Jestem kobietą, jestem w 22 tygodniu ciąży. Odeszły mi wody. Jadę do szpitala, żeby ratować swoje dziecko i być pewną, że i ja jestem bezpieczna. Mam nadzieję, że lekarze zrobią wszystko, żeby moje maleństwo przeżyło i urodziło się zdrowe. Proszę wszystkich o pośpiech, martwię się.
Dowiaduję się, że dziecko zmarło. Przeżywam żałobę, czuję się źle. Spotykam się ze znieczulicą lekarzy. Nikt się mną nie interesuje. Nie wiem co będzie dalej. Myślę o swoim dziecku, którego już nie ma, ale które jeszcze znajduje się w moim łonie. Czuję się coraz gorzej, mam dreszcze, kołatanie serca, wszystko mnie boli, w końcu pewnie też tracę przytomność. Tak wygląda narastający stan zapalny, rozwijająca się sepsa.
Lekarze nie zauważyli krytycznego stanu Izabeli aż było za późno. Gdyby monitorowali stan jej zdrowia, to pewnie podaliby odpowiednie leki i przyspieszyliby poród martwego dziecka. Nie zrobili tego, bo zaniedbali pacjentkę. I za to pójdą do więzienia.
A Izabela, choć pewnie nigdy w jej głowie nie pojawiło się słowo ABORCJA, została przez proaborcyjne hieny wykorzystana do promocji mordowania dzieci.
Zauważmy, że gdyby dziecko Izy po odejściu wód cały czas żyło, a u niej samej narastałby stan zapalny, lekarze, aby ratować matkę i dziecko, również powinni wywołać poród. I również nie byłaby to aborcja, tylko uzsadaniona próba ratowania obojga. Mówienie w kontekście tej sprawy o aborcji jest całkowitym kłamstwem i manipulacją.
Ewakuacja martwego dziecka to nie aborcja.
Ratowanie dziecka przy sepsie u matki przez wywołanie porodu to nie aborcja.