Na pikiecie w poniedziałek 22 czerwca słyszeliśmy pytanie, dlaczego stoimy właśnie pod Szpitalem Miejskim w Rudzie Śląskiej? To sprawa bardziej skomplikowana, bowiem szpital unika jak ognia podania nam informacji, czy dokonują aborcji, a jeśli tak, w jakiej liczbie. Mimo wyroku sądu, który podkreśla, że szpital ma taki obowiązek, do dzisiaj nie poznaliśmy prawdy na ten temat. Czy placówka, która niczego się nie wstydzi i nie ma nic do ukrycia, postępuje w ten sposób?
Jeśli dzieci nie są tu zabijane, to wystarczy tylko podać taką informację publiczną, by „pozbyć się“ pikiet sprzed budynku. Ale jest też inna możliwość… Stąd, przynajmniej dopóki nie dowiemy się, jak naprawdę wygląda ta sytuacja, pikiety i różańce w obronie dzieci będą odbywały się nadal. Dzięki nim mieszkańcy i pacjenci mogą zacząć zadawać pytania, co może pomóc dotrzeć do faktów. Są osoby, które otwarcie dziękują nam za to, co robimy.
Co do pracowników szpitala, to obserwujemy zimne, chłodne podejście – kiedy przechodzą obok nas, unikają spoglądania na baner ze zdjęciem zabitego dziecka, nie patrzą też na nas, nie biorą ulotek. Czy to jest zachowanie osób, które mają czyste sumienie? Pewien mężczyzna z personelu placówki podszedł do nas pod koniec poniedziałkowej pikiety i powiedział, że tu aborcji nie ma. Na pytanie, czy chciałby wziąć ulotkę, wykrzyknął „A broń Boże!“. To pokazuje, po której stronie stoi, a w takim przypadku nie można ufać jego słowom.
Wciąż czekamy na oficjalną informację ze szpitala i nie ustajemy w walce z aborcją!