22 stycznia Mamdani ogłosił współpracę z NYC Health + Hospitals oraz MetroPlusHealth, w ramach której powstaną dwie specjalistyczne kliniki: jedna w szpitalu Woodhull na Brooklynie, a druga w Queens. Ich celem jest obsługa młodych ludzi w wieku 16–25 lat, grupy szczególnie podatnej na manipulacje, która właśnie przechodzi z opieki pediatrycznej w dorosłość. Te placówki mają zapewnić „ciągłą i wysokiej jakości opiekę zdrowotną”, w tym koordynację usług z zakresu zdrowia psychicznego, fizycznego oraz tak zwanej „opieki reprodukcyjnej”. Oczywiście, Mamdani nie raczył szczegółowo wyjaśnić, co kryje się pod tym eufemizmem, ale każdy świadomy obserwator wie, że chodzi o ułatwianie aborcji (nawet na żądanie), dystrybucję środków antykoncepcyjnych oraz procedury „zmiany płci”, w tym hormonalne i chirurgiczne ingerencje w ciało, które nieodwracalnie okaleczają młodych ludzi i sieją chaos w ich tożsamości.
Projekt ten otrzyma hojne finansowanie: MetroPlusHealth zobowiązało się wpłacić aż 4 miliony dolarów na ten cel, a dodatkowe środki z pewnością popłyną z innych źródeł, choć na razie nikt nie chce się do nich przyznać. Mamdani w swoim oświadczeniu cynicznie stwierdził: „Jeśli chcemy, żeby młodzi nowojorczycy dążyli do swoich marzeń tutaj, musimy im pokazać, że ich zmagania nie są tylko ich własne. Dostęp do ciągłej, wysokiej jakości opieki zdrowotnej nie jest opcją, jest koniecznością, a nasze miasto to udowadnia„.
Jakie „marzenia” ma na myśli? Te, które kończą się na stole aborcyjnym czy w gabinecie chirurga, okaleczającego ciało w imię ideologii gender? To nie opieka, to programowanie mózgów młodzieży, by przyzwyczaiła się do szatańskich praktyk, które niszczą życie nienarodzonych dzieci i deprawują naturalną płciowość.
Mamdani od dawna jawnie wspiera aborcję bez żadnych ograniczeń, czy to w takich przypadkach jak gwałt czy kazirodztwo, czy po prostu z powodu wygody. Nowy Jork pod jego rządami aspiruje do roli fałszywego „schronienia” dla kobiet z konserwatywnych stanów, gdzie aborcja jest ograniczona, stając się stolicą morderstw nienarodzonych w Stanach Zjednoczonych. Ale to nie wszystko: burmistrz-elekt opowiada się za nieograniczonym dostępem do procedur „zmiany płci”, co oznacza konfrontację z prywatnymi placówkami medycznymi, odmawiającymi udziału w tych barbarzyńskich praktykach. Jak podkreślają osoby współpracujące z Planned Parenthood, organizacją, która zarabia na handlu częściami ciał abortowanych dzieci, Mamdani planuje podwoić finansowanie nowojorskiego Abortion Access Hub oraz Funduszu Dostępności Aborcji w Nowym Jorku (NYAAF). W praktyce oznacza to więcej pieniędzy na aborcję, zamiast na realną pomoc matkom w kryzysie, które mogłyby uratować życie swoich dzieci dzięki centrom kryzysowej ciąży.
Od zwycięstwa w wyborach Mamdani nie pokazuje żadnych oznak złagodzenia swoich radykalnie lewicowych i socjalistycznych poglądów. Wręcz przeciwnie: w kampanii groził zamknięciem centrów kryzysowej ciąży, obiecując egzekwowanie Local Law 17, które rzekomo chroni nowojorczyków przed „fałszywymi informacjami” z tych placówek. W rzeczywistości chodzi o blokowanie rzetelnych faktów o ryzyku aborcji i leków aborcyjnych, informacji, które nie podobają się lobby aborcyjnemu. Planned Parenthood chwali go za plany „konfrontacji z prywatnymi instytucjami zdrowotnymi”, które nie chcą przeprowadzać „zabiegów zmiany płci”. To jawny atak na wolność sumienia lekarzy i na naturalny porządek biologiczny, promujący ideologię, która prowadzi do nieodwracalnych szkód psychicznych i fizycznych u młodych ludzi, często żałujących swoich decyzji.
Ten krok Mamdaniego to nie przypadek, tylko część szerszego planu demoralizacji społeczeństwa, gdzie państwo staje się narzędziem w rękach lewicowych ekstremistów, niszczących rodzinę, życie nienarodzone i tożsamość płciową. Nowy Jork, zamiast być bastionem wolności, staje się laboratorium antyludzkich eksperymentów. Jako społeczeństwo musimy się temu sprzeciwić: bronić życia od poczęcia, chronić młodzież przed indoktrynacją gender i przypominać, że prawdziwa opieka to ta, która szanuje Stwórcę i Jego dzieło. Czas na opór – zanim będzie za późno.