W krótkim czasie u pani Justyny doszło do zatrzymania krążenia i rozpoczęła się dramatyczna walka o życie. Lekarze szybko podjęli decyzję o natychmiastowym cesarskim cięciu, równocześnie prowadząc reanimację matki. Jeden zespół ratował kobietę, inny jej dziecko.
Noworodek zaraz po urodzeniu również został poddany natychmiastowej reanimacji. Ostatecznie w stanie ciężkim trafił na oddział intensywnej terapii. Jego matka także przez wiele dni pozostawała w tym stanie i wymagała zaawansowanych metod leczenia.
Ratować matkę czy dziecko? Oboje!
W tej historii szczególnie porusza jedno: nikt nie postawił pytania, czy ratować matkę, czy zostawić ją w spokoju i ratować dziecko. Od pierwszej sekundy było jasne, że jeśli tylko jest cień szansy, że noworodek przeżyje, trzeba walczyć o oboje.
W akcję zaangażowanych było około 70 specjalistów. To pokazuje, że współczesna medycyna, gdy pozostaje wierna swojej misji, potrafi bezkompromisowo stanąć po stronie życia. Czy to nie straszne, że wykorzystuje się ją dziś, by dzieci takie, jak noworodek z Białegostoku, wręcz zabijać?
Ta historia jest także przypomnieniem, że każdy człowiek, nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach, ma wartość i zasługuje na to, by żyć. W czasach, gdy coraz częściej słyszymy o „trudnych decyzjach”, „wolnym wyborze”, który jest tak naprawdę prawem do zabijania, ta historia pokazuje coś zupełnie innego: że prawdziwa odpowiedź medycyny brzmi „jesteśmy po to, by ratować„.
Na końcu tej historii mamy dwoje ludzi, którzy przeżyli dzięki determinacji lekarzy: matkę, która, jak sama powiedziała, dostała „drugie życie” i dziecko, które bez względu na to, co dalej będzie, dostało swoją szansę.
Dlatego właśnie każdy lekarz powinien pamiętać, że jeśli opiekuje się kobietą w ciąży, ma przed sobą dwóch pacjentów. Czy zawsze się uda uratować wszystkich? Nie, medycyna nie jest przecież wszechmocna. Sami nie znamy dziś stanu noworodka. Ale zawsze trzeba podjąć próbę: bez względu na to, czy dziecko jest niepełnosprawne, czy też jego matka zmaga się z „zaburzeniami adaptacyjnymi”… albo właśnie trzeba ratować jej życie.
Źródło: https://www.rynekzdrowia.pl/…