Noelia trafiła do ośrodka wychowawczego dla trudnej młodzieży już jako nastolatka. Nie radziła sobie z rozstaniem rodziców, zdiagnozowano u niej borderline i OCD. W ośrodku padła ofiarą seksualnej napaści przez grupkę dwóch lub trzech wychowanków. W 2022 roku w czasie zabawy w nocnym klubie została zgwałcona zbiorowo przez trzech mężczyzn. Wcześniej padła ofiarą własnego chłopaka. Trauma, której doświadczyła, spowodowała pierwszą próbę samobójczą – skoczyła z piątego piętra. Przeżyła, została jednak sparaliżowana od pasa w dół. Cierpiała chroniczny ból, teraz już nie tylko psychiczny, ale i fizyczny.
Gwałciciele? O nich nic nie wiadomo. W przestrzeni medialnej nie można znaleźć żadnych informacji na temat wyroków, kary czy reperkusji, które ich spotkały po tym haniebnym czynie. Państwo nie założyło im kajdan. Za to wstrzyknęło śmiercionośny zastrzyk ich ofierze.
Geronimo Castillo , ojciec Noelii, walczył o córkę, jak tylko kochający ojciec potrafi. Do końca. Przez prawie dwa lata blokował możliwość dokonania eutanazji na córce, szukając pomocy (i zrozumienia) w różnych sądach. Jego wnioski trafiły na wokandę Sądu Konstytucyjnego w Hiszpanii i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Argument był (zdawałoby się) niepodważalny – zdiagnozowana choroba psychiczna córki uniemożliwia jej podejmowanie racjonalnych i świadomych decyzji, realnie (i nieodwracalnie) wpływających na jej zdrowie i życie. Nikt nie słuchał tego zrozpaczonego mężczyzny. Przegrał. Aparat prawny skonstatował „nie istnieje naruszenie praw podstawowych”. Państwo wydało wyrok śmierci na chorego z bólu (egzystencjalnego) człowieka.
I to wszystko w imię postępu… wyeliminowania ludzi z powierzchni ziemi?
Kogo powinno się ukarać? Czy ofiarę?
Obrońcom życia, którzy postulują, że zarówno aborcja, jak i eutanazja to morderstwo na niewinnych ludziach, zarzuca się „średniowiecze i zacofanie”. A przecież w tamtych czasach gwałcicieli sprawiedliwie sądzono i wykonywano na nich karę publicznie. Ofiarę zaś chroniono i pomagano wrócić do równowagi psychicznej. Dziś jest odwrotnie – ofiarę się likwiduje, zaś oprawcy żyją w błogim samospełnieniu.
Noelia w ostatnim wywiadzie mówiła: „Chcę odejść w spokoju i przestać cierpieć”. To było wołanie o pomoc – nie o śmierć. Tutaj jednak słudzy kultury śmierci pozostali głusi i ślepi. Nikt jej nie zaproponował terapii czy możliwości poprawienia kondycji psychicznej wszelkimi dostępnymi narzędziami. Zaproponowano jej samobójstwo, które podano jak zatrute lekarstwo na toczącą ją chorobę…
To nie był akt humanitaryzmu. To zimne i wyrachowane ostrze cywilizacji, która woli uśmiercić ofiarę, niż skazać kata.
Noelia nie musiała umierać. Ale żyła w świecie, gdzie gwałciciel ma więcej praw niż jego ofiara. Gdzie ochrona aparatu państwowego skupia się na ochronie danych sprawcy, ignorując tych, których życie zostało na zawsze złamane.
I właśnie dlatego nie ustajemy w walce – bo każde życie zasługuje, by żyć. Bo jak długo zabija się niewinnych ludzi – czy to w łonach matek, czy w kapsułach śmierci – będziemy pokazywać światu prawdę o tym zmasowanym ludobójstwie.
Źródło: https://www.the-express.com/…