Szukaj
Close this search box.

Trzeba terminować, bo inaczej umrze Pani przy porodzie

W ostatnim czasie proaborcyjne media z wielką gorliwością i zapałem (godnymi lepszej sprawy) usiłują udowodnić, iż zabicie dziecka nienarodzonego jest jedyną i najlepszą metodą ratowania zdrowia i życia kobiet w ciąży. Można odnieść wrażenie, iż tylko taki przekaz jest obecny w przestrzeni publicznej i medialnej. A tymczasem rzeczywistość wygląda nie tak, jakby TVN-y i Wyborcze tego chciały.

Naszym obowiązkiem jest odkłamywanie rzeczywistości i demaskowanie bezczelnych kłamstw oraz manipulacji aborcjonistów, które krzywdzą dzieci, kobiety i całe rodziny. Z takim przeświadczeniem 21 czerwca zorganizowaliśmy pikietę antyaborcyjną w pobliżu Szpitala Uniwersyteckiego przy ul. Kopernika w Krakowie, gdzie w ubiegłym roku zabito 16 dzieci z przesłanki „ratowania zdrowia lub życia matki.”

Długo nie musieliśmy czekać, aby otrzymać kolejny żelazny dowód na to, jak wielkim kłamstwem jest twierdzenie, iż zabicie dziecka jest cudownym lekiem na wszelkie choroby i kobiety umierają z powodu zakazu aborcji a uciśnieni przez fanatyków religijnych lekarze nie mogą ich ratować.

Podeszła do nas młoda kobieta, która początkowo chciała omówić swoje wątpliwości dotyczące wyjaśniania dzieciom tego, co widzą na banerach prezentowanych podczas akcji antyaborcyjnych. Rozmowa miała spokojny i rzeczowy przebieg. W jej trakcie nasza rozmówczyni podzieliła się swoją trudną historią. Jest mężatką, mamą 3 dzieci i zmaga się z choroba nowotworową. Gdy w trakcie choroby zaszła w ciążę z trzecim dzieckiem (której się nie spodziewała), poszła na konsultację do ginekologa. Młoda lekarka bez zająknięcia natychmiast zasugerowała „terminację ciąży” i przekonywała, że pacjentka nie przeżyje porodu.

Mama odmówiła aborcji i jako osoba wierząca rozpoczęła modlitwę za stawiennictwem św. Rity. Nasza rozmówczyni opowiedziała, jak zmagała się ze strachem, w dużej mierze spotęgowanym przez słowa lekarki, która nie dawała jej żadnej nadziei na to, że można zawalczyć o jej zdrowie, nie zabijając dziecka. Pani doktor dawała kobiecie do zrozumienia, że „terminacja” jest jedynym bezpiecznym dla niej rozwiązaniem.

Gdy przyszedł termin porodu, nasza rozmówczyni bardzo obawiała się, że się nie obudzi, ale zawierzyła siebie, nienarodzone dziecko i pozostałych członków rodziny Panu Bogu. Dzielna mama nie tylko obudziła się, urodziła zdrową córeczkę, ale teraz dzielnie walczy z chorobą, mając czyste sumienie i silną motywację. Wie również, że ma wokół siebie bliskich, w tym cudowną (jak ją określa) córeczkę, której by nie było gdyby posłuchała lekarza…

Kobieta zapytana o to, czy otrzymała od medyków jakiekolwiek wsparcie emocjonalne, choćby propozycję pomocy psychologicznej, słowa otuchy pomagające jej poradzić sobie ze strachem i obawami – zaprzeczyła. Jedyne, co jej oferowano to… terminacja… jako remedium na jej problemy zdrowotne. Trudnościami emocjonalnymi pacjentki wynikającymi z takiego postawienia sprawy już nikt się nie przejmował.

Potrzebujemy lekarzy, a nie terminatorów

Ciężko się słucha tego, że jedyne, co wielu medyków ma do zaoferowania chorej kobiecie w ciąży, to „terminacja”. A dopiero jak ciężko musiało być tej matce… Nasza rozmówczyni nie ma żalu do młodej lekarki, bierze to na karb jej braku doświadczenia. I faktycznie, po chwili zastanowienia, trudno jako głównego winowajcę zaistniałej sytuacji uznać lekarkę, którą ktoś zainfekował wirusem aborcjonizmu. Ktoś ją wykształcił, ktoś uformował w duchu mengelowskim, z dala od przysięgi Hipokratesa… Gdyby nie silny kręgosłup moralny, gdyby nie silna wiara matki, kolejne dziecko straciłoby życie oddane walkowerem przez tego, kto winien o nie walczyć, czyli lekarza.

– Może nie być łatwo, ale zawalczymy o Panią i o dziecko. Zrobimy wszystko, aby Was oboje ratować. Proszę walczyć razem z nami. Zrobimy, co się da. Cokolwiek by się działo pomożemy Pani przez to przejść. W takim duchu słowa powinna słyszeć każda pacjentka, która będąc w ciąży zmaga się z dodatkowymi trudnościami zdrowotnymi. Lekarz ma być lekarzem, a nie terminatorem i winien wiedzieć, że pacjentem jest również nienarodzone dziecko, które kobieta nosi pod sercem. Dziecko, a nie tkanka ciążowa do usunięcia w razie jakichkolwiek kłopotów.

Nasza rozmowa z niezłomną mamą zakończyła się w przyjaznej atmosferze, zaakceptowała również argumenty dotyczące tego, jak rozmawiać z dziećmi o zdjęciach ofiar tzw. zabiegu.

Aż strach pomyśleć, ile dzieci traci życie i ilu rodziców zmaga się ze skutkami zainfekowania służby zdrowia wirusem aborcjonizmu. To zakażenie będzie niezwykle trudno wyleczyć, ale nie wolno nam rezygnować z walki, podobnie jak nie wolno tego czynić tym, którym powierzamy troskę o nasze zdrowie.


...

Więcej interesujących treści

Wesprzyj naszą działalność:

. PLN