Jednak Sąd Najwyższy USA zawiesił wykonanie wyroku na tydzień. Sędzia Samuel Alito, odpowiadając na prośby dwóch producentów tej substancji: Danco Laboratories i GenBioPro, wydał postanowienie blokujące ograniczenia. Oznacza to, że aktualnie tabletki aborcyjne nadal mogą być przepisywane przez teleporady i dostarczane pocztą praktycznie na terenie całego kraju. Decyzja na szczęście jest tymczasowa – wciąż nie wiadomo więc, jak będzie wyglądało ostateczne rozstrzygnięcie.
To, że aborcja jest niebezpieczna nie tylko dla zabijanych wskutek niej dzieci – już wiadomo. Jednak ta „wysyłkowa” jest jeszcze bardziej tragiczna w skutkach. Nie ma tu żadnej kontroli stanu zdrowia kobiety, USG czy kontaktu z lekarzem. Mifepriston, zatwierdzony przez FDA w 2000 roku, odpowiada za niemal dwie trzecie zgonów matek z powodu aborcji w Stanach Zjednoczonych.
Niedawna analiza komercyjnych roszczeń ubezpieczeniowych dotyczących 865 727 recept na mifepriston w latach 2017–2023 wykazała, że prawie 11% kobiet doświadczyło poważnych powikłań w ciągu 45 dni, w tym krwotoku w 3,31% przypadków, wizyt na izbie przyjęć w 4,73% oraz sepsy w 0,10%. Wiadomo również, że 3/4 wizyt na SOR-ze w ciągu 30 dni po użyciu leków aborcyjnych zostało zakodowanych jako ciężkie lub krytyczne.
Inne problemy obejmowały infekcje, transfuzje, hospitalizacje oraz zagrażające życiu zdarzenia, takie jak problemy sercowe czy anafilaksja. W prawie 3% przypadków lek zawiódł, co wymagało kontroli chirurgicznej. Wiele kobiet ostatecznie zmarło, podążając za swym zabitym dzieckiem.
Na koniec warto podkreślić, że żadna technika wykonywania aborcji, czy to pigułkowa, czy mechaniczna, czy nawet u najlepszego lekarza, nie zmienia podstawowej prawdy: jej ofiarą pozostaje przede wszystkim niewinne dziecko.
Źródła:
https://www.lifenews.com/…
https://www.theguardian.com/…