezwolimy na jej eskalację i staniemy w obronie naszych wartości. Agresja słowna Adrianny Palus i Karoliny Stachowiak nie zaszkodziła nam, a im samym. Wystarczyły Wasze spokojne, ale zdecydowane działania. Nie trzeba było żadnej agresji.

Jeśli więc będziemy agresywni – czy to w komentarzach, czy na ulicy, dając się sprowokować podczas rozmaitych manifestacji, zaszkodzimy wyłącznie sobie i wartościom, których chcemy bronić.

Brak agresji nie oznacza braku działań

Działajmy więc, bo to ważne. Szczególnie teraz, gdy tęczowa rewolucja oraz naciski proaborcyjnego lobby wciskają się drzwiami i oknami. Sprzeciwiajmy się – w szkole, na uczelni, w miejscu pracy. Nie bójmy się. Nie jesteśmy sami.

A przede wszystkim, warto przytoczyć słowa, które padły podczas manifestacji w Gdańsku: „Warto sobie zadać pytanie – czy nasze wartości, nasze relacje, związki, małżeństwa są na pewno oparte na wartościach, które chcemy szerzyć? Są oparte na miłości do Boga i bliźniego? Na szacunku do drugiego człowieka? Czy walczymy, bo chcemy wyśmiać, skrzywdzić drugiego człowieka? Czy też uratować jego oraz nasze własne rodziny i dzieci? Pamiętajmy, że chcąc zmieniać świat, trzeba nieustannie dążyć do zmiany na lepsze, również, a nawet przede wszystkim siebie.

Brak agresji nie oznacza braku działań. Zachęcamy więc, by do nas dołączyć już teraz. Można to zrobić, wypełniając formularz albo zgłaszając się na kurs.

Jak pokazały ostatnie dni, ludzi dobrej woli jest mnóstwo. Nie dajmy się nabrać tym, którzy twierdzą, że tylko wyzwiskami i pięścią możemy coś osiągnąć!

Zobacz również: https://stronazycia.pl/jak-rozmawiac-ze-zwolennikami-aborcji/

Popierasz to co robimy?

Wesprzyj nasze akcje

Także mogą Cię zainteresować: