Mówca cytował instrukcje (wprost z kart rzeczonych), jak dzieci mają się zaspokajać (seksualnie), co to jest orgazm u dziecka i jak oswajać maluchy z masturbacją. Sala zamarła. Dorośli ludzie, posłowie, którzy chwilę wcześniej jednym ruchem palca zaakceptowali te treści dla wszystkich szkół w Polsce, nagle poczuli zażenowanie i wstyd. Marszałek Ewa Kopacz nie wytrzymała tego napięcia i ostro mu przerwała: „Proszę pana, w Sejmie są młodzi ludzie!” wskazując na galerię sejmową. Była wyraźnie poruszona i zawstydzona. Zgorszona treścią „materiałów edukacyjnych” dla małoletnich, które miały znaleźć się w każdej szkolnej bibliotece. Książkami, które jej obóz polityczny uznał za właściwe wspomaganiu kształtowania psychoemocjonalnego najmłodszego pokolenia.
Tak było wtedy. A dziś? Ta sama ideologia wróciła, ale ze spotęgowaną siłą – w słodkich tęczowych barwach, pod hasłami „równość”, „wolność”, „inkluzywność” czy „edukacja seksualna”. A jej brutalność jest przytłaczająca.
Knox Zajac. 11-letni uczeń z Maine w USA. Wybrał się do biblioteki by znaleźć ciekawą lekturę na wolne popołudnie. Sięgnął po tytuł „Nick and Charlie”. Myślał, że to historia o przyjaźni. Tymczasem… wczytywał się w jawnie pornograficzną opowieść o tytułowych (nastoletnich) bohaterach, którzy kradną wino, sięgają ku używkom i eksperymentują ze sobą seksualnie. Bibliotekarka przy wypożyczaniu tej ordynarnej „lektury” z uśmiechem zapytała chłopca „Czy chcesz wersję graficzną?” doskonale zdając sobie sprawę z tego, z czym chłopiec będzie miał za chwilę do czynienia. Jedenastolatek chwilę potem stanął na spotkaniu rady szkolnej i publicznie czytał wybrane fragmenty tej koszmarnej grafomanii. Wszyscy dorośli na sali byli w szoku. Ci sami, którzy pozwolili na tą ohydną deprawację w szkolnych murach.
Dwie różne strony globu. Lata dzielące oba wydarzenia. Jednak porównania nie można uniknąć
W 2014 roku polscy posłowie czerwienili się i zasłaniali uszy gdy Mariusz Dzierżawski czytał im truciznę, którą chcieli zapodać polskim dzieciom. Dziś w amerykańskich placówkach wychowawczych te same, a niejednokrotnie jeszcze gorsze treści, podaje się coraz młodszym dzieciom. Prosto do rąk, z wielkim wyszczerzonym uśmiechem, proponując graficzną wersję tej jawnej pornografii. Tęczowe homolobby nie ukrywa już swoich intencji. Już nie chcą „tolerancji”, ich nadrzędnym celem jest deprawacja wszystkich młodych umysłów. By dzieci, które zgodnie z ich wiekiem powinny bawić się klockami czy lalkami, rozbudzili w sobie seksualność, która będzie się tylko potęgować. I dążyć do coraz to bardziej pogłębionego eksperymentowania i przesuwania granic.
Dorośli, którzy sami się wstydzą proponowanych treści – tak jak pani Kopacz – jednocześnie wtłaczając je do szkół, bibliotek czy podręczników, są hipokrytami. A co najważniejsze – nie tylko współwinnymi, ale i współtwórcami w dokonywaniu przestępstw przeciwko niewinności dzieci. Tu nie ma kompromisu czy usprawiedliwienia. Tu nie ma wizji „postępowości”. Tu nie ma jakiekolwiek dialogu z tymi, którzy chcą seksualizować i deprawować naszych najmłodszych w imię tęczowej zagłady.
Jeśli nie zatrzymamy tego teraz, między innymi dążąc do zaostrzenia kar dla dokonujących czynów pedofilskich czy propagowania takich treści w przestrzeni publicznej, za kilka lat, a może i miesięcy, będziemy mieli do czynienia z pokoleniem złamanych, zdeprawowanych, pozbawionych godności ofiar systemu bestii. A ONI – twórcy tej ideologii – będą z radością zacierać ręce, że kolejne rzesze ludzi zmarnowało swoje życia.
Dlatego musimy walczyć. Dla naszych dzieci czy wnuków. Dla ich niewinności. Dla przyszłości, nie tylko Polski, ale całej cywilizacji. My nie odpuścimy. A Ty?