Kiedy myślimy o tym ogólnie, pomysł może się nam podobać, ale przy dokładniejszym rozważeniu dostrzegamy problemy. Gdyby nie ból, prawdopodobnie częściej waliłbym się w palec przy wbijaniu gwoździ.
Sprawa staje się poważniejsza w przypadku rany czy choroby. Bardzo często terapia jest bolesna, ale prowadzi do poprawy zdrowia. Wizyta u dentysty jest banalnym przykładem.
Ludzie z trudem znoszą również cierpienie innych. Stąd pokusa, aby unikać cierpiących. Jeśli się jej poddamy, nie dowiemy się, czym jest współczucie i zamkniemy się w bańce własnego egoizmu.
„Autorytety medialne” sugerują ersatz współczucia – cierpisz? Weź pigułkę. Jeśli pigułki nie działają, zastanów się nad eutanazją.
W najbogatszych krajach, takich jak Kanada czy Holandia, gdzie pragnienie przyjemności wyrugowało bliskość między ludźmi, eutanazja, w przypadku długotrwałego cierpienia, staje się rozwiązaniem domyślnym. Ludzie szukający pomocy w instytucjach rządowych, otrzymują ofertę skrócenia życia.
Widać, że odrzucenie cierpienia ma odrażające skutki. Czy możliwe jest odkrycie sensu cierpienia? Nasi chrześcijańscy przodkowie nie mieli z tym problemu. Patrzyli na Chrystusa cierpiącego na krzyżu i uświadamiali sobie, jak wielkie dobro przyniosło Jego dobrowolne cierpienie.
Bez zrozumienia ofiary Chrystusa nie dostrzeżemy znaczenia własnego cierpienia ani sensu naszego życia. Nie będziemy umieli okazać współczucia innym ludziom i sami zostaniemy wydani na łup eutanazistów.
Rozważając śmierć Chrystusa na Krzyżu dostrzeżemy, że jej owocem jest Zmartwychwstanie. Akceptując własne cierpienie i pomagając cierpiącym braciom, staniemy się jego uczestnikami.