MEN ogłosiło właśnie, że już od 2026 roku w podstawach programowych pojawi się „edukacja emocjonalna”. Jednak pod pozorem nauki „radzenia sobie z emocjami” i pozytywnymi hasłami o „rozpoznawaniu emocji” ukrywają się treści, które prowadzą do seksualizacji uczniów, relatywizmu moralnego i niszczenia dziecięcej niewinności. Organizujemy kolejne kampanie, aby ostrzec przed tym rodziców!

Wielokrotnie informowaliśmy już o taktyce, jaką rząd Tuska oraz współpracujący z nim deprawatorzy przyjęli przy wdrażaniu „edukacji seksualnej” do polskich szkół. Po prostu zmieniono nazwę: „edukację seksualną” nazwano „edukacją zdrowotną”, a seksualizację i deprawację wymieszano z hasłami o higienie, zdrowym odżywianiu i potrzebie aktywności fizycznej. Który rodzic nie chciałby, aby jego dziecko było zdrowe? Na tym właśnie polegała ta manipulacja.
Teraz MEN chce powtórzyć ten sam scenariusz. Wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz ogłosiła, że do podstaw programowych zarówno w szkołach jak i przedszkolach (!) ma wkrótce wejść „edukacja emocjonalna”. Jej celem ma być troska o „dobrostan” uczniów poprzez naukę „rozpoznawania emocji” oraz „radzenia sobie z napięciem”. Który rodzic nie chciałby, aby jego dziecko umiało radzić sobie z emocjami? To właśnie fundament kolejnej pułapki zastawionej na nieświadomych rodziców.
„Edukacja emocjonalna” zapowiadana przez MEN to nic innego jak tylne wejście dla opracowanych w Niemczech Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, które stanowią już podstawę „edukacji zdrowotnej” w polskich szkołach. MEN nawet nie próbuje ukrywać, że „dobrostan” to kluczowe pojęcie w całym procesie. Dlatego trzeba po raz kolejny przypomnieć – czym jest ten „dobrostan”?
Według niemieckich Standardów Edukacji Seksualnej, które od lat stanowią podstawę działania dla polskiego MEN i deprawatorów, zdrowie i „dobrostan” człowieka są nierozerwalnie złączone z seksualnością i to od momentu narodzin. Standardy zakładają, że dziecko nie jest istotą niewinną, którą należy chronić i wychowywać, tylko „istotą seksualną” już od kołyski.
Jeśli MEN mówi o „nauce radzenia sobie z napięciem” u przedszkolaków, tow świetle Standardów Edukacji Seksualnej oznacza to przyzwolenie i zachęcanie do dziecięcej masturbacji, określanej jako „odkrywanie własnego ciała”. Kiedy deprawatorzy mówią o „rozpoznawaniu emocji”, mają na myśli pobudzanie popędu seksualnego oraz ideologię LGBT, zgodnie z którą płeć to kwestia wyboru.
Jak ma to wyglądać w praktyce?
Proszę sobie wyobrazić, że Państwa syn lub wnuk wraca z przedszkola i mówi, że przedszkolanka uczyła ich, jak „rozładowywać napięcie” dotykając miejsc intymnych, albo że chłopiec wcale nie musi być chłopcem, jeśli „czuje się” inaczej. W Niemczech, gdzie taka „edukacja” od dziesięcioleci jest obowiązkowa w szkołach, tak wygląda rzeczywistość milionów rodzin. Potwierdzają to sami twórcy Standardów Edukacji Seksualnej, którzy prowadzą forum dyskusyjne dla młodzieży, na którym niemieccy uczniowie mogą zadawać „ekspertom” pytania dotyczące seksualności. Oto kilka przykładowych wpisów:
– „Mój chłopak ostatnio u mnie nocował i próbował się do mnie dobierać. (…) Kładł się na mnie (…) i myślę, że chciał uprawiać seks. A mamy dopiero 12 lat!!! Dlatego teraz z nim zerwałam, bo jest taki perwersyjny” (Manga_fee12)
– „Czy to, że uprawiałem seks z moim kolegą oznacza, że jestem gejem?” (MichaelTsch)
– „Myślę, że jestem homoseksualistą, ale nie wiem tego na pewno. Jak mogę się przekonać?” (jannick)
– „Mój chłopak chciałby ze mną uprawiać seks, ale równocześnie również z moją najlepszą koleżanką. Ona też tego chce. Co mam robić, postawili mi ultimatum” (Christiana)
Twórcy Standardów Edukacji Seksualnej stworzyli też„poradnik seksualny” dla dzieci w wieku od 8-12 lat. Na stronie internetowej „odważ się”, która ma rzekomo chronić dzieci, znajdują się m.in. takie treści:
– „Istnieje tyle pierwszych razów, ile istnieje ludzi. Pierwszy raz można się umówić, całować, uprawiać seks i jeszcze wiele innych rzeczy. Seks po raz pierwszy nie musi boleć ani powodować krwawienia. Ty sam decydujesz, kiedy jest dla Ciebie odpowiedni moment na pierwszy raz”.
– „Istnieją przyjemne i nieprzyjemne formy dotyku. Wolno Ci decydować, jaki rodzaj dotyku jest miły dla Ciebie i kto może Cię dotykać”
Oto „dobrostan” w praktyce – brak zasad, brak hamulców moralnych, brak wstydu i brak odpowiedzialności. Zamiast tego rozbudzanie emocjonalnych popędów. Skutki takiej „edukacji”, która ma dbać o „emocje”, widzimy również w wielu innych krajach Zachodu, które od lat poddają społeczeństwa intensywnej „edukacji seksualnej”.
Pisaliśmy już m.in. o wstrząsających raportach, według których aż 90% treści o charakterze pedofilskim, które trafiają obecnie do internetu, są wytwarzane przez same dzieci! Dzieci „wyedukowane” o swoim prawie do „ekspresji seksualnej”, pozbawione wstydu przez systemową deprawację, same robią sobie nagie zdjęcia i filmy smartfonami, a następnie wysyłają je rówieśnikom. Omawialiśmy także wnioski z raportu policji w Wielkiej Brytanii, wedle których już ponad 50% wszystkich sprawców pedofilii to dzieci (!), które popełniają przestępstwa seksualne na swoich rówieśnikach.
W szkołach Wielkiej Brytanii obowiązkowym przedmiotem jest „edukacja o zdrowiu i relacjach” (brzmi niemal identycznie, co polska „edukacja zdrowotna” i „edukacja emocjonalna”). W konsekwencji tej „edukacji” dzieci traktują swoje ciała jak przedmioty, a pornografia staje się dla nich naturalnym językiem komunikacji. To jest właśnie „nowoczesna Europa”, do której chce nas wciągnąć rząd Donalda Tuska i Barbary Nowackiej.
Kolejne „reformy” MEN to realizacja precyzyjnego planu, który płynie z Berlina i Brukseli. Polska szkoła ma stać się miejscem, gdzie rodzice stracą kontrolę nad wychowaniem własnych dzieci na rzecz „ekspertów” od „dobrostanu”. Aby tak się stało, wszystkie zmiany wprowadzane są etapami, krok po kroku, a towarzyszy im propaganda i dezinformacja, usypiająca czujność i sumienia rodziców. W tym samym czasie MEN i deprawatorzy piszą już kolejne programy nauczania i nowe podstawy programowe, już teraz szkolą „edukatorów seksualnych” i przygotowują nowe podręczniki.
Nasza Fundacja walczy z systemową deprawacją dzieci w Polsce od 2013 roku. Nasze wieloletnie doświadczenia pokazują, że działania deprawatorów można skutecznie powstrzymywać. Kluczem do zwycięstwa jest zaangażowanie świadomych rodziców.

Nasze kampanie społeczne wielokrotnie kształtowały świadomość rodziców, którzy podjęli następnie reakcję w szkołach swoich dzieci – zablokowali organizację „tęczowych lekcji”, warsztatów o „tolerancji” prowadzonych przez aktywistów LGBT czy zajęć o „dojrzewaniu” z propagatorami pornografii, masturbacji i rozwiązłości. Nasze metody są skuteczne – za pomocą ulicznych akcji informacyjnych, billboardów, broszur i furgonetek docieramy do ludzi w całej Polsce. W internecie w 2025 roku nasze krótkie materiały filmowe miały 18 milionów odsłon.
Deprawatorzy i politycy kierujący MEN liczą na nasze zmęczenie i bierność oraz prześladują nas za pomocą represji sądowo-policyjnych. Pomimo przeciwności kontynuujemy naszą walkę. W najbliższym tygodniu będziemy m.in. w: Piekarach Śląskich, Warszawie, Toruniu, Grodzisku Mazowieckim, Wałbrzychu, Dynowie, Szamotułach, Włocławku, Lubinie, Legnicy, Bytomiu, Zielonej Górze i Kaliszu. Szczegółowy harmonogram akcji na naszej stronie. Aby organizować kolejne kampanie potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 18 000 zł.
Dlatego proszę Państwa o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Państwa w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dotarcie do kolejnych rodziców z ostrzeżeniem przed podstępnymi planami deprawacji ich dzieci.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
