W miniony weekend w Krakowie odbyły się aż trzy pikiety. Pierwsza z nich miała miejsce w piątek pod Szpitalem im. Gabriela Narutowicza. Rozpoczynała ona w naszym mieście ogólnopolską akcję "Szpitale bez aborterów".

W miniony weekend w Krakowie odbyły się aż trzy pikiety. Pierwsza z nich miała miejsce w piątek pod Szpitalem im. Gabriela Narutowicza. Rozpoczynała ona w naszym mieście ogólnopolską akcję „Szpitale bez aborterów”.

Przebiegła bez większych zakłóceń, co jakiś czas ktoś z przechodniów standardowo rzucał nam prześmiewcze spojrzenia, czasami uzupełniał je drwinami i pytaniami w stylu „Czy wy jesteście normalni?”. Są to najczęściej zaczepki osób, które wcale nie chcą dyskutować. Rzucają złośliwy tekst nie zwalniając kroku i nie czekając na odpowiedź.

W pewnym momencie podeszła do nas kobieta z maleńkim dzieckiem na rękach i donośnym głosem oświadczyła, że to co robimy jest wykroczeniem i z pewnością spotkamy się w sądzie. Następnie stanęła przed naszymi banerami z wydrukowaną kartką, na której napisane było „#zdalaodszpitala”, a jej koleżanka zrobiła zdjęcie. Kobiety szybko odeszły, również nie wdając się w dyskusję. Jak dowiedzieliśmy się później, była to akcja #zdalaodszpitala zorganizowana przez partię Razem jako odpowiedź na „Szpitale bez aborterów”.

Następnego dnia odbyła się pikieta na Rynku Głównym. Nic nie zapowiadało, że będą to naprawdę ciężkie dwie godziny, jednak gdy zjawiliśmy się na miejscu, okazało się że w tym samym czasie na Rynku zgromadzili się członkowie Komitetu Obrony Demokracji.

Od razu po tym, jak rozłożyliśmy plakaty i włączyliśmy megafon, wokół nas zebrało się mnóstwo osób z KOD-u. Byli tak rozwścieczeni naszą obecnością, że atakując nas nie przebierali w słowach. W pewnej chwili krzyczało do mnie kilka osób na raz, domagając się wyłączenia megafonu i usunięcia plakatów. Z taką agresją nie spotkałam się chyba nigdy wcześniej. Pewien mężczyzna krzyczał mi w twarz, że życzy mi, abym została zgwałcona przez dziesięciu uchodźców! Nasi przeciwnicy wrzeszczeli, przeklinali i wyzwali nas od najgorszych, jednocześnie pytając nas (o ironio!) czy nie jest nam wstyd. Było mi wstyd, wstyd za te osoby, które w tak wulgarny sposób wyrażały swój sprzeciw wobec naszych działań. Tak intensywne ataki trwały ok. 45 minut, dopóki wiec KOD-u się nie rozszedł. Kolejna godzina minęła już dużo spokojniej, choć nie brakowało standardowych zaczepek jak i na szczęście licznych słów wsparcia.

W sobotę byliśmy także świadkami sytuacji, która na nas wszystkich wywarła ogromne wrażenie. Zobaczyliśmy matkę z dwójką dzieci w wieku ok. 3 i 4 latka. Kucnęła ona przed naszymi plakatami i wskazując na nie ręką, tłumaczyła coś dzieciom. Dzieci były spokojne, z uwagą przyglądały się zdjęciom. Po chwili jedna z naszych wolontariuszek podeszła do kobiety i z ciekawości zapytała, co mówi do swoich pociech. Okazało się, że matka tych dzieci z całkowitym spokojem i szczerością tłumaczyła im czym jest aborcja. Była na tyle otwarta przed swoimi dziećmi, że wytłumaczyła im nawet, że kiedy poroniła ich siostrzyczkę bądź braciszka, to dziecko to było wielkości takiej jak abortowane dzieci na plakatach. Wtedy chłopczyk klęknął patrząc na zdjęcia zamordowanych dzieci i gdy nasza wolontariuszka zapytała, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że trzeba się za te dzieci modlić.

Najczęstszym zaobserwowanym przeze mnie zarzutem wobec nas jest też fakt, że dzieci oglądają drastyczne zdjęcia, które prezentujemy na plakatach. Na nic zdają się tłumaczenia, że odczucia dzieci są uzależnione od reakcji ich rodziców. Powyżej opisana sytuacja jest najlepszym przykładem na to, że odpowiednie podejście do dziecka jest w takiej sytuacji kluczowe. Niejednokrotnie widzieliśmy też sytuacje, w których matka z dzieckiem na ręku krzyczała na nas, mówiąc, że jej dziecko się boi. Wtedy faktycznie dziecko było wystraszone, ale nie tyle drastycznymi zdjęciami, co zachowaniem swojej matki.

Opór, z jakim spotykamy się podczas naszych działań uświadamia nam, jak wiele pracy jeszcze przed nami. Nie jest to dla nas jednak demotywujące, wręcz przeciwnie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że obrona życia ludzkiego wymaga wielu poświęceń, a przede wszystkim wytrwałości.

 

[author] [author_image timthumb=’on’]https://proprawodozycia.pl/wp-content/uploads/2017/03/diana-dobrzańska.jpg[/author_image] [author_info]Diana Dobrzańska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia[/author_info] [/author]

 

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN