Owa zbrodnia polegała na pobieraniu organów od dzieci (zazwyczaj jeszcze żyły) i handlu tymi organami i ciałami niczym częściami samochodowymi. Odważny dziennikarz, udając kontrahenta, nagrał ukrytą kamerą rozmowy „biznesowe” i potem ujawnił je w nadziei, że sprawiedliwości stanie się zadość i kolejne potencjalne ofiary zostaną ochronione.
Ktoś by mógł pomyśleć, że skoro sprawcy sami się przyznali do popełnienia potwornych zbrodni, a ich zeznania są poparte nagraniami filmowymi, których autentyczności nawet sami zbrodniarze nie kwestionują, to oczywistym jest, że owi złoczyńcy otrzymają najwyższy przewidziany prawem wymiar kary, a osoba, która ujawniła zbrodniczy proceder zostanie publicznie pochwalona i będzie traktowana jak bohater, któremu należy się powszechne uznanie.
Otóż nic z tych rzeczy! “A to dlaczego?” – ktoś mógłby zapytać z niedowierzaniem…
Ano dlatego, że ofiary zbrodni to dzieci nienarodzone przeznaczone do unicestwienia, a ich organy do przehandlowania. Ów odważny dziennikarz to David Daleiden, a zbrodniarze to killerzy z Planned Parenhood (czytaj: Planned Murderhood), którzy cieszą się gorszącą bezkarnością, a „biznesowi partnerzy” to ci, którzy przy sałatce i dobrym winie uzgadniają zakres i cenę towarów i usług w zakresie handlu organami maleńkich dzieci.
Gdy w 2015 David Daleiden i jego współpracownicy ujawnili kulisy diabolicznego procederu, amerykański kongres co prawda próbował wyciągnąć prawne konsekwencje wobec Planned Parenthood, ale jedynym namacalnym efektem było zredukowanie finansowania tej organizacji w niektórych stanach. Jednak zbrodniarze nadal cieszą się wolnością i co gorsza oskarżyli Daleidena oraz jego współpracowników z Center for Medical Progress m.in. o sporządzenie i ujawnienie nielegalnych nagrań. Daleiden został uznany za winnego i zasądzono mu grzywnę blisko 2 miliony dolarów. Dopiero po wielu latach sądowej batalii został uniewinniony.
Przypomnijmy: pracownicy i współpracownicy Planned Parenthood zeznawali przed sądem pod przysięgą i ze szczegółami opowiedzieli o procederze pobierania organów od dzieci, wykonywania aborcji w taki sposób, aby pożądane organy pozostały nienaruszone i o handlu tymi organami.
Dziwny jest ten świat…
Postawienie w stan oskarżenia kogoś, kto ujawnia zbrodniczy proceder, przy jednoczesnej bezkarności zbrodniarzy, neguje wiarygodność całego państwa. Taki stan rzeczy jest możliwy w świecie toczonym gangreną, jaką jest legalna aborcja.
W Polsce sytuacja jest w zasadzie podobna – ci, którzy ujawniają prawdę o działaniach aborterów, niejednokrotnie stają przed sądami jako niesłusznie oskarżani o popełnianie przestępstw z art. 212 kodeksu karnego (zniesławienie). Jednym z przykładów takiej sprawy jest choćby prawomocne skazanie trzech działaczy Fundacji Pro – Prawo do życia w 2022, kiedy to sądy obu instancji uznały, iż mąż słynnej aborterki z Oleśnicy, który zajmuje się tym samym, co małżonka, został zniesławiony, ponieważ aborcja została nazwana zabójstwem. Podczas procesu potwierdzono fakt uśmiercania dzieci poczętych i sprawcy tego procederu pozostali bezkarni, natomiast skazani zostali ci, którzy się temu sprzeciwiali. Obrońcy ofiar abortera zostali ukarani karą grzywny po 3000 zł i musieli zapłacić nawiązkę 15 tys. złotych na rzecz abortera…
Aborterzy mają swój sposób na odpieranie zarzutów ze strony przeciwników zabijania dzieci poczętych – mianowicie oskarżają tych, którzy piętnują popełniane przez nich zbrodnie. Przeżarte proaborcyjną gangreną sądy nierzadko skazują tych, którzy zbrodnię ujawniają i nazywają po imieniu, a kilerzy, którzy bez pardonu podają na tacy dowody przeciwko samym sobie, puszą się dumnie niczym pawie, pewni swojej bezkarności.
Winę za ten stan rzeczy ponoszą nie tylko niesprawiedliwi sędziowie, ale przede wszystkim ci, który stanowią prawo dopuszczające mordowanie dzieci przed narodzeniem. Państwa, które wspierają zbrodniarzy, a prześladują świadków prawdy, niewiele różnią się od gangów. Zasadniczo tylko tworzeniem opowieści, które mają uzasadniać masowe zbrodnie.