Uniwersytet, który przez wieki kształcił i kształtował elity intelektualnego z całego świata dzisiaj gloryfikuje i normalizuje mężczyznę paradującego w stroju, którego nie powstydziłby się niejeden fetyszysta. To nie jest wyrażenie tożsamości. To jawna parodia piękna kobiecego ciała, która sprowadza jej rolę do trywialnych atrybutów: piersi, głębokiego dekoltu i króciutkich spódniczek.
Uczelnia wysyła do młodych kobiet komunikat wprost – biologiczna rzeczywistość jest tak płynna, że każdy mężczyzna może sobie do niej uzurpować prawo, a wy nie możecie się temu sprzeciwiać. To agresywna dehumanizacja i seksualizacja przestrzeni, która w swoim założeniu, powinna być wolna od ideologii.
A co poza murami akademickimi?
Gdy osoby prezentujące takie wynaturzenia trafiają do młodzieży czy, o zgrozo, dzieci, nabiera to wymiaru systemowego. Gdy nastolatki w wieku, gdy kształtuje się ich seksualność czy obraz własnego ciała, napotykają ludzi pokroju pana Rattley’a, bardzo często skazane są na całkowitą dezorientację i zagubienie. Bo postawa taka zaciera granice płci, pokazuje wyuzdany fetysz jako coś „normalnego i odważnego”, a autorytet nauczyciela łączy z ideologią gender, gdzie aborcja, „prawa reprodukcyjne” i płynność płci tworzą narrację wokół tęczowej homozagłady.
To nie edukacja. To indoktrynacja połączona z dezorientacją młodego człowieka. „Możesz być kim lub czym tylko chcesz”, „połknij cukiereczka a pozbędziesz się problemu (ciąży)”, „powiedz NIE opresji naturalnych różnic płciowych” – i katastrofa gwarantowana.
To nie odosobniony przykład.
To konsekwentna degradacja umysłów całych społeczeństw. To głęboki rozkład cywilizacji, gdzie biologia i nauka stanowiły jedno – są tylko dwie płcie. Kobieta (z chromosomami XX) i mężczyzna (XY).
Dzisiaj to zacieranie ról, gdzie zdeprawowani ludzie stawiają się lub są stawiani przez innych za wzór do naśladowania, a rodzice całkowicie tracą kontrolę nad wychowaniem swoich dzieci – zarówno w aspekcie moralnym, jak i psychicznym. To dehumanizacja – najpierw aborcja, potem eutanazja, a po drodze jeszcze tranzycja. Bo przecież kobieta i mężczyzna to konstrukt społeczny, a wszystko jest tożsamością i życzeniowością. A to wszystko w ramach niekontrolowanego doświadczenia prowadzonego na młodych umysłach, które w konsekwencji doprowadza do depresji, zagubienia, samookaleczeń, sterylizacji czy aborcji na szeroką skalę. A czasem do samobójstw.
Cywilizacja, która pozwala brodatym mężczyznom w wydekoltowanych bluzkach i krótkich spódnicach „wychowywać” nasze dzieci, nie ma przyszłości. To równia pochyła ku przepaści i samobójstwo kulturowe.
Dzisiaj dzieje się to w krajach zachodu, gdzie edukacja seksualna stała się wiodącym przedmiotem w tamtejszych szkołach. I zbiera już potężne żniwo zdeprawowanych i zwiedzionych młodych ludzi, którzy nie mają żadnych granic. Jeśli WY, RODZICE, nie przeciwstawicie się planom wprowadzenie tego przedmiotu jako obowiązkowego do szkół już od września tego roku, ofiarą takich wynaturzeń mogą stać się wasze dzieci. Jeśli oddacie swoje pociechy ideologom śmierci – nie będzie już kogo ratować. Czy naprawdę tego dla nich chcecie?
NIE dla deprawacji! TAK dla edukacji.
Źródło: https://www.facebook.com/share/…