To uderzające, że to samo środowisko, które na co dzień domaga się prawa do zabijania dzieci przed narodzeniem, nagle pochyla się nad tematem przemocy domowej. Bo przecież najbardziej bezbronne kobiety – te w łonach matek – padają ofiarą najstraszniejszej formy „kobietobójstwa”.
W Polsce każdego roku w wyniku aborcji giną dziesiątki tysięcy małych dziewczynek. Ich śmierć nie trafia do statystyk, o których pisze Wyborcza. Ich życie zostaje przerwane, zanim dostaną szansę, by w ogóle stać się dorosłymi kobietami. O tym morderczym procederze media proaborcyjne milczą, nazywając go „prawem do wyboru”.
W tekście czytamy, że oprawcą jest często osoba najbliższa. Czy można być kimś bliższym dla dziecka niż jego własna matka? To w jej ciele, pod jej sercem, mała dziewczynka powinna cieszyć się absolutnym bezpieczeństwem. Tymczasem właśnie tam, w relacji z osobą najbliższą, dochodzi do tragedii, która kończy się śmiercią dziecka.
Dla środowisk feministycznych wartość życia kobiety zależy najwyraźniej od tego, czy już się urodziła i czy pasuje do ich ideologicznego schematu. Te najmłodsze dziewczynki, które nie mają głosu, są dla nich całkowicie niewidoczne.
Jeśli tak głośno mówi się o walce z przemocą, warto zapytać: co z równością wobec prawa dziewczynek nienarodzonych?
Źródło: https://wyborcza.pl/…