Udokumentowano na zdjęciu kolejny przypadek, kiedy niezbędne było wezwanie karetki do aborcyjnego ośrodka śmierci. Natychmiastowa pomoc medyczna była niezbędna kobiecie, która właśnie poddawała się tam aborcji.

Zwolennicy tego procederu wmawiają, że to „bezpieczny zabieg”. Tymczasem prawda jest zupełnie inna i przemysłowi aborcyjnemu bardzo zależy, aby nie dotarła do ludzi. Jakie informacje aborcjoniści szczelnie ukrywają przed społeczeństwem?

W aborcyjnym ośrodku śmierci Planned Parenthood na Manhattanie w Nowym Jorku zarejestrowano właśnie 32 przypadek pilnej hospitalizacji kobiety w ciągu kilku ostatnich lat. Lokalne grupy przeciwników aborcji, które czuwają pod takimi miejscami twierdzą, że jest ich znacznie więcej. Do podobnych dramatów dochodzi również w innych tego typu placówkach.

W Cleveland ostatni taki przypadek miał miejsce 16 lipca. Karetkę wezwano do młodej kobiety, która zaczęła mocno wymiotować krwią w ośrodku aborcyjnym. Pracownicy tej morderczej placówki w trakcie wzywania karetki mieli ukrywać charakter zagrożenia poprzez używanie pokrętnych określeń. Wszystko po to, aby inni nie zorientowali się, że chodzi o ciężkie powikłania po aborcji. Z kolei 21 lipca w Albuquerque w Nowym Meksyku widziano dwie karetki na parkingu aborcyjnego ośrodka śmierci. Placówka ta specjalizuje się w wykonywaniu aborcji w trakcie całego okresu ciąży. W 2015 roku doszło tam do śmierci kobiety w wyniku aborcji.

Do ośrodka w Albuquerque zgłosiła się 24 letnia Keisha Atkins w 6 miesiącu ciąży. W dokumentacji medycznej prowadzący jej przypadek aborcjonista zanotował, że dalsza ciąża i poród spowodują u niej „szkody dla zdrowia psychicznego i fizycznego, oraz dla jej bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia”. W konsekwencji aborcji Atkins doznała zaburzeń oddechu, oznak sepsy, a następnie zatrzymania akcji serca, w wyniku czego zmarła.

Tak właśnie wygląda „bezpieczny zabieg” dokonywany w ośrodkach, które specjalizują się w tego typu morderczych praktykach. Piszę o tym gdyż to bardzo ważne, aby do świadomości Polaków dotarło, że nie istnieje coś takiego jak „bezpieczna aborcja”. Aborcja z definicji jest niebezpieczna – dla dziecka, bo w jej trakcie jest ono mordowane, często niezwykle brutalnie, i dla jego matki, u której mogą wystąpić poważne komplikacje, a nawet śmierć. W propagandzie jej zwolenników wszystko wygląda jednak zupełnie inaczej.

Aborcjoniści przekonują Polaków, że aborcja musi być w naszym kraju legalna, gdyż inaczej będzie dokonywana „w podziemnych warunkach”, przez co kobiety będą narażone na powikłania. Tymczasem to właśnie z legalnych ośrodków śmierci, które specjalizują się w dokonywaniu aborcji, karetki wywożą kobiety z poważnymi problemami po aborcjach.

Potwierdzają to także świadectwa Polek, które uległy propagandzie i wyjechały do zagranicznych ośrodków aborcyjnych:

„Moja wizyta u doktora była krótka i lakoniczna, chciałam mu pokazać choćby zdjęcie usg, które przywiozłam z Polski, bo uznałam, że to może być ważne/przydatne (w którym miejscu znajduje się zarodek, potwierdzenie, że nie ma do czynienia z ciążą pozamaciczną itd.) – nawet nie pozwolił mi wyjąć go z torebki, tak mu się spieszyło… Nawet mnie porządnie sam nie zbadał (…). Był gburowaty i nieprzyjemny, nie pozwolił na pytania, „bo czas nagli” – tego dnia w poczekalni było 9 dziewczyn razem ze mną. Osiem z Polski.”

Napisała Polka, która pojechała do Niemiec myśląc, że dokona tam „bezpiecznej aborcji”. Jak to się dla niej skończyło?

„Kiedy plamienie i nawracające krwawienia trwały już 11 dni, zaniepokojona zadzwoniłam do doktora, by zapytać go, czy mam się martwić. Doktor tonem wszechwiedzącego specjalisty, który zęby zjadł na przerywaniu ciąż, nakazał mi czekać i nie panikować (…). Na dzień przed trzecim tygodniem od zabiegu dostałam ostrego bólu w podbrzuszu, niewysokiej gorączki i bardzo silnego krwawienia połączonego z wielkimi skrzepami. Uznałam, że dalsze czekanie zamiast do zdrowia zbliży mnie do grobu, więc na następny dzień umówiłam się z moim lekarzem.”

To prawdopodobnie uratowało jej życie. Dla dziecka było już jednak za późno…

„Badanie usg potwierdziło (…) masę skrzepów i resztek poporonnych, które lada moment mogły skutkować silnym stanem zapalnym, sepsą albo po prostu śmiercią. Następnego dnia byłam już w szpitalu z rozpoznaniem resztek poporonnych w organizmie, gdzie ponownie musiałam zostać uśpiona, a moja macica wyłyżeczkowana.”

To niemal dokładnie ten sam scenariusz, przez który umarła Keisha Atkins z Nowego Meksyku. To samo spotyka również inne Polki:

„Bardzo mnie zawiódł fakt, że lekarz niechętnie odpowiadał na moje pytania, ponaglał mnie, ponieważ miał w tym dniu dużo zabiegów. Krwawienie miało się utrzymywać do kilku dni, jednak u mnie trwało ponad miesiąc… po 3 tygodniach dostałam tak silnego krwotoku, że znalazłam się w szpitalu, okazało się, że w macicy zostały resztki poporonne… Przez 3 dni przyjmowałam pigułki poronne, to co przeżyłam w tym szpitalu, jest nie do opisania…. po 3 dniach okazało się, że pigułki nic nie pomogły i czeka mnie łyżeczkowanie. NIGDY W ŻYCIU nie czułam gorszego bólu… Dostałam narkozę i 2 dni później wybłagałam wypis do domu. Mój ginekolog powiedział, że gdyby zakażenie się wdało, miałoby to ogromny skutek na moim zdrowiu… więc o mały włos…”

Napisała inna Polka, która pod wpływem propagandy wyjechała do niemieckiego ośrodka śmierci. W Polsce tego typu placówki oficjalnie nie istnieją. Aborcji wciąż dokonuje się jednak w szpitalach, a dostępne dla Polek ośrodki aborcyjne ulokowane są tuż za naszą granicą – najczęściej w Niemczech lub na Słowacji.

„Wykonujemy indywidualne zlecenia i jesteśmy w stanie odebrać pacjentkę z każdego miejsca w Polsce.”

Reklamuje się w internecie jeden ze słowackich ośrodków śmierci, który za odpowiednią opłatą (kilkaset zł) zapewnia kobietom transport na aborcję. Na terenie Polski swobodnie działają także zorganizowane grupy przestępcze, które zajmują się nielegalnym procederem pomocnictwa w aborcji i wywożą Polki do aborcyjnych placówek zagranicą. Środowiska te niezwykle aktywnie reklamują się w internecie, szczególnie wśród młodych kobiet w trudnej sytuacji życiowej. Te same grupy przestępcze pośredniczą w nielegalnym handlu pigułkami poronnymi, za pomocą których w Polsce dokonuje się tysięcy aborcji rocznie.

Mordowanie maleńkich Polaków i narażanie ich matek na śmierć lub poważne komplikacje medyczne, to masowy proceder, który bez przeszkód rozwija się w naszym kraju. Najbardziej bulwersujący jest fakt, że w ogóle nie przeszkadza to politykom i urzędnikom, którzy od wiosny 2020 roku wydają się być szczególnie wyczuleni na punkcie zdrowia Polaków. Od ponad roku widzimy, jak na szeroką skalę podejmowane są działania, często z pogwałceniem prawa i podstawowych swobód obywatelskich oraz wbrew opinii społecznej, mające rzekomo poprawić nasze bezpieczeństwo zdrowotne. W tym samym czasie tysiące najmniejszych obywateli naszego kraju ginie poprzez aborcje, a oszukane przez aborcyjną propagandę Polki niemal wykrwawiają się na śmierć.

Skoro nie interesują się tym osoby za to odpowiedzialne, to my musimy ruszyć na ratunek dzieciom oraz ich matkom. Wciąż możliwe jest to, że w Polsce pójdziemy inną drogą, co zachód. Wszystko zależy od naszego zaangażowania. W całym kraju trwa organizowana przez naszą Fundację kampania społeczna, w ramach której ostrzegamy Polaków przed aborcją i pokazujemy prawdę o tym zjawisku:

– za pomocą furgonetek jeżdżących po ulicach miast,
– z użyciem wielkoformatowych billboardów,
– poprzez uliczne akcje informacyjne organizowane przez naszych wolontariuszy,
– przez rozdawanie Polakom przewodnika „Jak rozmawiać o aborcji?”, który obala propagandę aborcjonistów i uodparnia na manipulacje
– z wykorzystaniem naszych mediów, przede wszystkim portalu stronazycia.pl

„Mój synek żyje dzięki Waszej stronie” – napisała kobieta, która w ostatniej chwili zrezygnowała z aborcji w wyniku kontaktu z materiałami publikowanymi przez naszą Fundację.

„Im więcej myślałam o tym [aborcji], przeglądałam wasze strony, profil fundacji, widziałam posty (…) Zrezygnowałam, ostatecznie zrezygnowałam z poronienia [z użyciem pigułek aborcyjnych] dwa dni przed tym, jak miało się to stać. Poczułam ulgę gdy zrozumiałam, że wcale nie muszę zabijać swojego dziecka, choć na początku sama chciałam to zrobić.”

Powiedziała, przesyłając nam zdjęcie uśmiechniętego, maleńkiego chłopczyka. Chcemy aby takich kobiet było jak najwięcej. W tym celu musimy kontynuować nasze działania, na co w najbliższym czasie potrzebujemy ok. 11 000 zł.

Dlatego zwracam się z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby dotrzeć do świadomości Polaków z informacją, że aborcja to morderstwo dziecka z okropnymi skutkami dla matki, a nie „bezpieczny zabieg”, jak próbują wmówić nam aborcjoniści.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Do tzw. „klinik aborcyjnych”, które swobodnie i legalnie działają na zachodzie, regularnie przyjeżdżają karetki aby ratować kobiety, które poddały się temu procederowi. Dla ich dzieci jest już najczęściej za późno na jakikolwiek ratunek.

Konieczne jest aby działać wcześniej – na sumienia i świadomość społeczeństwa, aby aborcja była czymś w ogóle nie do pomyślenia. Tym zajmuje się nasza Fundacja oraz nasi Darczyńcy, bez pomocy których nie byłoby możliwe ratowanie życia.

kinga malecka prybylo

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować: