Prawda o okrucieństwie aborcji jest w naszym kraju do tego stopnia znana, że społeczeństwo zaczyna coraz częściej zaglądać tam, gdzie wcześniej wstępu nie miało. Poruszone sumienia wielu osób nakazują im domagać się od lekarzy odpowiedzi, a od szpitali sprawozdań. Ile dzieci zabito, jak umierają, co się dzieje z ich ciałami, wreszcie – ile dzieci przeżywa aborcję.

Prawda o okrucieństwie aborcji jest w naszym kraju do tego stopnia znana, że społeczeństwo zaczyna coraz częściej zaglądać tam, gdzie wcześniej wstępu nie miało. Poruszone sumienia wielu osób nakazują im domagać się od lekarzy odpowiedzi, a od szpitali sprawozdań. Ile dzieci zabito, jak umierają, co się dzieje z ich ciałami, wreszcie – ile dzieci przeżywa aborcję.

Odpowiedzi szokują. Nie tyle same liczby czy nawet sposoby zabijania, bo ich mogliśmy się domyślać. Szokuje nas sposób, w jaki lekarze mówią o zabijaniu – beztrosko i niefrasobliwie bagatelizują nie tylko sam fakt zabijania dziecka poprzez aborcję, ale również fakt pozostawienia na śmierć dziecka żywo urodzonego.

Prym wiedzie tu prof. Ewa Helwich, krajowy konsultant ds. neonatologii. Komentując pozostawienie na śmierć płaczącego dziecka w szpitalu na Madalińskiego stwierdziła arbitralnie, że dziecko i tak by umarło, więc dobrze, że nie podjęto próby ratowania go. Jednocześnie dodała, że maluch na tym etapie rozwoju nie mógł płakać, bo miał niedostatecznie rozwinięte płuca, ale mógł za to kwilić.

Inna, anonimowa lekarka opowiada natomiast o tym, jak to dzieci po aborcji rodzą się żywe, próbują oddychać, drżą im ręce i nogi, w końcu „zasypiają i później przestaje bić serce”. Co więcej prof. Stanisław Radowicki, krajowy konsultant ds. położnictwa i ginekologii stwierdza, że wie o takich przypadkach, ale ponieważ w jego opinii są one „sporadyczne”, to nie wymagają dalszego komentarza.

Co gorsza, ci lekarze wydają się tak przesiąknięci ideą zabijania dzieci, że nie widzą okrucieństwa, które przez nich przemawia. Przecież gdyby najpierw nie usiłowali zabić dziecka, nie musieliby patrzeć jak próbuje oddychać, żyć, kwilić. Tyle że to dziecko ze względu na niedostateczną dojrzałość nie potrafi sobie jeszcze poradzić bez pomocy lekarskiej. Ta pomoc natomiast – nigdy nie nadchodzi. Lekarze, od których dziecko pomocy oczekuje są najczęściej tymi samymi, którzy przed chwilą usiłowali go zabić lub tymi, którzy z góry postanowili, że pomocy mu nie udzielą, bo przecież dokumentacja medyczna mówi, że takie dziecko nie powinno mieć zbyt wielkich szans na przeżycie. Po co więc się starać? Po co udzielać pomocy komuś, kto już uprzednio był skazany na śmierć, na zapomnienie, na niechęć wszystkich, którzy o jego istnieniu wiedzą? Dla nich życie takich dzieci jest bezwartościowe.

Obywatelski projekt ustawy o ochronie każdego nienarodzonego dziecka, pod którym wkrótce rozpocznie się zbiórka podpisów zakłada, że już żaden lekarz nie będzie mógł powiedzieć, że ktoś nadaje się do zabicia, bo jest bezwartościowy i niechciany. Stańmy po stronie tych, których kwilenia nikt nie chce usłyszeć.

[author] [author_image timthumb=’on’]http://www.proprawodozycia.pl/wp-content/uploads/2015/08/AM-—-kopia.jpg[/author_image] [author_info]Aleksandra Musiał – Ekspert Fundacji Pro-prawo do życia[/author_info] [/author]

Źródło:http://wyborcza.pl/1,87648,19797077,sprawa-aborcji-w-warszawie-krajowi-konsultanci-nie-maja.html?disableRedirects=true

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN