Szybko okazało się, że legalizacja aborcji doprowadziła do umasowienia tego haniebnego procederu. Kłamstwem okazały się zapewnienia o „aborcji humanitarnej”. Aborcji podejmowali się najczęściej zdeprawowani lekarze. Człowiek, który gotów jest zamordować dziecko, nie będzie się przecież przejmował jakimś „humanitaryzmem”. Okazało się, że tacy ludzie, nie przejmują się cierpieniem kobiet, decydujących się na aborcję, a często wręcz nimi gardzą. Wiele aborcji zakończyło nie tylko życie dziecka, ale doprowadziło również do śmierci matki.
Jeśli ktoś myślał, że legalizacja aborcji uczyni świat lepszym, dosyć szybko mógł się przekonać, że stało się wręcz przeciwnie. Ale machina śmierci nie zatrzymała się na mordowaniu najmniejszych. Dzieci rodziło się coraz mniej, długość życia ludzkiego rosła. Opieka nad ludźmi starymi stawała się coraz bardziej kosztowna, bo mentalność aborcyjna zniszczyła przy okazji rodzinę. „Dobroczyńcy ludzkości”, którzy nawoływali do legalizacji zabijania dzieci, dwa pokolenia później zaczęli zachwalać zabijanie chorych i starców nazywając to „godną śmiercią”.
Przodujące w postępie rządy ochoczo przystąpiły do realizacji programu eutanazistów. W takich krajach jak Holandia, Belgia czy Kanada częstość zabójstw eutanazyjnych przekroczyła 5% wszystkich zgonów i dynamicznie rośnie. We Francji, politycy, którzy niedawno uznali zabijanie dzieci w łonach matek za prawo konstytucyjne, uchwalili właśnie legalizację eutanazji.
Michel Houllebec podsumował sytuację we Francji słowami: Wkraczamy w świat, w którym łatwiej będzie umierać. Wolałbym świat, w którym da się żyć.
„Dobroczyńcy ludzkości” za chwilę będą chcieli zalegalizować zabijanie chorych i starców w Polsce. Pozwolimy im na to, czy odważymy się walczyć o świat, w którym da się żyć?