W początkowej fazie swojego istnienia Unia Europejska w oczach wielu wydawała się dobrodziejstwem, wspólnotą niepodległych państw tworzących wspólnotę gospodarczą z licznymi ułatwieniami w przepływie ludzi, towarów i usług. Szybko jednak okazało się, że u podstaw UE nie leży dobro tworzących wspólnotę suwerennych narodów, lecz wykreowanie tworu odbierającego poszczególnym krajom prawo do samostanowienia i narzucającego złowrogie ideologie pod płaszczykiem nowoczesności, tolerancji i praw człowieka.
1 maja 2004 roku do UE przystąpiło 10 nowych państw, w tym Polska i Węgry. Wielu obywateli, którzy poparli wejście swoich krajów do UE dało się nabrać na ładne slogany oraz obietnice lepszego życia.
Z czasem okazało się, że nie wszystko złoto, co się świeci… Stwarzająca początkowo pozory czegoś dobrego Unia Europejska coraz bardziej przepoczwarza się w kreaturę z piekła rodem. Nie jest tajemnicą, że UE afirmuje zabijanie dzieci poczętych, a różne jej agencje optują za wpisaniem dzieciobójstwa prenatalnego w poczet praw człowieka i sprzyjają dzieciobójcom. Już choćby samo to całkowicie dyskredytuje UE, winno więc zainicjować jej bojkot i rozpad.
W wielu innych dziedzinach również widoczny jest zupełny upadek moralny tych, którzy odpowiadają za szerokorozumianą agendę UE.
Unia Europejska zabrania chronić dzieci przed szkodliwymi ideologiami
Za najnowszy przykład zepsucia unijnych elit niech posłuży wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej TSUE z 21 kwietnia 2026 piętnujący Węgry za to, że ośmieliły się wprowadzić przepisy chroniące dzieci przed szkodliwą propagandą afirmującą okaleczanie pod pozorem tzw. zmiany płci oraz afirmującą dewiacje i zaburzenia w sferze seksualnej.
W 2021 roku węgierski ustawodawca wprowadził szereg przepisów mających chronić małoletnich – w których m.in. zakazał udostępniania małoletnim treści prezentujących lub promujących homoseksualizm i tzw. zmianę płci. Ograniczył porę nadawania tego typu programów w mediach wyłącznie do pory nocnej. Zobowiązał Radę ds. Mediów do monitorowania naruszeń tych zakazów przez media należące do innych państw członkowskich i przeciwdziałania im. Zakazał permisywnej edukacji seksualnej polegającej na promowaniu tzw. tranzycji i homoseksualizmu. Ponadto rozszerzono dostęp do węgierskiego rejestru karnego, w celu umożliwienia wglądu do informacji o sprawcach przestępstw seksualnych wobec dzieci.
W reakcji na to Komisja Europejska wezwała Węgry do wycofania tych zmian, uznając je za naruszenie wartości Unii Europejskiej zdefiniowanych w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 56 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (zakaz ograniczenia swobody świadczenia usług) oraz kilku artykułów Karty praw podstawowych Unii Europejskiej – art. 1 (godność człowieka), art. 7 (poszanowanie życia prywatnego i rodzinnego), art. 11 (wolność wypowiedzi i informacji) oraz art. 21 (zakaz dyskryminacji).
Wspomniany art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej stanowi, że:
Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn.
Brzmi ładnie, ale za tymi hasłami środowiska lewicowo-liberalne ukryły dużo plugastwa.
Żaden kraj nie wsparł Węgier
Jako że krnąbrne Węgry nie odstąpiły od obranej drogi w kierunku wzmocnienia ochrony swoich małoletnich obywateli Komisja Europejska uznała za stosowne skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskie TSUE. Parlament Europejski i kilkanaście państw członkowskich przyłączyło się do sprawy po stronie Komisji Europejskiej. Żaden kraj nie wsparł Węgier w tej sprawie.
Państwo, które ośmieliło się w jakimkolwiek stopniu wzmocnić ochronę dzieci przed szkodliwą indoktrynacją spotyka się z represjami ze strony organów, które deklarują troskę o ludzi, a w rzeczywistości już w otwarty sposób im szkodzą.
Sędziowie TSUE nie stanęli po stronie sprawiedliwości, lecz uznali, iż Węgry swoim prawodawstwem naruszyły unijne prawo.
TSUE uznał ograniczenie reklam prezentujących lub promujących homoseksualizm lub „zmianę płci” za nierówne traktowanie treści i pośrednią stygmatyzację określonych grup. Stwierdzono również nieuzasadnione ograniczenie swobody działalności gospodarczej dostawców usług reklamowych.
W ocenie TSUE zobowiązanie węgierskiej Rady ds. Mediów do przeciwdziałania łamaniu węgierskiego prawa zakłóca jednolite stosowanie prawa w UE.
Z kolei zakaz edukacji seksualnej, polegającej na promowaniu tzw. tranzycji i homoseksualizmu, unijni sędziowie uznali za naruszenie wolności wypowiedzi i informacji oraz naruszenie zakazu dyskryminacji. Zdaniem TSUE zakaz ten stygmatyzuje „osoby LGBT” i narusza prawo do nauki poprzez ograniczenie dostępu do rzetelnej edukacji.
Natomiast rozszerzenie dostępu do rejestru karnego dotyczącego pedofili uznano za naruszenie przepisów w zakresie ochrony danych osobowych. Orzekający wskazali, że przetwarzanie takich danych wykracza ponad to, co jest niezbędne dla ochrony dzieci – narusza zasadę proporcjonalności.
Naruszono „unijne wartości”
Trybunał uznał, że Węgry naruszyły art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej, określający wartości Unii Europejskiej. Stwierdzono, że „stygmatyzacja i marginalizacja, które sprowadzają się do wywołania, utrzymania lub wzmocnienia społecznej „niewidoczności” części członków społeczeństwa, są sprzeczne z wartościami poszanowania godności osoby ludzkiej, równości i poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości w rozumieniu art. 2 TUE”.
Ponadto uznano, że zaskarżone węgierskie regulacje ustawowe są sprzeczne z „samą tożsamością Unii jako wspólnego porządku prawnego w społeczeństwie opartym na pluralizmie”.
Orzeczenie TSUE z 21 kwietnia 2026 to również kolejny dowód na nieuznawanie suwerenności państw członkowskich i bezpardonową ingerencję w ich prawodawstwo. Pozostaje mieć nadzieję, że Węgry nie ulegną naciskom i pokażą, że można i trzeba pójść pod prąd w słusznej sprawie.
Omawiany wyrok TSUE wyraźnie pokazuje, że organy Unii Europejskiej przedkładają interesy osób i grup promujących dewiacje, zaburzenia seksualne oraz tzw. zmianę płci (czytaj: trucie hormonami i blokerami oraz chirurgiczne okaleczenia) ponad zdrowie psychiczne i fizyczne dzieci, nie mówiąc już o zdrowiu duchowym (ale to pojęcie jest przez eurokratów skutecznie wyparte).
Z kolei uznanie, iż ochrona danych osobowych pedofilów (przed wglądem przez upoważnione osoby i instytucje) jest ważniejsza niż bezpieczeństwo dzieci komentuje się samo.
A niczym nieskrępowana możliwość emitowania deprawujących treści w mediach jest mylnie utożsamiana ze swobodą działalności gospodarczej.
Walka z pornografią z góry skazana na przegraną?
I dziwi się ktoś, że tak ciężko jest wyrugować treści pornograficzne ze sfery medialnej i publicznej? A walka z teoretycznie zakazaną pornografią dziecięcą też idzie opornie… Przypadek?
Kwietniowy wyrok TSUE nie jest jedynym orzeczeniem, które ukazuje prawdziwą twarz Unii Europejskiej. Jest ich znacznie więcej – choćby ten z 25 listopada 2025 r., w którym tolerancyjni sędziowie uznali, iż Polska ma obowiązek uznawać tzw. małżeństwa jednopłciowe zawarte w innych krajach Unii Europejskiej, lub ten z 12 marca 2026 r. nakazujący państwom członkowskim umożliwienie zmiany płci metrykalnej i uznawania „zmiany płci” dokonanej w innym pastwie członkowskim.
Wyroki te są niczym woda na młyn dla różnej maści deprawatorów i dewiantów nastających na bezpieczeństwo, zdrowie i niewinność dzieci.
Zdawać by się mogło, że Unia Europejska jest wszechwładna. Nic bardziej mylnego. Dopóki poszczególni obywatele nie dadzą się zastraszyć i będą w mądry sposób stawiali opór niegodziwym pomysłom władz różnego szczebla dopóty uda się chronić dzieci przed szkodliwymi ideologiami.
Wspieranie działalności Fundacji Pro – Prawo do życia jest jedną z form stawiania tego oporu i tamowania napływu szkodliwych ideologii i treści w szkołach, w przestrzeni publicznej i w domach poprzez media.