Jerzy Owsiak wystawił na aukcję grafikę z błyskawicą symbolizującą poparcie dla aborcji. Dochód z aukcji ma być przeznaczony na leczenie dzieci. Szef WOŚP dzieli dzieci na te, które warto ratować i te, które można zabić. Komu pomaga, komu służy?

Szef Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak od dawna jawnie i bez pardonu popiera prawo do zabijania dzieci przed ich narodzeniem. Już w 2016 r. dołączył do czarnego protestu, nie widząc żadnej kolizji między działalnością na rzecz ratowania jednych dzieci z jednoczesnym domaganiem się prawa do zabijania innych. W styczniu bieżącego roku pan Owsiak zdobył Mount Everest hipokryzji. Na aukcję przed tegorocznym 29-tym finałem WOŚP przekazał rysunek swojego autorstwa, na którym widnieje symbol ruchu proaborcyjnego – błyskawica oraz dwa napisy – „Jesteśmy mocni” i „To jest wojna”.

Obraz z symbolem ruchu proaborcyjnego, jako cegiełka na licytację, z której dochód ma być w swoim założeniu przeznaczony na ratowanie zdrowia i życia nikogo innego jak dzieci właśnie (tegoroczny deklarowany cel zbiórki to wsparcie oddziałów dziecięcej laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy). Jak to nazwać, jak wytłumaczyć? Najdelikatniej mówiąc, są to podwójne standardy, rozdwojenie jaźni i głęboki dysonans poznawczy.

“Jesteśmy mocni” w agresji i wywoływaniu histerii?

Nie bardzo rozumiem, co ma oznaczać zestawione z błyskawicą hasło „jesteśmy mocni” – przepraszam, w czym mocni? Uczestnicy histerycznych proaborcyjnych manifestacji są mocni we wznoszeniu głośnych i ordynarnych okrzyków, nawoływaniu do przemocy i nienawiści, robią wokół siebie dużo hałasu i zamieszania. Czy w tym pan Owsiak czuje się mocny?

Z kolei sformułowanie „to jest wojna” nie jest pozbawione racji, choć nieco obco brzmi ono w ustach ludzi, którzy mienią się apostołami miłości, pokoju i tolerancji. Faktycznie to jest wojna, w której zwolennicy zabijania w agresywny sposób domagają się możliwości swobodnego selekcjonowania ludzi i decydowania o tym, kto ma prawo, a kto nie. To jest wojna na śmierć i życie, to jest wojna dobra ze złem, to jest wojna cywilizacji życia z cywilizacją śmierci, to jest ciężka wojna w sferze duchowej.

Długo wyczekiwana publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 22 października br. jest nie lada zmartwieniem dla tych, którym nie przeszkadzają podwójne standardy w polskich szpitalach. W ramach tychże standardów w szpitalach są dwie sale – sala życia i sala śmierci. W sali życia dzieci chciane, ale przedwcześnie urodzone lub chore są ratowane i leczone przy użyciu najnowocześniejszego sprzętu. Na wielu urządzeniach są naklejone czerwone serduszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W sali śmierci niewiele młodsze dzieci, (niekiedy nawet w tym samym wieku co maluchy z sali sąsiedniej) są pozbawiane życia tylko dlatego, że są podejrzane o chorobę lub ich ojciec jest przestępcą i z tego powodu nie zasługują na to, aby skorzystać z nowoczesnych urządzeń oklejonych czerwonymi serduszkami. Obecnie dzieci podejrzane o chorobę lub niepełnosprawność są prawnie chronione i miejmy nadzieję nie będą już kierowane do sali śmierci.

Będziemy nadal bacznie obserwować sytuację w szpitalach i kontynuować walkę o prawo do życia dla każdego człowieka bez wyjątku – w tym jesteśmy mocni, choć nie używamy przemocy i języka nienawiści. To jest wojna, której nie zamierzamy przegrać.

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować: